Narody skandynawskie nieraz posługują się frazą „polskiego sejmu” jako synonimu bałaganu, zaś my sami nieraz przywołujemy porzekadło, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie”. Niewątpliwie obecnie jesteśmy narodem dość skłóconym i mocno politycznie spolaryzowanym. I nieraz patrząc na naszą scenę polityczną nietrudno o swoistą chandrę, jeśli nie depresję. Pewnym antidotum może się okazać rozgrywka w Sejm The Game.
Wcielamy się w tzw. backbenchera, zupełnie szeregowego posła (który stał się nim nie wiadomo jak), którego ambicją jest stworzenie partii, która zdominuje sondaże i przechwyci ster kraju. To zaś będzie wymagało wygłaszania szeregu bzdurnych przemówień, dojenia krów (nie pytajcie) czy pojedynków z politycznymi adwersarzami wymagającymi użycia plaskacza oraz inwektyw. Między innymi.
|
|
|
Krul i Kwachu w jednej drużynie?! W tym wszechświecie to chyba tylko w grze wideo...
|
Podstawowy błąd, który można popełnić sięgając po daną produkcję, to potraktować ją poważnie w którymkolwiek momencie. Mamy bowiem do czynienia ze stuprocentową parodią, wręcz pamfletem na całe polskie życie polityczne, wyzbyte jakiegokolwiek realizmu. Jestem przekonany, iż autorzy mocno się inspirowali grami cRPG z serii
South Park, tak pod względem konceptu, jak i (zinfantylizowanej) estetyki.
Szkoda tylko, że nie stoi za nimi budżet porównywalny z adaptacjami wspomnianej wyżej franszyzy. Przejawia się to w wydawaniu tytułu w odcinkach (dlatego dany tekst trafia do „Zapowiedzi”, choć poniekąd główna fabuła sprawia wrażenie ukończonej, co sugerują zresztą nazwy niektórych osiągnięć), ale nade wszystko w specyficznej sterylności świata. Nie mamy co liczyć na niemal jakiekolwiek zadania poboczne, możliwość pominięcia którejkolwiek z walk (starć tych zresztą nie ma zbyt wiele), a zaimplementowane minigry bardziej irytują niźli wzbogacają doznania.
Omawiana produkcja jest rozpowszechniana poza granicami naszego kraju (ach, epoka cyfrowej dystrybucji…) pod nieco innym tytułem, a mianowicie
Politics The Game, lecz właściwie nie rozumiem w jakim celu. Gra bowiem jest wręcz skrajnie hermetyczna, wyłapanie niemal wszystkich jej smaczków wymaga całkiem głębokiej znajomości polskiej kultury i życia politycznego kraju nad Wisłą (kto poza jego granicami będzie kojarzył wątek z Mariolą odmrażaną na Sylwestra? Kto zrozumie witz z Antonim lecącym Tupolewem? O przeinaczeniach nazwisk polityków nie wspomnę…).
Atutem gry mimo wszystko pozostaje oprawa. I o dziwo wiele dobrego należy tu powiedzieć zwłaszcza o warstwie audio, każda wypowiedź jest bowiem zdubbingowana, i to całkiem umiejętnie – Krul przemawia w stylu kru…. tzn. Korwina, (były) marszałek Sejmu (rotacyjny) głosem niegdysiejszego medialnego celebryty, właściwie niemal nigdzie nie ma tu skuchy (ani wątpliwości).
|
|
|
„Papieża obrażajo” – i słupki rosną…
|
Początkowo postrzegałem zapowiedzi powstania
Sejm: The Game jako typowy „skok na kasę”, tymczasem okazało się, iż tego rodzaju podejrzenia urągały jednak rzetelności twórców oraz ich kwalifikacjom. Nie jest to produkcja zapadająca na dłużej w pamięć i niewątpliwie zestarzeje się dużo szybciej niźli taki
Kijek Prawdy, lecz raczej mało który gracz dokonujący wydatku na tę grę uzna się za ordynarnie naciągniętego.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|