Severian, wygnany z konfraterni katów za złamanie zasad, dotarł do Thraxu. Obejmuje stanowisko liktora i sumiennie wypełnia obowiązki strzegąc więźniów i ścinając skazańców. Mimo poszukiwań nie zdołał zwrócić Pazura Łagodziciela – klejnot o uzdrawiającej mocy zaczyna mu ciążyć, odbierając spokój i sen. Severian wyczuwa coraz bardziej mrok gromadzący się nad światem, zaczyna wątpić w swoje powołanie, aż wreszcie wbrew rozkazowi archonta daruje życie kobiecie skazanej na uduszenie. Musi uciekać z Thraxu i udaje się na północ, w góry zamieszkane przez istoty, które odrzuciły człowieczeństwo. Rozpoczyna niebezpieczną podróż, która wyjaśni wiele kłębiących się wokół niego tajemnic.
Katowska profesja nie stanowiła głównego wątku książek składających się na zbiór
„Cień i Pazur”, choć duża część pierwszej z nich zdawałaby się to wprost sugerować, intrygując czytelnika uczynieniem głównego bohatera z osoby wykonującej zawód z reguły tyleż wywołujący negatywne konotacje, co i skrywającej się w tle głównych wydarzeń. Czy
„Miecz i Cytadela” stanowi zmianę owego trendu?
„Żadnych złudzeń, panowie”, miał stwierdzić car Aleksander I pod adresem przedstawicieli polskich elit, liczących na niepodległościowe koncesje ze strony władz carskich po wiedeńskim koncercie mocarstw. Tak też skomentować czytelnicze oczekiwania związane z małodobrym rzemiosłem głównego bohatera – w przypadku trzeciej i czwartej odsłony serii
Gene’a Wolfe’a stanowi ono już tylko tło.
Autor w większym stopniu podąża w kierunku wątków bardziej naukowych, swoistemu kolażowi podgatunków fantastyki. Oczywiście nie jest to literatura charakteryzująca się zdyscyplinowaną rzetelnością właściwą chociażby dla
Lema czy chociażby klarownością wywodu właściwą dla
Farmera, lecz i tak dla niejednego z czytelników fantasy zaskoczeniem będzie wplecenie w osnowę opowieści takich pojęć jak „prędkość światła” czy konceptu – nienazwanego wprost – klonowania.
Podobnie jak miało to miejsce wcześniej, również i teraz autor wymaga od czytelnika daleko posuniętej koncentracji na fabule, jak też pozostawienia w pamięci wcześniejszych wątków i postaci. Nie jest jednak w tym zakresie w pełni uczciwy, sam bowiem z dość dużą dozą dezynwoltury traktuje zborność swej opowieści, sensowność – i prawdopodobieństwo – wprowadzania do niej nowych tematów i starych-nowych bohaterów.
„Miecz i Cytadela” to lektura jednak nieco prostsza w przyswojeniu od poprzedniego tomu. Czytelnik opanowując sztukę odseparowania tematów istotniejszych i mniej ważkich łatwiej może skoncentrować uwagę na sednie wywodu. Nawet jeżeli nie zawsze jest ono nawet nie satysfakcjonujące, co zwyczajnie ciekawe.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|