Roland i jego towarzysze chronią się przed zamiecią w opustoszałej wiejskiej świetlicy. Spędzają tam noc, słuchając opowiadania Rolanda o jednym z pierwszych zadań, które otrzymał do wykonania, gdy stał się rewolwerowcem: walce ze zmiennokształtnym potworem mordującym całe rodziny, skóroczłekiem.
Podczas tej misji Roland wziął pod opiekę dziesięcioletniego chłopca ocalałego z rzezi i usiłując go uspokoić, opowiedział mu swoją ulubioną historię z dzieciństwa, Wiatr przez dziurkę od klucza. Zasłuchani członkowie ka-tet niebawem zdają sobie sprawę, że każda legenda ma swoje źródło… a każda opowieść bierze się z innej opowieści.
Niejeden pisarz przyznawał się, iż dla niego proces twórczy to gonitwa myśli, lawina nieuporządkowanych pomysłów, spośród których dopiero należy dokonać wyboru tych najlepszych. Czasami zresztą owa selekcja następuje dopiero na dość zaawansowanym etapie, gdy w ocenie autora określony wątek prowadzi na manowce, a przynajmniej sprawia wrażenie ślepej uliczki. Ale stare pomysły nie opuszczają tak łatwo głów swych twórców, kłębią się, szukając ujścia. Raz na pewien czas im to się udaje.
„Wiatr przez dziurkę od klucza” to tzw. spin-off, czyli opowieść nawiązująca do innej historii, tzw. głównej, stanowiąca pewną formę jej uzupełnienia, choć czasami „po prostu” okazję dla twórcy do „pobawienia się” raz jeszcze wykreowanym wcześniej uniwersum. Akcja tej książki rozgrywa się między
czwartym i
piątym tomem
„Mrocznej wieży”, jest ona jednak o tyle specyficzna, że jej satysfakcjonująca lektura właściwie nie wymaga znajomości oryginalnej serii.
Stephen King w sposób nie pozostawiający wątpliwości sięgnął obecnie po strukturę szkatułkową, tj. jedna opowieść stanowi punkt wyjścia dla kolejnej, zawiera się w niej. Tak naprawdę jednak mamy tu do czynienia z dwiema historiami, nierównymi sobie tak objętościowo, jak i jakością.
„Szczuroczłek” stanowi bowiem opowiastkę mało oryginalną i nietrudno zrozumieć, dlaczego ostatecznie nie trafił do „pełnoprawnego” cyklu. Co gorsza, ukryta w nim tajemnica jest nie do rozwikłania bez sięgnięcia po „boską” pomoc. Znacznie lepiej na tym tle prezentuje się opowieść o Timie, utrzymana nieco w duchu prozy
Neila Gaimana.
„Wiatr przez dziurkę od klucza” nie jest literaturą wysokich lotów. Nie jest również przejawem grafomanii, lecz z pewnością nie jest to szczytowe osiągnięcie prozy
Stephena Kinga. Raczej nie usatysfakcjonuje ani miłośników pióra amerykańskiego pisarza w ogólności, ani fanów
„Mrocznej wieży” w szczególności.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|