W wysokim wieżowcu zbudowanym ze szkÅ‚a, betonu i konstrukcji metalowych na ostatnim, osiemnastym piÄ™trze widoczne byÅ‚o rozproszone, Å‚agodne Å›wiatÅ‚o. Wokół wieżowca znajdowaÅ‚o siÄ™ wysypisko Å›mieci, choć w przeważajÄ…cej części walaÅ‚y siÄ™ rozgracone, niewarte „kredytu polskiego” (elektronicznej waluty Federacji Polskiej), maszyny, pojazdy gÄ…siennicowe, zardzewiaÅ‚e samochody z poczÄ…tku XXI wieku oraz te w dużo lepszym stanie, choć czÄ™sto bezużyteczne mobile na baterie sÅ‚oneczne. Wokół budynku byÅ‚o również peÅ‚no niezrecyklinowanych opakowaÅ„ foliowych, plastykowych, uznanych jeszcze trzy dekady temu jako rewolucjÄ™ w dziedzinie ekologii. A wszystko pokryte byÅ‚o grubÄ… warstwÄ… Å›niegu. Wysokie na ponad dwa metry zaspy czasem uniemożliwiaÅ‚y poruszanie siÄ™ po mieÅ›cie, wyjazd do innego oÅ›rodka na terenie Federacji byÅ‚ niemożliwy. Kto wyruszaÅ‚ w takÄ… trasÄ™, nigdy nie wracaÅ‚. Pojazdy na ropÄ™ już dawno odeszÅ‚y w zapomnienie, pojazdy wodorowe wciąż byÅ‚y za sÅ‚abe, aby przemieszczać siÄ™ miÄ™dzy górami Å›niegu, a baterie sÅ‚oneczne zawodziÅ‚y, promienie sÅ‚oÅ„ca docieraÅ‚y tylko 2-3 godziny porankiem w ustalonym administracyjnie 13-godzinym dniu. PozostawaÅ‚a próba przeżycia w mieÅ›cie, żywnoÅ›ci nie brakowaÅ‚o, na razie. Trzeba byÅ‚o tylko umieć wyciÄ…gnąć po niÄ… rÄ™ce...
Do budynku zbliżaÅ‚a siÄ™ postać zwabiona rozproszonym Å›wiatÅ‚em w oknie. Ubrana w skórzany, gruby pÅ‚aszcz z kapturem oraz wojskowe, wysokie buty, wyglÄ…daÅ‚a na „dziecko kukurydzy”. Nikt nie wiedziaÅ‚ skÄ…d powstaÅ‚a ta nazwa, prawdopodobnie pochodziÅ‚a jeszcze z XXI wieku, pozornie niegroźne zestawienie wyrazów budziÅ‚o przerażenie. Dzieci kukurydzy byli żoÅ‚nierzami Federacji Polskiej. Porwani lub oddawani przez wiernych Federacji rodziców jako maluchy, szkoleni byli w metodach przeżycia, zabijania, zdobywania pokarmu, energii i broni. Spotkanie z „dzieckiem kukurydzy” mogÅ‚o skoÅ„czyć siÄ™ z kulkÄ… w gÅ‚owie lub poderżniÄ™tym gardÅ‚em.
Postać poruszała się w trudem, wyraźnie kulejąc. Kaptur uniósł się w górę, człowiek obserwował palące się światło 32-piętra i powoli zbliżał się do wnęki, gdzie kiedyś znajdowały się drzwi wejściowe. Osobnik zatrzymał się na chwilę, jakby podejrzewając podstęp, instynkt podpowiadał mu, że jest obserwowany i nie powinien wyciągać broni. Po chwili wahania wszedł do środka.
W dużym pomieszczeniu kilka postaci siedziaÅ‚o przy rozpalonym na Å›rodku ognisku. Ogrzewali rÄ™ce, choć ubrani byli w ciepÅ‚e kożuchy, skóry i inne kreacje powstaÅ‚e nie w wyniku fantazji projektanta mody, a z koniecznoÅ›ci. Ubrania byÅ‚y niejednokrotnie Å‚atane, na kożuchach doszywano Å‚aty z innych materiałów, aby lepiej dawaÅ‚y ochronÄ™ przed zimnem. W oknach mieszkania nie byÅ‚o szyb, szkÅ‚o byÅ‚o zbyt drogie, folia dawaÅ‚a ochronÄ™ przed Å›nieżycÄ…, ale nie zatrzymywaÅ‚a ciepÅ‚a. W pomieszczeniu znajdowaÅ‚o siÄ™ dużo gratów, stare aluminiowe szafy, wojskowe, piÄ™trowe łóżka – rozkÅ‚adane manualnie (elektronika wysiadÅ‚a). Dużo byÅ‚o Å›mieci, puszek, konserw, które skÅ‚adowane byÅ‚y wysokiej, metalowej komodzie w kÄ…cie pomieszczenia przy oknie. Przy ognisku siedziaÅ‚a mÅ‚oda kobieta z dwójkÄ… dzieci. Dziewczynka byÅ‚a nastolatkÄ…, chÅ‚opiec wyglÄ…daÅ‚ na pięć, sześć lat. Przy foliowanym oknie staÅ‚ maÅ‚y, krÄ™py mężczyzna obserwujÄ…c przez lunetÄ™ karabinku R-2100 otoczenie. ByÅ‚ zaniepokojony. KtoÅ› zbliżaÅ‚ siÄ™ do budynku, ktoÅ› niezaprzeczenie podejrzany.
Mężczyzna odwróciÅ‚ siÄ™ w stronÄ™ ogniska. SpojrzaÅ‚ pytajÄ…co na swojÄ… żonÄ™, która zaprzeczyÅ‚a ruchem gÅ‚owy. Nie, nie zabijaj – mówiÅ‚o jej spojrzenie. Nie mieli wiele amunicji, w dodatku odgÅ‚os strzałów przyciÄ…gnÄ…Å‚by bandytów. WystarczyÅ‚o, że rozproszone Å›wiatÅ‚o w oknie dziaÅ‚aÅ‚o jak ćma. JeÅ›li obserwowany osobnik byÅ‚ „dzieckiem kukurydzy”, to na pewno nie byÅ‚ sam. Kompani zapewnie przeczesywali okolicÄ™. Mężczyzna spojrzaÅ‚ przez maÅ‚y otwór w foli. Intruza już nie byÅ‚o, dopiero po kilku minutach sÅ‚ychać byÅ‚o kroki na klatce schodowej…
2112: Dzieci kukurydzy – opowiadanie
|
|
|
|
|
| | 1 | 2 | następna >>
|