Gdy blask porannego słońca wdarł się przez okno, padając wprost na moje łóżko, podniosłem powieki i czym prędzej rozpocząłem przygotowania do wyprawy. Najważniejsze rzeczy, czyli księgę, pióro oraz atrament, odpowiednią ilość ziół leczniczych i nieco pożywienia, wpakowałem do wyprawionej z wilczej skóry torby, uszytej kilka lat temu jeszcze przez moją matkę. Do pasa przywiązałem natomiast schowany do pochwy nóż myśliwski. Pech chciał, że w latach mojego dzieciństwa miasto często napadane było na bandytów, a i poza jego murami było niebezpiecznie, dlatego też zostałem wysłany na przymuszone szkolenie obronne do wybitnego myśliwego i zarazem jednego z najlepszych przyjaciół taty. Nauczył mnie sprawnie obrabiać skóry i wydobywać pożywienie z ciał, które pokazał również jak się uśmierca. Po zakończeniu jego nauk podarował mi ten właśnie oręż o niewielkich wymiarach, które mimo swojego wieku nadal jest ostre niczym brzytwa. Opatrzone runami i duchem leśnego przewodnika stanowi nie tylko narzędzia obronnego, ale również ostrzega drgając przy nodze za każdym razem gdy zbliża się niebezpieczeństwo. Mówiono, że spoczywa w nim bóstwo wielkiego niedźwiedzia, strażnika lasu, w co skłonny jestem uwierzyć po tym ile razy uratował mi już życie. Po uzupełnieniu zapasów wody opuściłem dom udając się w stronę dzielnicy kupieckiej z zamiarem odwiedzenia Izaaka, miastowego alchemika i zarazem człowieka, któremu mogłem zaufać.
****************************
- Witaj Izaaku – już w progu postanowiÅ‚em przywitać przyjaciela szczerym uÅ›miechem, z doÅ›wiadczenia wiedziaÅ‚em, że ceni go sobie bardziej niż jakÄ…kolwiek sakiewkÄ™ wypeÅ‚nionÄ… po brzegi zÅ‚otymi monetami.
- Jakubie! Jakże siÄ™ cieszÄ™ z twojej wizyty! - daÅ‚o siÄ™ zauważyć jego dobry humor, najwyraźniej ubiÅ‚ niedawno dobry interes – co sprowadza CiÄ™ w moje skromne progi?
- PrzygotowujÄ™ siÄ™ do wyprawy, pogania mnie czas, wiÄ™c najprawdopodobniej bÄ™dÄ™ podróżowaÅ‚ również pod osÅ‚onÄ… mroku. PotrzebujÄ™ dwie fiolki eliksiru nocy – przy udzielaniu odpowiedzi na jego, pytanie staraÅ‚em zatrzymać jak najwiÄ™cej informacji dla siebie, wiedzÄ…c, że wiadomoÅ›ci wypÅ‚ywajÄ… stÄ…d nadzwyczajnie szybko. Nie mogÄ…c sobie pozwolić na rozsianie ziarna niepokoju wÅ›ród ludzi spowodowanego plotkÄ… o groźbie tajemniczego wÄ™drowca.
- W jakiej sprawie? - zapytał podejrzliwie. Jego ciekawość zawsze zwiastowała kłopoty.
- Och, Izaaku, zawsze musisz zadawać tak skomplikowane pytania? Wiem do kogo zmierzać, ale niestety nie mam jeszcze pojÄ™cia po co – wymówka byÅ‚a dziecinna i gÅ‚upia, nim jednak zdążyÅ‚em ugryźć siÄ™ w jÄ™zyk, dokoÅ„czyÅ‚a tÄ… żenujÄ…cÄ… wypowiedź.
- Wiem, że nie jesteÅ› ze mnÄ… do koÅ„ca szczery – odparÅ‚ bezzwÅ‚ocznie.
Kropelki potu zaczęły pojawiać się na moim czole, nie mogłem pozwolić na zdradzenie tajemnicy, zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że gdy zacznie dopytywać się o szczegóły, pozostanie mi jedynie jedno wyjście: ucieczka, która pozbawi mnie resztek honoru.
- Znam ciÄ™ jednak na tyle dobrze, że wiem, iż czynisz to, bo najwyraźniej masz ku temu powody, nie mam ci wiÄ™c tego za zÅ‚e, a wrÄ™cz przeciwnie, doskonale to rozumiem – dodaÅ‚ po chwili sprowadzajÄ…c na moje ciaÅ‚o falÄ™ bÅ‚ogiej ulgi i ukojenia.
- Nie mam niestety tego o co prosisz, składniki niezbędne do przygotowania mikstury będę miał dopiero jutro z rana, musisz więc poczekać.
- Niestety nie mogę. Na pewno nie znasz nikogo kto by mógł mi to sprzedać jeszcze dziś?
- Rozumiem... - odpowiedziaÅ‚ zamyÅ›lony – cóż, Arzifael może być w ich posiadaniu.
Bariera stworzona z nerwów hamujących agresję runęła z wielkim hukiem. Izaak wiedział, że na samą myśl o tym śmieciu adrenalina skacze mi powyżej dopuszczalnego poziomu, ale jak widać zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, do czego i ja po chwili doszedłem stawiając na nowo barierę.
- Gdzie go mogę znaleźć? - zapytałem mimowolnie zaciskając zęby.
- Przebywa ze swojÄ… szajkÄ… tam gdzie zwykle. Szukaj go w dokach, w dzielnicy portowej.
Pożegnaliśmy się życzliwie obiecując tym samym, że po powrocie opowiem mu o celu wyprawy i o jej ewentualnych konsekwencjach, uścisnęliśmy dłonie, skierowałem swe kroki w stronę drzwi.
- Jakubie! Poczekaj chwilÄ™! - usÅ‚yszaÅ‚em w momencie gdy drzwi zatrzÄ…snęły wiszÄ…cymi nad nimi dzwoneczkami – mam coÅ› dla ciebie.
- Nie żartuj przecież wiesz, że...
- Cicho! – przerwaÅ‚ mi po chwili – to co ci ofiarujÄ™ z pewnoÅ›ciÄ… wykorzystasz – wyciÄ…gnÄ…Å‚ z ukrytej w rÄ™kawie kieszeni zamkniÄ™ty w maÅ‚ym flakoniku zielonkawy pÅ‚yn – to sÄ… legendarne krople Arkh'ani, powodujÄ…, że przez krótkÄ… chwilÄ™ twoja skóra staje siÄ™ twarda i nienaruszalna niczym najtwardsze i najstarsze skaÅ‚y Å›wiata. JesteÅ› wrÄ™cz nietykalny, ale pamiÄ™taj, dawka jakÄ… możesz zażyć naraz to maksymalnie trzy krople! W przeciwnym razie specyfik może być niebezpieczny.
- Ale... ale ja nie mogÄ™ tego przyjąć – poczuÅ‚em, że podÅ‚oga pode mnÄ… miÄ™knie z wrażenia, krople, które trzymaÅ‚ przede mnÄ… mój najlepszy przyjaciel to byÅ‚ jeden z mitycznych specyfików. Nie znaÅ‚em żadnej osoby bÄ™dÄ…cej w jej posiadaniu.
- Owszem, możesz, spokojnie mam jeszcze zapas na zapleczu – na jego twarzy pojawiÅ‚ siÄ™ ledwie widoczny, zawadiacki półuÅ›mieszek.
- SkÄ…d je masz?
- Ty nie powiedziałeś mi dokąd wyruszasz, ja ci nie zdradzę pochodzenia tej ampułki, dowiesz się dopiero po powrocie, gdybyś chciał więc umierać przypomnij sobie o mnie i o moim sekrecie, doda ci to motywacji, drogi przyjacielu.
Przychodząc tu więc miałem dobre przeczucie. Na Izaaka mogłem liczyć. Zawsze.
- Szerokiej drogi zatem Ci życzę! - dodał po chwili, ponownie podając dłoń. Teraz już mogłem spokojnie opuścić sklep.
Krucza przepowiednia - opowiadanie
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | następna >>
|