Bramy sali tronowej otworzyły się z hukiem. Tym razem oglądałem to wszystko z drugiej strony będąc tym samym ich siłą napędzającą. Spokojnym, a z drugiej strony zdeterminowanym krokiem podszedłem prosto pod tron. Strażnicy rozpoznając mnie usunęli się z drogi pozwalając na przejście dalej mimo ich wyrazu twarzy. Gdy ujrzałem samego króla, moja zakrwawiona twarz przybrała kolor nieprzepalonej stali. Dotychczas rosły, pulsujący życiem mężczyzna zamienił się w siwego, nieogolonego, milczącego staruszka, który nawet nie spojrzał w moją stronę. Z trudem przełknąłem ślinę.
- GÅ‚upcze – teraz byÅ‚o mi już wszystko jedno w jaki sposób odezwÄ™ siÄ™ do swojego króla – zlekceważyÅ‚eÅ› naszego przybysza, a teraz jeżeli nic nie zmienisz, zginiemy haniebnie.
- Nie bredź – jego wzrok w dalszym ciÄ…gu byÅ‚ Å›lepo wbity w podÅ‚ogÄ™.
- Nie mam najmniejszego zamiaru – z chwili na chwilÄ™ brakowaÅ‚o siÅ‚ na wypowiadanie kolejnych słów, wiÄ™c postanowiÅ‚em siÄ™ streszczać – to co powiedziaÅ‚ nam mÄ™drzec kilka dni temu byÅ‚o prawdÄ…, musimy...
- Cisza! - Hilgrad powstaÅ‚ ze swojego tronu kierujÄ…c oskarżycielsko palca w mojÄ… stronÄ™ – mam już dosyć sÅ‚uchania tych gÅ‚upstw! Jeżeli ostatnie dni spÄ™dziÅ‚eÅ› na docieraniu do prawdy to kolejne spÄ™dzisz w lochu. Jak Å›miesz siÄ™ tak pokazywać, jak Å›miesz siÄ™ w ten sposób do mnie zwracać... Straż! Wrzućcie go do celi.
Nie mogłem nadziwić się otrzymanemu wyrokowi. Byłem jedną z najbliższych królowi osób, zawsze traktował mnie jak swojego brata, a nawet syna, a teraz... teraz zachowywał się wobec mnie całkowicie obco. Straciłem siłę na wszelkie dodatkowe słowa, straciłem wiarę i nadzieję, odeszła bezpowrotnie chęć do działania. Zawiodłem i musiałem się z tym pogodzić. Zrozumiałem to, że nigdy więcej nie spotkam już czarodzieja, że nie podziękuję Izaakowi za to co dla mnie zrobił, że nie wyrównam swoich rachunków z Arzifaelem. Wiedziałem, że nadszedł koniec. Koniec motywacji, przyszłości i życia. Nie pozwalając sobie na kolejny zastrzyk bólu bez oporu poszedłem w stronę lochu, nie pozwalając słynącym ze swego okrucieństwa strażnikom na rozpoczęcie jakże typowego dla nich rytuału znęcania się nad resztkami mojego lewego barku.
****************************
To co teraz piszÄ™ jest już, że tak siÄ™ wyrażę „relacjÄ… na żywo”. No bo w koÅ„cu co mogÄ™ innego robić siedzÄ…c w zimnym lochu za kratami strzeżonymi przez królewskie Å‚achudry? Na caÅ‚e szczęście straż prowadzÄ…ca mnie za kraty nie należaÅ‚a do zbyt rozgarniÄ™tej, dlatego też wraz ze mnÄ… wrzucili tu mojÄ… sakwÄ™, a w niej ksiÄ™gÄ™, pióro i resztkÄ™ atramentu. Przy pasie mam caÅ‚y czas swój runiczny sztylet, do którego drgania siÄ™ już zdążyÅ‚em przyzwyczaić na tyle, że go prawie nie czujÄ™. Nie użyjÄ™ go jednak. Nie mam siÅ‚y ani tym bardziej chÄ™ci do dziaÅ‚ania. DziaÅ‚ania, które jest bezsensowne w zaistniaÅ‚ych okolicznoÅ›ciach. SiedzÄ™ tutaj czekajÄ…c na Å›mierć.
Obiecałem sobie również, że przy najbliższej okazji, w kulminacyjnym momencie całej tej zagmatwanej historii napiszę wstęp do tego, niestety ostatniego już rozdziału historii KherShoed. Dopełnię więc obietnicy, dla której przeznaczyłem pierwszą stronę. Niech więc słowa popłyną mi same z pióra...
„Dla królestwa KherShoed nastaÅ‚y czasy zmierzchu...”
****************************
Na tym kończą się zapiski atramentowe zaczynają natomiast słowa pisane krwią. Czytając dotychczas całą historię domyślam się, że jest to krew wzięta z ramienia kronikarza.
****************************
Gdy skończyłem przed sekundą słowa wstępu nadleciały smoki. Spodziewałem się tego. Podczas gdy całe miasto pogrążone jest w chaosie, ja siedzę spokojnie oczekując upragnionej już śmierci. Patrzę z ironicznym uśmiechem na twarzy na wymachujących rękami ludzi próbującymi ukryć się przed nieuniknionym. Słyszę kroki, ktoś się tu najwyraźniej zbliża. Ostatnie zdziwienie w moim życiu...to Hilgrad we własnej osobie.
- Jakubie! Ratuj nas, smoki nadciągnęły! - jego żałosne wysiłki były daremne.
Nie kryłem jednak irytacji jaka mnie ogarnęła. Odłożyłem na chwilę kronikę wstałem i podszedłem do krat.
- Trzeba było posłuchać, martwy już głupcze. Najpierw Theodosa, a później mnie. Twoja arogancja i duma doprowadzą zaraz do śmierci setek ludzi, za których TY jesteś odpowiedzialny, wyjdź więc teraz na powierzchnię i spójrz na to do czego doprowadziłeś.
Odwróciłem się bez słowa i powróciłem do kroniki. Nie chciałem nawet spojrzeć na twarz tego straceńca.
****************************
Podnoszę głowę do góry, w stronę krat. Widzę miasto w ogniu i w popiołach, a na niebie dostrzegam krążące smoki. Pośród nich pojawia się nowy oprawca, o skrzydłach lśniących niczym najczystsze srebro. Więc to on. Ten, który zwiastuje całkowitą zagładę naszego królestwa. Siedzę w spokoju zapisując ostatnie słowa własną krwią. Srebrnoskrzydły rozprostowuje swoje kończyny. Bierze głęboki wdech i wypluwa kulę ognia lecącą wprost w kraty mojej celi. Za chwilę odłożę pióro zamknę księgę i dostanę to, na co czekałem już wiele godzin. Zamykam oczy...
|
| Autor: Hunter
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7
|