Dzielnica portowa. Szczerze jej nienawidziłem. Drażniący nozdrza smród rybich zwłok, krzyk, gwar i niezbyt mili obywatele przemykający po ciemnych uliczkach powodowali, że czułem pewnego rodzaju obrzydzenie na samą myśl o tej części miasta. Los skazał mnie jednak na to, abym jedną z nich był zmuszony teraz odwiedzić do czego rzecz jasna się przygotowałem rozpinając dolną część koszuli dzięki czemu dostęp do przywiązanego do pasa noża był znacznie lepszy. Jedna z krętych alejek wskazana przez mieszkających tu przechodniów doprowadziła mnie na zaplecze niewielkiego magazynu, wokół którego walały się na bruku beczki i skrzynki z zaopatrzeniem.
- Słyszałem, że mnie szukasz, kronikarzu. Czegoż pragniesz? - zimny głos o wyjątkowo martwym wydźwięku odbił się od ścian dając jeszcze bardziej przerażający efekt. To był zdecydowanie Arzifael. Nie dziwota, że większość ludzi w dzielnicy boi się go spotkać nawet w środku dnia. Taki głos nie mógł należeć do nikogo miłego.
Gdy siÄ™ odwróciÅ‚em ujrzaÅ‚em jego poranionÄ… i wielokrotnie pozszywanÄ… twarz. Przez prawe oko, poczynajÄ…c od czoÅ‚a przebiegaÅ‚a krwawa linia bÄ™dÄ…ca szramÄ… i „pamiÄ…tkÄ…” po jednej z wielu wygranych przez niego walk.
- PrzyszedÅ‚em ubić interes – odpowiedziaÅ‚em starajÄ…c siÄ™ powstrzymać drżenie gÅ‚osu – doszÅ‚y mnie sÅ‚uchy, że jesteÅ› w posiadaniu eliksiru nocy. PotrzebujÄ™...
- Ty?! Ty chcesz ubić ze mną interes, królewskie ścierwo? - śmiech Arzifaela był równie przenikliwy jak jego głos. Poczułem jak drga całe moje ciało, poziom zdenerwowania już dawno przekroczył absolutnie dopuszczalny poziom. Wiedziałem jednak, że teraz już za późno na ucieczkę, pozostawało mi więc obserwować bieg wydarzeń i grać twardego aż do samego końca.
- Nie przerywaj mi kiedy mówiÄ™ – sam nie wierzyÅ‚em w to co mówiÄ™, najwyraźniej adrenalina tymczasowo przejęła kontrolÄ™ nad moim umysÅ‚em – powiedziaÅ‚em, że potrzebuje dwóch fiolek eliksiru nocy. Masz je?
- Może i mam robaczku, choć dalej bawi mnie fakt, że pofatygowałeś się aż tutaj przełamując strach i obrzydzenie tylko po tak małą ilość tak pospolitego napoju. Po co ci on?
- To nie jest twój interes. Ile za nie chcesz?
- Nie jesteÅ› dzisiaj zbyt rozmowny. Ile chcÄ™? - ironiczny uÅ›miech w dalszym ciÄ…gu nie zniknÄ…Å‚ z jego twarzy – sÄ…dzÄ™, że specjalnie dla Ciebie mogÄ™ nieco obniżyć cenÄ™. 500 szylingów.
Nie obyło się bez zbędnych kpin. Adrenalina rosła w ekstremalnym tempie. Obydwaj dobrze wiedzieliśmy, że podwoił, a nawet potroił cenę.
- Śmiesz ze mnie kpić...
Mina opryszka przybrała kamienną postać.
- Uważaj na słowa śmieciu! Może i na dworze królewskim jesteś kimś, ale tutaj nic nie znaczysz, nie licz na to, że będziesz z racji swojego tytułu łagodniej traktowany.
Sztylet zaczÄ…Å‚ podrygiwać. Po chwili drgania te przybraÅ‚y na mocy powodujÄ…c nerwowe koÅ‚ysanie siÄ™ caÅ‚ego pasa przy spodniach. W tym momencie zdrowy rozsÄ…dek przejÄ…Å‚ inicjatywÄ™ nad adrenalinÄ…. Ostrożnie zbliżyÅ‚em rÄ™kÄ™ ku pochwie starajÄ…c siÄ™ nie wzbudzić podejrzeÅ„ stojÄ…cego przede mnÄ… zbira. Gdy drgania ponownie przybraÅ‚y na sile osiÄ…gajÄ…c „absolutum maksimum” wyciÄ…gnÄ…Å‚em ostrze i zwinnym ruchem wykonaÅ‚em obrót połączony z zamachem zataczajÄ…c prawie peÅ‚ne koÅ‚o wokół wÅ‚asnej osi. Lepka ciecz trysnęła mi na twarz. ByÅ‚a to krew dwóch, potężnych mężczyzn dzierżących w dÅ‚oniach nabite zardzewiaÅ‚ymi gwoździami maczugi. Na chwilÄ™ obecnÄ… stali przede mnÄ… tracÄ…c kolejne mililitry krwi wylewajÄ…ce siÄ™ z otwartych gardeÅ‚. DziÄ™ki odpowiedniemu, identycznemu wzrostowi przeciÄ™cia znajdowaÅ‚y siÄ™ na tej samej wysokoÅ›ci, zaÅ› ich doskonaÅ‚ość zawdziÄ™czam ostroÅ›ci swojej broni. Jeszcze chwilÄ™ z niedowierzeniem przyglÄ…daÅ‚em siÄ™ perfekcyjnie wykonanym ciÄ™ciom, gdy krew zaczęła już tylko spokojnie spÅ‚ywać po caÅ‚ym ciele, aż na ulicy można byÅ‚o dostrzec wnÄ™trza rozprutych gardeÅ‚. Po chwili moi dotychczasowi przeciwnicy w tej samej sekundzie runÄ™li na ziemiÄ™ z hukiem. WytarÅ‚em nóż w koszulÄ™ i skierowaÅ‚em swój wzrok na Arzifaela. Nie byÅ‚ przerażony, lecz nie ukrywaÅ‚ zaskoczenia. OdpiÄ…Å‚ pierwsze trzy guziki pÅ‚aszcza i wyjÄ…Å‚ spod niego dwie fiolki purpurowego pÅ‚ynu po czym rzuciÅ‚ je wprost pod moje nogi.
- Masz to co chciaÅ‚eÅ›, a teraz zejdź mi z oczy – powiedziaÅ‚ z wyrzutem – zabiÅ‚eÅ› moich dwóch najlepszych ludzi. Nie wiem jak to zrobiÅ‚eÅ›, może dopisaÅ‚o Ci szczęście, albo może naprawdÄ™ pÅ‚ynie w Tobie krew zabójcy, nie obchodzi mnie to. PamiÄ™taj jednak, że siÄ™ zemszczÄ™ najszybciej jak to możliwe, wiÄ™c miej oczy szeroko otwarte. Precz!
Gdy znalazÅ‚em siÄ™ w koÅ„cu w posiadaniu mikstury (jej dziaÅ‚anie jest bardzo proste – po wypiciu okreÅ›lonej dawki, w tym wypadku jednej ampuÅ‚ki, czÅ‚owiek doskonale widzi nawet w najwiÄ™kszych ciemnoÅ›ciach przez kolejne kilka dni, co byÅ‚o nadzwyczaj przydatne w obecnej sytuacji, jako że planowaÅ‚em podróż także pod osÅ‚onÄ… księżyca) nie trzymaÅ‚o mnie tu już nic wiÄ™cej. Bez sÅ‚owa podniosÅ‚em z ziemi ampuÅ‚ki i zawróciÅ‚em w obawie, że przywódca bandy wykorzysta chwilÄ™ nieuwagi czego jednak nie uczyniÅ‚. OpuÅ›ciÅ‚em wiÄ™c zaplecze i powÄ™drowaÅ‚em pod głównÄ… bramÄ™ miasta rozpoczynajÄ…c kluczowÄ… część swojej wyprawy.
Krucza przepowiednia - opowiadanie
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | następna >>
|