Wyszukiwarka
Google

RPG.sztab.com
Logowanie
   Pamiętaj mnie

Rejestracja

Przypomnienie hasła
Hostujemy strony o grach
Gry Strategiczne


Polecane strony

książki fantasy
Gry logiczne
Katalog stron www
Typy
Bwin
Poker
Unibet
Expekt
Sportingbet
Liga typerów
Wesele


Pyrkon 2008 - Poznański Konwent Fantastyki


Opowiadanie RPG do konkursu Carpe Diem

Opowiadanie RPG do konkursu "Carpe Diem"

"..."





Krasnolud szedł wewnętrznym skrajem ścieżki. Przytulony do wzniesienia kroczył ostrożnie przed siebie. Było póĽne popołudnie i musiał znaleĽć miejsce na obóz. Nie widział jednak szans na to, by spać pod, chociażby, małym namiotem. Przystanął ocierając pot z twarzy i gardła, rozejrzał się mając nadzieję, że wcześniej nie spostrzegł miejsca na obóz. Nie znalazł niczego, oprócz otaczających go wzniesień i wąskiej ścieżki biegnącej wzdłuż pasma górskiego. Usiadł i rozpoczął planowanie odpoczynku. Zjem, napiję się, nie, nie napiję się i nie zjem, co za chędożone w rzyć gobasy - pomyślał. Wzięły zabiły - no prawie, ograbiły i zostawiły, żebym szczezł. Co za beznadziejna sytuacja. Czemu ja żyję!? Nieważne. Nie będę się nad tym zastanawiał, bo dojdę do upokarzających wniosków. W dół - przepaść, w górę - strome wzniesienie. Beznadzieja. Totalna beznadzieja.
Wstał, poprawił strzępy okalających go szmat i spadł na ziemię. Zmiął przekleństwo i spróbował wyciągnąć z siebie siły na ponowną próbę podniesienia się. Nie wyciągnął. Zwiesił głowę na posiniaczone ramię i wtulił przeszywający ból, w barku, w tłusty, klejący się od potu, policzek. Obmacał drugim drugie ramię i, zadowolony z wyniku, delikatnie położył głowę na zdrowy bark. Zasnął. Nic mu się nie śniło, ale miał wrażenie, że ktoś woła o pomoc. Starał się tym nie przejmować.
Rano, czując lekkie zakwasy w każdej części ciała, zaczął energicznie masować nogi, bo, jak słusznie zauważył, tylko one mu się przydadzą. Dzisiaj. Jego szyja potwornie bolała od napiętej pozycji, w której spał. Oprócz zakwasów i bólu szyi, czuł siniaki na prawym barku, tylnej części lewego uda i całym brzuchu. Widać gobliny upodobały sobie brzuch jako najlepszą część ciała do kopania. Gobliny. - pomyślał - Spotkam jakiekolwiek zielonoskóre stworzenie to zanim je zabije, zacznę kopać je w brzuch, aż nie wypluje całego swojego układu pokarmowego! Obiecuję! - wykrzyczał do nieba i usłyszał dość głośne echo odbijające się między górami.
W tym właśnie momencie na szczycie masywu żwawo, zgrabnie, zaczęły spadać drobne kamyszki, pociągając za sobą coraz większe kamienie, które bardziej przylegały do podłoża, miażdząc te żwawsze.
Przypadek, przeznaczenie, a może ingerencja bogów, nikt tego się nie dowie, ale coś musiało sprawić, że obszarpany krasnolud, idący chwiejnie ścieżką, znajdującą się kilka tysięcy metrów nad ziemią, spojrzał w górę, zanim cokolwiek mógł usłyszeć.
- O cholera. - wykrzyczał zdumiony. - Jak spotkam kiedyś szczęście, to wkopię mu wszystko to, co mnie spotyka. - krzyczał, żwawo biegnąc na wąskiej ścieżynie. Zabiję się, zaraz się zabiję - pomyślał ledwo zachowując równowagę, aby nie spaść. Że też nie ma tu żadnych grot, ani jaskiń. I jak na komendę, a może przestraszone groĽbą, szczęście uśmiechnęło się do strzępa krasnoluda. - Grungni dzięki ci, jesteś jak zawsze wielki - wykrzyczał z całych sił, po czym uskoczył w bok lądując na wymiernie nie bolącym boku miednicy. Już bolącym. Widać, szczęściu nie spodobało się porównanie do krasnoludzkiego boga. Aaaaaaaaaa, kuuu... - urwał widząc, że nie jest jedynym gościem w grocie - ... rrrrcze, ależ boli.
Oprócz krasnoluda była dziewczyna, młoda ludzka kobieta, która wyglądała jakby lawina i nagłe wpadnięcie obszarpanego krasnoluda nie robiło na niej wrażenia, jakby nic nie robiło na niej wrażenia. Patrzyła mętnym wzrokiem na nowego gościa z niewyszukanym ubiorem. -Co ty tu robisz, młoda damo? - pytanie wyglądało na retoryczne, ponieważ krasnolud rozmasowywał prawy bok miednicy, a dziewczyna nie wyglądała na rozmowną - Co? Śmielej, bo nie słyszę.
- Odwal się! - jęknęła dziewczyna i rozpłakała się, jakby powiedzenie czegokolwiek, sprawiło jej ból.
Grota była już całkowicie zawalona, słychać było dudnienie w akompaniamencie trzęsień. Kłęby kurzu opadały przy wejściu do jaskini, która wyglądała jak, ucięta w połowie, kula o średnicy pięciu metrów. Urwane przez wstrząsy stalaktyty mało nie zabiły pechowego, prawie, krasnoluda.
- Nie ma to jak być szczęściarzem, co nie? - krasnolud westchnął. Dziewczyna parsknęła śmiechem, zdusiła go i udała, że płacze. -To jest nas dwóch, obszarpańcu - odkryła, wcale ładną, twarzyczkę, spod zakrywających ją wcześniej dłoni.
- Miło mi, jestem Gerik - poczucie humoru nie odchodziło od niego, ani na krok.
- Widzę, że żarty się ciebie trzymają, co? - stwierdziła, bardziej niż powiedziała.
- To nie był żart - i zaśmiał się szczerze i gromko - krasnoludzku. Zauważył, że dawno tego nie robił.
- Dlatego się nie śmieję - odbiła piłeczkę.
- Dobrze już dobrze, trzeba się zastanowić kiedy się udusimy, i zaplanować sobie czas.
- Masz rację, ale ja fatalistką nie jestem i zastanowię się co zrobimy po wyjściu.
- Dobrze możemy coś wykombinować, masz szczęście, że jesteś w towarzystwie krasnoluda. - uniósł dumnie pierś i natychmiast ją schował pod naporem bólu z barku. - Chociaż ty je masz. - wymruczał. - Albo spróbujemy odkopać się, albo znajdziemy inne wyjście.
- Jestem za tym drugim, bo moje ręce nie są w najlepszej kondycji. - pokazała z dumą, że ma rozorane, błyszczące od krwi i niezdatne do użytku.
- No to zaczynamy.
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | następna >>


Przedyskutuj artykuł na forum

Ustaw Sztab jako strone startowa O serwisie Napisz do nas Praca Reklama Polityka prywatnosci
Copyright (c) 2001-2006 Sztab VVeteranow

gry bwin gierki gry rpg fantastyka bwin