Roland i jego towarzysze przedzierają się przez lasy Świata Pośredniego. Docierają do pozornie spokojnego miasteczka farmerskiego na pograniczu. Tam dowiadują się o następujących co dwadzieścia lat atakach stworów w wilczych maskach, napadających na mieszkańców i porywających ich potomstwo. Poddane złowrogim rytuałom dzieci wracają do domów jako upośledzone umysłowo istoty – pokury.
Zrozpaczeni ludzie zwracają się o pomoc do ka-tet. A Roland postanawia przerwać poszukiwania Mrocznej Wieży i stawić czoło bestiom. Ryzykuje w ten sposób wszystko, ponieważ jeszcze nie wie, że od wyniku tego starcia będą zależeć losy Świata Pośredniego.
Przystępując do pisania
„Rolanda” Stephen King pozostawał – do czego sam się przyznawał –pod mocnym wpływem filmu
Sergio Leone zatytułowanym
„Dobry, zły i brzydki” (a który, pomimo upływu lat, a może po trosze z uwagi nań sam zdecydowanie polecam). Jednym z klasyków westernu jest z kolei obraz
„Siedmiu wspaniałych”, zresztą również stanowiący przejaw nawet nie inspiracji, lecz adaptacji filmografii
Akiry Kurosawy. Nic więc dziwnego, że prędzej czy później do motywów związanych z tym filmem sięgnął amerykański pisarz.
„Wilki z Calla” to opowieść, której konstrukcja jest przejrzysta niemal od pierwszych stron. Mamy do czynienia z „typowo westernową” osadą położoną gdzieś na absolutnych rubieżach, dręczoną przez oprawców tyleż bezwzględnych, co niepokonanych. Jedynym remedium pozostaje zwalczenie ognia ogniem i sięgnięcie po zewnętrzną pomoc „zawodowych” rewolwerowców, czyli ekipę, którą czytelnik miał okazję poznać przy
poprzednich odsłonach cyklu
„Mrocznej wieży”.
Oczywiście
Stephen King nie byłby sobą – zwłaszcza „odmianą” o uznanej renomie, ale też już i całkiem sporym doświadczeniu (i wyrobieniu) – gdyby nie postanowił znanych motywów jednak nawet jeśli nie zreinterpretować, to znacząco wzbogacić o kolejne i kolejne wątku. Posuwa się on nawet dalej, puszczając oko do czytelników zaznajomionych z innymi przejawami jego prozy. Koncept multiwersum jest starszy, niźli miłośnikom obrazów
Marvela mogłoby się zdawać…
Nieco na przekór westernowym klasykom jednakże przez znaczną część książki niewiele się dzieje, jak to zwykło się mawiać. Nie mamy również do czynienia z zagęszczeniem atmosfery, a kolejne fabularne zwroty niekoniecznie jawią się jako specjalnie zaskakujące. Czy jednak zawsze takie być muszą?
„Wilki z Calla” to książka, która nie rozczaruje miłośników poprzednich części serii, choć pozostawi po sobie co najmniej kilka pytań, co do których czytelnik się zastanawia, czy doczekają się one odpowiedzi na późniejszym etapie, czy też raczej stanowią efekt chwilowych pomysłów na fabułę. Wątków bowiem nie ubywa, wręcz przeciwnie.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|