Zszedłem pospiesznie po trapie na ląd, przyglądając się fantastycznym krajobrazom na oddalonym brzegu. Już za kilka chwil będę się swobodnie poruszać po tej krainie. Jestem wolną osobą. Czuję już przypływ adrenaliny na myśl, że będę mógł odkrywać tajemnice tych terenów. Zatrzymałem się przed zbrojnym żołnierzem stojącym na pomoście, który przyjrzał mi się uważnie z grobową miną, jakby oceniając, czy nie jestem aby groźną osobą.
- JesteÅ› nareszcie! Nie wiemy jeszcze skÄ…d przybywasz… - zaczÄ…Å‚ strażnik. TrochÄ™ mnie to zaskoczyÅ‚o, myÅ›laÅ‚em, że bÄ™dÄ™ miaÅ‚ na takie rzeczy odpowiadać w Biurze Spisów, lecz żoÅ‚nierz jakby wyczytaÅ‚ to z mych oczach – Åšwietnie. BÄ™dziesz tu pasowaÅ‚. Chodź za mnÄ… do biura. Tam wystawiÄ… ci potrzebne dokumenty – tymi sÅ‚owy pokazaÅ‚ gestem dÅ‚oni, drzwi do dużego budynku znajdujÄ…cego siÄ™ na koÅ„cu pomostu. RuszyÅ‚em w ich kierunku. Tak idÄ…c porzÄ…dkowaÅ‚em sobie myÅ›li, na jakie pytania przyjdzie odpowiadać urzÄ™dnikom, jakie dokumenty każą mi wypeÅ‚nić. PostanowiÅ‚em ostatecznie oczyÅ›cić umysÅ‚ z tych pytaÅ„. O to bÄ™dÄ™ siÄ™ martwić za tymi drzwiami… stanÄ…Å‚em przed nimi i spojrzaÅ‚em w prawo na drewnianÄ… furtkÄ™ zamkniÄ™tÄ… na kłódkÄ™. SÅ‚yszaÅ‚em odgÅ‚osy rozmów zza budowli, widocznych przez szpary w furtce. Jeszcze tylko udać siÄ™ do biura i mam być wolny… myÅ›lami przebiegÅ‚em po niedalekiej przeszÅ‚oÅ›ci, gdy musiaÅ‚em pracować z innymi w kopalniach jaj Kwama. Obrażany na każdym kroku, smagany batem, poganiany bez przerwy… MusiaÅ‚em pracować po kilkanaÅ›cie godzin dziennie w ciemnych korytarzach jaskiÅ„, rozÅ›wietlonych blaskiem pochodni. OdpÄ™dziÅ‚em od siebie te myÅ›li i odwróciÅ‚em siÄ™, by dostrzec strażnika. Nikogo jednak za mnÄ… nie byÅ‚o, ów żoÅ‚nierz najwyraźniej udaÅ‚ siÄ™ na statek. PoczuÅ‚em ulgÄ™, że wreszcie siÄ™ ode mnie odczepili…
Otworzyłem drzwi Biura Spisów i wszedłem do oświetlonego, bogatego pomieszczenia, gdzie zastałem starego mężczyznę o poczciwym spojrzeniu, w brązowej szacie sięgającej kostek. Na mój widok, uśmiechnął się serdecznie, pogładził siwą brodę i zaproponował gestem dłoni, bym usiadł. Zamknąwszy za sobą drzwi, podszedłem do wolnego, drewnianego krzesła, stojącego przy stole. Spojrzałem na wysoką świecę stojącą na stole, przy piórze w kałamarzu, i oświetlającą całe pomieszczenie. Na blacie stała też taca z butelką i dwoma bogato zdobionymi kielichami. Starzec sięgnął po butelkę i nalał do obu naczyń płyn, po czym podał mi do ręki jeden z kielichów. Spojrzałem podejrzliwie na jego zawartość, zaufałem jednak gospodarzowi i przybliżywszy naczynie do ust, wypiłem jednym haustem jego zawartość do dna.
Starzec ocknÄ…Å‚ siÄ™ z zamyÅ›lania, staÅ‚ przez chwilÄ™ nieruchomo, jakby Å›niÅ‚… byÅ‚ przez chwilÄ™ taki nieobecny.
- Ach, tak! – zaczÄ…Å‚ nagle – CzekaliÅ›my na ciebie. Przed oficjalnym zwolnieniem musimy ciÄ™ wpisać do ksiÄ…g. Możemy to zrobić na kilka sposobów, wybór należy do ciebie.
Na stole leżała do góry nogami, w połowie zapisana kartka papieru, która przyciągnęła moją uwagę. Spojrzałem na nią i próbowałem przeczytać wyrazy, gdy starzec sięgnął właśnie po nią.
- Jakie to sposoby? – zapytaÅ‚em po chwili.
- Weź te dokumenty i wypeÅ‚nij je należycie…
Tymi sÅ‚owy siÄ™gnÄ…Å‚ po jakÄ…Å› ksiÄ™gÄ™ i wyjÄ…Å‚ z niej luźno wÅ‚ożony pergamin z herbem cesarskim. PrzyjrzaÅ‚em siÄ™ ozdobnym literom na dokumencie i wolnym miejscom, które mam uzupeÅ‚nić. Tak jak siÄ™ spodziewaÅ‚em, miaÅ‚em napisać skÄ…d pochodzÄ™. Dobre pytanie… Nie miaÅ‚em pojÄ™cia skÄ…d, mieszkaÅ‚em w tylu miastach, że trudno byÅ‚o wybrać te najważniejsze. PozostaÅ‚e pytania byÅ‚y w formie krótkich opisów sytuacji, musiaÅ‚em napisać, jak bym siÄ™ w takiej zachowaÅ‚. Åšmieszne, pomyÅ›laÅ‚em, ale wypisaÅ‚em cokolwiek, byleby mnie szybciej wypuszczono. Nie zniósÅ‚bym kolejnych dni na okrÄ™cie, w ciasnej Å‚adowni, lub w mrocznej kopalni, harujÄ…c dziesiÄ…tki godzin. Ostatnie pytania tyczyÅ‚y siÄ™ mojej znajomoÅ›ci walki. SiÄ™gnÄ…Å‚em pamiÄ™ciÄ… odlegÅ‚ych czasów, nim pojmali mnie żoÅ‚nierze Cesarstwa, gdy to specjalizowaÅ‚em siÄ™ w Å‚ucznictwie i walce na miecze… Nie jestem pewien, czy byÅ‚bym po tylu latach w stanie tak dobrze wÅ‚adać orężem jak kiedyÅ›.
Podałem wypełniony dokument starszemu mężczyźnie, który przeleciał szybko wzrokiem po zapisanych rubrykach. Skorzystałem z okazji i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Przy ścianie stał duży, intarsjowany kredens, na którym stały ozdobne, srebrne tace i kielichy. Obok, przy drugich drzwiach stał kolejny odziany w kirys żołnierz, przyglądający mi się bacznie.
- Znakomicie. PoprzedzajÄ…cy ciÄ™ list wspomina coÅ› o twoim znaku zodiaku. Co to za znak, jeÅ›li można wiedzieć? – spytaÅ‚ nagle starzec.
Nie miaÅ‚em pojÄ™cia, jakie w Vvanderfall sÄ… znaki zodiaku. MiaÅ‚em jednak nadziejÄ™, że nie różniÅ‚y siÄ™ one zbytnio od tych, których używano w krainach poza Morrowind. CieÅ„ odpowiedziaÅ‚em, majÄ…c nadziejÄ™, że urzÄ™dnik bÄ™dzie znaÅ‚ ten znak. Ku mojej uldze, starzec uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™, po czym odwróciÅ‚ pergamin, który przed chwilÄ… wypeÅ‚niÅ‚em, i na odwrotnej stronie wpisaÅ‚ mój znak zodiaku. Czemu nie wpadÅ‚em na to, by owy pergamin odwrócić? Nieważne… Ciekawe, o co mnie jeszcze zapyta i kiedy bÄ™dÄ™ mógÅ‚ wyjść na wolność… Nie miaÅ‚em pojÄ™cia, czemu tak nagle, w Å›rodku nocy, w kopalni jaj Kwama mnie obudzono i pospiesznie zaÅ‚adowano na statek, ani dlaczego bez sÅ‚owa wyjaÅ›nienia sÄ… gotowi mnie uwolnić w tej krainie. LiczyÅ‚o siÄ™ teraz tylko jedno… po latach ciężkiej pracy… latach, które wydawaÅ‚y mi siÄ™ wiecznoÅ›ciÄ…, latach, które byÅ‚y dla mnie istnym piekÅ‚em… miaÅ‚em być wolny…
- Hmm. To ciekawe. Zanim wystawiÄ™ pieczęć, przejrzyj te dane jeszcze raz, dobrze? – staruszek podaÅ‚ mi ponownie owy zwój z uprzejmÄ… minÄ…, lecz je gestem dÅ‚oni odmówiÅ‚em. ByÅ‚em pewny, że dobrze wszystko wypeÅ‚niÅ‚em… a nawet, jeÅ›li siÄ™ coÅ› nie zgadzaÅ‚o, nikt nie bÄ™dzie tego sprawdzać. Moja przeszÅ‚ość jest pogrzebana, a ja bÄ™dÄ™ teraz żyć nowym życiem… - WychodzÄ…c stÄ…d, pokaż te dokumenty kapitanowi – już mniej życzliwym tonem, dodaÅ‚ urzÄ™dnik, po czym przystawiÅ‚ pieczęć pod dokument i podpisaÅ‚ siÄ™.
SiÄ™gnÄ…Å‚em po pergamin, zwinÄ…Å‚em go i powstawszy, ruszyÅ‚em w kierunku strażnika, który pospiesznie wyjÄ…Å‚ klucz i odkluczyÅ‚ drzwi przede mnÄ…, mówiÄ…c: „Przejdź do drugiego budynku i porozmawiaj z Sellusem Graviusem”.
Morrowind: Prolog
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | następna >>
|