Równie istotne co rozwój postaci jest dobór odpowiedniego ekwipunku. Podczas całej przygody zbierzemy mnóstwo sprzętu. Większość złomu przeznaczymy na późniejszą sprzedaż, ale trafimy też na istne perełki, które będzie warto założyć naszym bohaterom. Oprócz broni do wyboru będziemy mieli rękawice, buty, nakrycia głowy, pierścienie, amulety itp. Do tego dochodzą apteczki leczące z różnych negatywnych efektów czy przywracające zdrowie. Prędzej czy później przydadzą się też obszarowe granaty. Jest tutaj w czym wybierać i smaczku całości dodaje fakt, że to co założymy naszym postaciom jest na nich od razu widoczne, nie tylko w samym menu, ale także podczas eksploracji i walki.
Rogue Trader obfituje w taktyczne, turowe starcia. W mojej ocenie są one w miarę dobrze zbalansowane. Na normalnym poziomie trudności każdy powinien dać sobie radę z większością pojedynków. Problem mogą stanowić pełnoprawni i poboczni bossowie. Bitwy z nimi potrafią dać solidnie w kość.
Na początku każdego starcia rozstawiamy nasze jednostki. Wyjątkiem są pojedynki, w których zostaliśmy zaatakowani znienacka. Wtedy od razu przystępujemy do boju. Warto zwrócić uwagę na każdy element pola bitwy. Przydadzą się wszelkie osłony. Dzięki nim być może unikniemy większości trafień. Trzeba jednak pamiętać i o tym, że słabsze elementy mogą zostać zniszczone. Wtedy należy poszukać kolejnego schronienia. W grze bardzo dużą rolę odgrywają uniki i parowanie. Dzięki wysokim statystykom wielu trafień możemy po prostu nie otrzymać. Kolejna istotna kwestia: sojuszniczy ogień może być niebezpieczny również dla naszych towarzyszy. Jeśli stoi przed nami kompan z drużyny, a strzelamy rozproszoną serią we wroga nieco dalej, to musimy liczyć się z tym, że część pocisków trafi w naszego kompana. Jak więc widzicie możliwości taktycznych jest tutaj naprawdę sporo.
Do tego wszystkiego dochodzą umiejętności wykorzystywane przez wszystkie nasze postacie. Jedni wspierają drugich, mogą leczyć sojuszników lub ukazywać słabe punkty przeciwników czy osłabiać wrogów.
Walka jest wciągająca i w zdecydowanej większości sprawia sporo frajdy. Znajdziemy jednak bardzo długie potyczki, które potrafią zanudzić. Niektóre bitwy trwają po 20-30 minut i pal licho gdy szala zwycięstwa przesuwa się na naszą korzyść. Jeśli jednak przegramy, to pozostaje ostatni zapis i powtórzenie tego samego jeszcze raz. Wydaje mi się, że niektóre potyczki zostały niepotrzebnie wydłużone. Gra i tak jest ogromna i wiele bitew wcale by nie ucierpiało gdyby trwało zdecydowanie krócej.
Każdy z nas niejednokrotnie spotkał się z sytuacją kiedy to deweloperzy tworzący gry RPG w swoich zapowiedziach informowali jak to wiele możliwości wyboru zaoferuje ich pozycja, jak wiele decyzji będzie miało wpływ na przebieg rozgrywki itp. Rzadko kiedy te zapowiedzi pokrywały się z rzeczywistością. Muszę jednak przyznać, że
Rogue Trader wybija się z tego nurtu. Naprawdę od bardzo dawna nie spotkałem gry, w której większość naszych decyzji ma swoje konsekwencje i to nie tylko w wątku głównym, ale w wielu różnych sytuacjach. To jak potoczą się nasze losy i losy naszych towarzyszy naprawdę zależy od podejmowanych przez nas decyzji. Możemy opowiedzieć się po jednej ze stron typu heretyk, ikonoklasta czy dogmatyk, co będzie miało przełożenie na wiele zmiennych, od możliwości założenia bądź nie danego przedmiotu, po relacje między nami a ważniejszymi personami. Jako Heretyk będziemy siać śmierć i zniszczenie. Zdradzę też, że tylko w ten sposób możemy wejść w posiadanie bardzo potężnej broni. Jako dogmatyk nie będziemy mieli takiej możliwości. Mało tego, wszelkie decyzje, wybrane opcje dialogowe, mogą pozbawić nas wielu sekretów. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zgoła niepozorny wybór z początków rozgrywki miał swoje konsekwencje już pod sam koniec przygody. Szok. W ten sposób gra z pewnością zachęca do kolejnego przejścia i skorzystania z innych rozwiązań. Wielkie brawa.
Warhammer 40,000: Rogue Trader - recenzja
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | następna >>
|