MiÅ‚o siÄ™ gawÄ™dzi, dialogi z NPCami na ogół sÄ… dość rozbudowane, sprawnie sklecone i Å›wietnie wykonane. Drażni jednak kuriozalna mechanika konwersacji. ProwadzÄ…c dialog nie bÄ™dziesz mógÅ‚ wÅ‚ożyć w usta Sheparda konkretnej kwestii a jedynie wybrać o czym pomyÅ›li twój dzielny bohater zanim siÄ™ odezwie. WybierajÄ…c opcjÄ™ „Kim jesteÅ›?” prawdopodobnie sprowokujesz Sheparda do powiedzenia czegoÅ› w rodzaju „Cześć. Jestem walecznym Ziemianinem i przybyÅ‚em tu żuć gumÄ™ i kopać tyÅ‚ki, chciaÅ‚bym wiedzieć kim, u kaduka, ty jesteÅ› i co tutaj robisz?”. Czasami prowadzi to do zaskakujÄ…cych efektów, decydujÄ…c siÄ™ na z pozoru spokojne „Poddaj siÄ™. Nie masz szans.” sprowokujesz Sheparda do wykrzywienia twarzy w paskudnym grymasie i wymachiwania broniÄ… w próbie werbalnego spacyfikowania rozmówcy. Dodatkowo, kilka różnych z pozoru wariantów Å›cieżek dialogowych prowadzi czasem do wygÅ‚oszenia jednej, tej samej kwestii. Mechanika ta zapewne ma tworzyć wrażenie wiÄ™kszej swobody interakcji z postaciami, tymczasem pogłębia jedynie wrażenie liniowoÅ›ci, pozbawiajÄ…c gracza bezpoÅ›redniej kontroli nad bohaterem.
PrzebrniÄ™cie przez główny wÄ…tek fabularny to kwestia kilkunastu godzin – niewiele, tym bardziej, że wszystko co możesz robić, a co znajduje siÄ™ poza głównym wÄ…tkiem jest nudne, schematyczne i niedopracowane.
Bioware kusi gracza swobodÄ… eksploracji kosmosu, możliwoÅ›ciÄ… badania nieodkrytej planety w poszukiwaniu surowców i artefaktów, szturmowania pirackich baz, atakowania statków, przemierzania obcych globów w opancerzonym transporterze w poszukiwaniu przygody. Szkoda, że nie dorzucili możliwoÅ›ci rozgrywania z komputerem pokÅ‚adowym Normandii pojedynków w kółko i krzyżyk – byÅ‚oby to równie emocjonujÄ…ce i zabawne.
Ileż razy można wpadać z broniÄ… do wrogich instalacji tylko po to by eksterminować wszystko co siÄ™ rusza? Tym bardziej, że wszystkie wrogie instalacje majÄ… prawie identyczny rozkÅ‚ad pomieszczeÅ„ i różniÄ… siÄ™ co najwyżej umeblowaniem? Podczas piÄ…tej, czy szóstej takiej eskapady zamiast z gromkim „Huuurrrraaaa!” ruszysz do boju z pÅ‚aczliwym „No nie? Znowu?”.
Analogicznie sprawy się mają z przejażdżkami po planetach, które zajmują lwią część czasu poświęconego na wykonywanie zadań pobocznych. Skakanie po wydmach, pokonywanie ośnieżonych szczytów, rozjeżdżanie wrogów i atakowanie olbrzymich, wynurzających się z ziemi potworów jest przyjemne przez pierwszych kilkanaście minut. Później przekonujesz się, że na każdej planecie panuje taka sama grawitacja, warunki atmosferyczne nie mają żadnego wpływu na przyczepność pojazdu, rzeźba terenu jest słabo zróżnicowana, wszędzie spotkasz ten sam gatunek kosmicznych dżdżownic, a frustrująca niemożność przemieszczania lufy działa transportera w pionie nie jest specjalnie istotna, bo żeby wyeliminować co wytrzymalszych, ale przeraźliwie głupich przeciwników wystarczy jeździć wokół nich i strzelać.
Potyczki zbrojne, w które obfituje
Mass Effect mają charakter zręcznościowy - mechanika walki przypomina zubożoną wersję tej zastosowanej w
Gears of War. Bezpośrednio kierując poczynaniami Sheparda (akcję obserwując zza jego barczystych pleców) i wydając komendy swoim towarzyszom będziesz eliminował stada przeróżnego, ale nieodmiennie wrednego, kosmicznego tałatajstwa. Potyczki są dość wymagające taktycznie (niestety głównie za sprawą przewagi liczebnej przeciwników, SI wrogów stoi na słabym poziomie); aby zdobyć sławę niepokonanego wojaka będziesz musiał odpowiednio wykorzystywać przeszkody terenowe, celnie strzelać, ciskać granaty, korzystać ze zwiększających twoje możliwości (bądź zmniejszających możliwości przeciwników) umiejętności i gadżetów oraz wykorzystywać ofensywnie biotyczne implanty. W gorączce bitwy pomocna okaże się opcja aktywnej pauzy.
Sprawność bojowa Shepharda zależy nie tylko od twojej zręczności, ale też od statystyk i wyposażenia. Odpowiednio zainwestowane punkty doświadczenia pozwolą postaci osiągnąć mistrzostwo w korzystaniu ze śmiercionośnych zabawek i pancerzy, co przekłada się na bardzo przydatne w walce bonusy, tak trwałe (np. premia do punktów życia), jak i czasowe ( np. chwilowa szybkostrzelność połączona ze zwiększoną celnością i spowolnieniem tempa nagrzewania się broni).
DecydujÄ…c siÄ™ na korzystanie z biotycznych implantów (poprzez wybór odpowiedniej klasy postaci) bÄ™dziesz mógÅ‚ naginać niektóre z praw fizyki i tym samym uprzykrzyć egzystencjÄ™ wrogom. Dobrze rozwiniÄ™te umiejÄ™tnoÅ›ci w tej dziedzinie pozwolÄ… ci Å‚amać szyki przeciwników potężnymi falami uderzeniowymi (khy, forcepushzkotora, khy), „wyłączać” grawitacjÄ™ unoszÄ…c tym samym bezradnych wrogów w powietrze, a nawet tworzyć niewielkie czarne dziury zasysajÄ…ce wszystko w ich pobliżu ku twojej uciesze i satysfakcji.
WcielajÄ…c siÄ™ w rolÄ™ inżyniera posiÄ…dziesz szereg przydatnych talentów, takich jak umiejÄ™tność sabotażu, pozwalajÄ…cÄ… na zdalne detonowanie wrażego uzbrojenia (i osmalenie dzierżących owo uzbrojenie istot) czy rozprogramować majÄ…cych elektronikÄ™ zamiast mózgu adwersarzy – tak by atakowali wszystko co siÄ™ rusza.
Jedynymi zarzutem jakie można postawić mechanice walki zastosowanej w
Mass Effect jest to, że wymusza one korzystanie z broni palnej, bez względu na wybraną klasę. Jeżeli więc zdecydowałeś się wcielić w rolę inżyniera czy futurystycznego maga to i tak większość czasu spędzisz strzelając. Na szczęście w miarę rozwoju postaci zyskiwać będziesz kolejne moce i umiejętności, które pozwolą ci ograniczyć wykorzystanie broni konwencjonalnej.
Mass Effect recenzja
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | następna >>
|