Nie ukrywam, iż Jacek Dukaj jest dla mnie najjaÅ›niejszÄ… gwiazdÄ… rodzimej fantastyki – ba, w ogóle plasuje siÄ™ na samych wyżynach mych ulubionych literatów – czego przyczynÄ… bynajmniej nie jest warsztatowa biegÅ‚ość – choć tej w żadnym razie nie można mu odmówić – czy wyobraźnia swym bogactwem zdolna wpÄ™dzić w najgłębsze kompleksy wszelkich Krezusów, Rothschildów czy Rockefellerów – choć w istocie zdaje siÄ™ ona bezgraniczna – lecz nade wszystko to, iż od tej wÄ…sko, wrÄ™cz zawężajÄ…co rozumianej fantastyki niejako on umyka, nie pozwala siÄ™ zamknąć w Å›wiatku fandomu, lecz nieustannie poszukuje nowych artystycznych pÅ‚aszczyzn wyrazu. Dlatego też z niecierpliwoÅ›ciÄ… wyglÄ…daÅ‚em „Króla Bólu” i z dużymi nadziejami po niego siÄ™gaÅ‚em.
Recenzowana pozycja to zbiór opowiadaÅ„, acz już na wstÄ™pie muszÄ™ uprzedzić wszystkich czytelników, iż nawet tak trywialna forma w przypadku tak niebanalnego twórcy cechować musi znaczna odmienność od innych tożsamych pozycji. BiorÄ…c bowiem pod uwagÄ™ objÄ™tość książki – ponad osiemset stron (
Pan Jacek ponownie udowadnia, że jest miÅ‚oÅ›nikiem „cegieÅ‚”, ot co!) – i skromnÄ… w porównaniu doÅ„ liczbÄ™ oÅ›miu opowiadaÅ„ widniejÄ…cych w spisie treÅ›ci, co po zastosowaniu matematyki wÅ‚aÅ›ciwej dla nauczania poczÄ…tkowego daje rezultat Å›redniej stu stron na opowiadanie. Jak wiÄ™c widać, miÅ‚oÅ›nicy tzw. form krótkich nie majÄ… czego tu szukać,
Pan Jacek sam okreÅ›la swojÄ… pozycjÄ™ jako „zbiór powieÅ›ci”.
SpoÅ›ród wspominanych oÅ›miu opowiadaÅ„ poÅ‚owa stanowi zupeÅ‚nÄ… nigdzie indziej dotychczas niepublikowanÄ… nowość, co wiÄ™cej, objÄ™toÅ›ciowo zdecydowanie ponad „normatywne” czterysta stron przypada wÅ‚aÅ›nie na nie. W żadnym wiÄ™c razie opisywanej książce nie można czynić zarzutu „chwytu marketingowego” czy „skoku na kasÄ™ przez odgrzanie kotletów”. WrÄ™cz przeciwnie, choćby taka otwierajÄ…ca zbiór
„Linia oporu” Å›miaÅ‚o mogÅ‚aby zostać wydana jako zupeÅ‚nie samodzielna pozycja, na zasadzie chociażby takiej
„Córki Å‚upieżcy”.
Nadto, zauważyć również należy, iż „powtórka z rozrywki” serwowana przez autora aż takÄ… wielkÄ… powtórkÄ… nie jest, a to z tej prostej przyczyny, że do swego zbioru włączyÅ‚ on opowiadania może nie tyle maÅ‚o znane, co raczej trudne do zdobycia, bo wydane w niszowych pismach czy antologiach, które zostaÅ‚y opublikowane w niewielkich i niewznawianych nakÅ‚adach. Lektura tychże utworów prowadzić musi jednak do jednego zupeÅ‚nie niezrozumiaÅ‚ego pytania – dlaczego?
„Król Bólu” – co dość zaskakujÄ…ce na tle ostatnich dzieÅ‚
Jacka Dukaja, by wspomnieć chociażby
„Lód” czy
„WroÅ„ca” – to niejako powrót do korzeni, stylu wÅ‚aÅ›ciwego raczej dla poczÄ…tków twórczoÅ›ci pisarza. I tak chociażby wspomniana
„Linia oporu” czy wÅ‚aÅ›nie tytuÅ‚owy
„Król Bólu i pasikonik” bardziej przypominajÄ…
„Czarne oceany” niźli
„Inne pieÅ›ni”. Twórca w Postscriptum tÅ‚umaczy siÄ™ wenÄ…, która go poniosÅ‚a przy tworzeniu zamierzonych pierwotnie opowiadaÅ„ (tak, dotyczy to również
„Lodu”). Nie oznacza jednak to wcale, że autor zaniechaÅ‚ swych filozoficznych refleksji, stanowiÄ…cych jego wyróżnik na tle innych pisarzy, co to to nie! Z pewnoÅ›ciÄ… jednak recenzowanÄ… pozycjÄ… bardziej usatysfakcjonowani bÄ™dÄ… miÅ‚oÅ›nicy hard sci-fi niż zwolennicy sentymentalnych podróży do czasów stanu wojennego czy wrÄ™cz schyÅ‚kowego imperium rosyjskiego.
Owa „twardość” zawartych w zbiorze opowiadaÅ„ przejawia siÄ™ nie tylko używanym przez bohaterów jÄ™zykiem – wulgarnym, acz nie wulgaryzowanym – ale także doborze scen i wizji prezentowanych czytelnikowi. Wyrazistość, a wrÄ™cz okrucieÅ„stwo niektórych, choć nigdy nie stanowiÄ… one sztuki dla samej siebie, sprawia, że zdecydowanie nie jest to literatura przeznaczona dla osób dopiero co oczarowanych Åšródziemiem
Tolkiena czy oderwanych od telewizyjnych czy komputerowych ekranów przedstawiajÄ…cych rycerskie pojedynki na miecze Å›wietlne czy bath’lethy. Autor stroni jednak również od jarmarcznego straszenia odbiorcy swoich opowiadaÅ„, zdecydowanie chodzi mu o treść, a nie tylko formÄ™.
Gdybym napisał, że
Jacek Dukaj znowu zaskoczył, to popełniłbym grzech
autoplagiatu, lecz zaiste musiałbym dysponować literacką swadą właściwą dla tego pisarza, by uciec od takiego banału. Niby nic niezwykłego, lecz jak każda pozycja wychodząca spod pióra (choć ze względu na płodność wspomnianego należy raczej podejrzewać użycie znacznie bardziej zaawansowanych technologii, opatrzonych klauzulami tajności) tego młodego wywodzącego się z Tarnowa twórcy, nie pozwala ona się oderwać aż do ostatniej strony. Gdy zaś ta n-setna zostanie osiągnięta, i tak po stronie czytelnika pozostaje właściwe dla nałogowca pragnienie jeszcze więcej.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|