W przypadku blondynki będziemy raczej unikać częstych konfrontacji. Grace będzie miała też dużo więcej zagadek do rozwiązania, ale nie są one jakoś szczególnie trudne i w większości przypadków polegają na przyniesieniu czegoś w odpowiednie miejsce lub wklepaniu odpowiedniego kodu. Bardziej rozbudowanych łamigłówek tutaj tak de facto nie uświadczymy.Na terenie ośrodka panna Ashcroft powinna też zbierać rozsiane tu i ówdzie monety, bo już na początku gry dają wymierne korzyści.
Sytuacja zmienia się, gdy twórcy oddają nam pod kontrolę Leona. Ten w tańcu się nie certoli, nawet mimo wizualnego zestarzenia się. Jego fragmenty to wirtuozeria przemocy, gdzie do dyspozycji dostajemy strzelby, karabiny maszynowe, pistolety czy karabiny snajperskie. Feeling giwer jest świetny, a soczyste strzały dają dużo frajdy. Na późniejszym etapie gry wszystko to da się odpowiednio modernizować przy specjalnych skrzyniach.
Od tego momentu Leonowi za rozwałkę przyznawane będą też punkty, którymi można bardzo mocno podrasować posiadane graty, zwiększając siłę ognia czy powiększyć magazynek. Nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby uzupełniać tu braki w amunicji, lekarstwach czy wreszcie nabyć kamizelkę kuloodporną.
Leon ma też dużo do powiedzenia, kiedy dochodzi do bliższego kontaktu, czy to za sprawą podeszwy buta czy broni białej.Często też częstuje przeciwników „wytrawnym” one-linerem (część z nich jest naprawdę zabawna). Grace co prawda nie chodzi tu z pustymi rękoma, ale jej fanty nie lubią być zbytnio trwałe i nie robią takie wrażenia, jak sprzęt agenta (bez skojarzeń proszę).
Resident Evil Requiem - recenzja
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | następna >>
|