Mężczyzna zÅ‚apaÅ‚ siÄ™ za gÅ‚owÄ™. Co ja zrobiÅ‚em? StaÅ‚ na wysokim wiadukcie. BaÅ‚ siÄ™ spojrzeć na dół. Serce biÅ‚o wielokrotnie szybciej, zdawaÅ‚oby siÄ™, że za chwile wyskoczy z klatki piersiowej, a elegancko ubrany, przystojny mężczyzna bÄ™dzie mógÅ‚ je wziąć do rÄ™ki. Wszystko wydarzyÅ‚o siÄ™ bardzo szybko, w okamgnieniu. Zamieszanie, przez chwilÄ™ czas wlecze siÄ™ nieprawdopodobnie wolnym tempem. A potem nagle podkÅ‚ady Å›wiadomoÅ›ci uruchamiajÄ… siÄ™ ponownie i jest już po fakcie. Mężczyzna staraÅ‚ sobie przypomnieć wypadek. WracaÅ‚ z pracy do domu – tego byÅ‚ prawie pewien. Å»ona miaÅ‚a dziÅ› imieniny, mężczyzna niósÅ‚ kwiaty, które teraz leżaÅ‚y na betonie, zdeptanie i zniszczone. „Co byÅ‚o potem?” - mężczyzna nie pamiÄ™taÅ‚ zbyt dokÅ‚adnie. WiedziaÅ‚, że zostaÅ‚ zaatakowany od tyÅ‚u, ktoÅ› uderzyÅ‚ go bez ostrzeżenia. WiedziaÅ‚, że szarpaÅ‚ siÄ™ z bandytÄ…. WiedziaÅ‚, że tamten spadÅ‚ z wiaduktu mimo barierki ochronnej. Teraz zaÅ› sam byÅ‚ bandytÄ…, staÅ‚ przy barierce i nie wiedziaÅ‚, co zrobić. „WpadÅ‚eÅ› bratku – mówiÅ‚ gÅ‚os w jego gÅ‚owie. - PowinieneÅ› zadzwonić na gliny”. Facet machnÄ…Å‚ nerwowo rÄ™kÄ…, próbujÄ…c odpÄ™dzić niewygodne myÅ›li jak odgania siÄ™ natrÄ™tnÄ… muchÄ™. „Pierdol siÄ™” – powiedziaÅ‚ na gÅ‚os do siebie. ZdobyÅ‚ siÄ™ na odwagÄ™ i spojrzaÅ‚ na dół. Przy ulicy leżaÅ‚o nienaturalnie wygiÄ™te ciaÅ‚o. Wokół niego powiÄ™kszaÅ‚a siÄ™ ciemna ciecz. ByÅ‚a noc, lecz wiedziaÅ‚, że to krew, miaÅ‚ również pewność, że bandyta nie żyje. „Ambulans już nie pomoże – stwierdziÅ‚ – MuszÄ™ ratować swojÄ… skórÄ™”. TrzymaÅ‚ siÄ™ kurczowo tej myÅ›li starajÄ…c siÄ™ iść w stronÄ™ domu w sposób naturalny, nie wzbudzajÄ…cy podejrzeÅ„. Gdy byÅ‚ przy drzwiach, zawahaÅ‚ siÄ™ chwilÄ™, zlustrowaÅ‚ ubranie dopiero teraz czy nie ma na sobie Å›ladów krwi. Nie miaÅ‚. WszedÅ‚ do mieszkania. Å»ona już spaÅ‚a, poÅ‚ożyÅ‚a siÄ™ dziÅ› wczeÅ›niej w żalu, pewna, że mąż zapomniaÅ‚ o jej Å›wiÄ™cie i poszedÅ‚ na piwo z kolegami z pracy. PÅ‚akaÅ‚a i nie chciaÅ‚a, aby jÄ… zobaczyÅ‚ w takim stanie. Mężczyzna nie Å›wiecÄ…c Å›wiatÅ‚a w sypialni rozebraÅ‚ siÄ™ po cichu i poÅ‚ożyÅ‚ koÅ‚o niej. „To tylko zÅ‚y koszmar” - przekonywaÅ‚ siebie. Nie mógÅ‚ jeszcze wiedzieć, że koszmar zacznie siÄ™ dopiero nas ranem, gdy do domu wtargnÄ… jednostki specjalne...
Uciekinier wypadÅ‚ z lasu zataczajÄ…c siÄ™. SÅ‚yszaÅ‚ w oddali ujadanie psów. RozejrzaÅ‚ siÄ™ nerwowo. ZnajdowaÅ‚ siÄ™ przy wiosce. Nie wierzyÅ‚, że dokonaÅ‚ tego. „Nie czas jeszcze spoczywać na laurach” – zganiÅ‚ siebie w duchu. MijaÅ‚ kolejne domy, ludzie spali, nie wiedzÄ…c na szczęście nic o poÅ›cigu. WidziaÅ‚ już swój dom, zbliżaÅ‚ siÄ™ z każdÄ… sekundÄ…...
Jeszcze tylko trochę... Wyciągnął w stronę domu rękę, jakby chciał go dosięgnąć...
Nie przypuszczał, że przed domem stoi patrol policyjny. Zmęczony, wycieńczony organizm nie przewidział, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi Kolonko, będzie obstawienie jego domu.
Zbieg znalazł zapasowy klucz do nowych drzwi (poprzednie wysadziła w powietrze policja), wpadł pośpiesznie do mieszkania pewien, że będzie miał czas, aby się obmyć, przebrać i dopiero potem pokazać rodzinie. Mylił się. Nie zdążył dojść do łazienki. Zatrzymał się w salonie. Zobaczył żonę, tulącą w ramionach córeczkę. Wyciągnął do nich ręce, płacząc z radości. Żona zauważyła go, ich oczy się spotkały. Otworzyła usta ze strachu, ale po chwili zdziwienie zastąpiło strach. Miał zamiar podbiec do niej, ale kątem oka dostrzegł znajdujących się w pomieszczeniu policjantów.
- Uciekaj kochanie – mówiÅ‚y oczy żony – Uciekaj!
Arkadiusz Zamojski, skazany za zabójstwo, uciekinier, nie czekał nim policjanci dopadną go w salonie. Wycofał się najszybciej jak potrafił, policjanci zerwali się z krzeseł i podążyli za nim. Zatrzasnął drzwi roztrzaskując na miazgę nos jednego z nich. Opuścił dom. Znowu ucieczka. Był w sytuacji beznadziejnej, nie miał gdzie uciekać. Kilka radiowozów policyjnych otoczyło go. Policjanci wyskoczyli z samochodów trzymając broń w pogotowiu.
- Stać! Nie ruszać siÄ™! – krzyknÄ…Å‚ jeden z nich.
Mężczyzna ze zrezygnowaniem poddał się procedurze. Siedząc zakuty w radiowozie widział przez okno żonę z córeczką. Dziecko machało mu ręką, żona płakała. Uciekinier patrzył smutnie. Radiowóz ruszył. Dom po chwili zniknął z pola widzenia.
Raport Ośrodka Karnego nr 12 z dnia 23. 09.2008
Dnia 22.09.2009 w Ośrodku Karnym nr 12 doszło do buntu podczas obowiązkowego spaceru więźniów. Więźniowie rozpoczęli bójkę ze strażnikami. Dwóch więźniów zostało poważnie rannych. Pięciu więźniów wykorzystało zamieszanie i zbiegło. Czterech z nich odnaleziono dzięki dobrze zorganizowanej akcji personelu ośrodka. Więzień 156778 jest wciąż poszukiwany.
Aleksander Kolonko
„Wczoraj w okolicy Otwocka odnaleziono ciaÅ‚o zabitego mężczyzny. Rodzina zidentyfikowaÅ‚a zwÅ‚oki. NależaÅ‚y do Aleksandra K. Ofiara, jak ustalono, byÅ‚a dyrektorem nielegalnego oÅ›rodka karnego. ZakÅ‚ad karny zostaÅ‚ zamkniÄ™ty, więźniów przeniesiono do oÅ›rodków w Krasnystawie oraz Wronkach. Udowodniono powiÄ…zania ofiary z mafiÄ…. Nieoficjalnie mówi siÄ™ o egzekucji, Å›wiadczy o tym strzaÅ‚ z pistoletu w tyÅ‚ gÅ‚owy. Sprawcy nie ujÄ™to. Poszukiwania trwajÄ….”
„Nowa Gazeta” - dnia 24 kwietnia 2009
Mężczyzna z oddali obserwował dzieci bawiące się na placu zabaw. Starsza dziewczynka ubrana była w pomarańczową sukienkę, młodsza dopiero od niedawna chodziła samodzielnie, groteskowo a zarazem uroczo stawiając kroki. Mężczyzna mimo woli zaśmiał się na głos.
- Emilka – nie drocz siÄ™ z siostrzyczkÄ… – zawoÅ‚aÅ‚a matka.
- Dobrze mamusiu – dziewczynka podbiegÅ‚a do mamy do rzuciÅ‚a siÄ™ jej w ramiona. – Kocham CiÄ™.
Młoda kobieta uśmiechnęła się tuląc małą i szepcząc jej coś do ucha. Mężczyźnie łza spłynęła po policzku.
- Ja też was kocham – powiedziaÅ‚ cicho.
Oddalił się powoli, wycierając łzy z policzka. Liczył, że zobaczy ich kiedyś jeszcze, ale nie wiedział tego na pewno.
|
| Autor: Spiderlo
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3
|