Od dłuższego czasu widać wyraźnie, że gry stały się zwyczajnie mniej wymagające, tak aby trafić w gusta jak największej ilości graczy, zwiększając twórcom tym sposobem szansę na lepszy przychód. Ewolucja ta niestety nie pominęła także gatunku gier przygodowych, które już nie wyglądają tak jakby twórcy ścigali się na najbardziej przegięte zagadki, których samodzielne rozwiązanie bez solucji zakrawało o jakieś cuda (vide Najdłuższa Podróż, Broken Sword czy Gabriel Knight 3).
W
Case Solved: The London Files nic z tego nie uświadczycie. Nie będzie łączenia przedmiotów, choć takowe zbierać będziemy. Twórcy w głównej mierze postawili na słowną dedukcję i sporą dawkę logiki, z jej klasycznymi regułami, jak chociażby zasadą sprzeczności czy zasadą wyłączonego środka. W trybie fabularnym gra prezentuje nam trzy śledztwa, które obudowane zostały prostym, sytuacyjnym humorkiem, a wiele rzeczy traktowane jest tu nieco umownie, z przymrużeniem oka, co zdecydowanie jest największą zaletą tytułu.
W skórze brytyjskiego śledczego, stylizowanego na lata 60. XX wieku, zbadamy przypadek zgonu znanej teatralnej aktorki, przyjrzymy się środowisku zamordowanego muzyka czy sprawdzimy komu zależało, aby Big Ben nie chodził jak należy. Każda sprawa ma pięć rozdziałów, a te z kolei podzielono na dwie odmienne sekcje.
W pierwszej sekcji będziemy zbierać dowody na ładnej, ręcznie namalowanej małej planszy, gdzie poumieszczano kilka osób, z którymi możemy „porozmawiać”, choć to określenie napisane zdecydowanie na wyrost, bo NPC-e tylko sympatycznie bełkocą. Figury te wizualnie różnią się od tła, przyjmując formę postaci wyciętych z kartonu. W tej konwencji nasz detektyw jako jedyny „porusza się” nieporadnie po planszy.
Podejrzani przedstawiają pewne informacje, które możemy wykorzystać do odnalezienia danej wskazówki, choć osobiście i tak najpierw próbowałem wyszukać wszystko na własną rękę, aby przynajmniej trochę utrudnić sobie zabawę. Przedmioty znajdujemy tu bowiem w formule hidden objects i zdecydowanie za łatwo je wykryć. Z drugiej zaś strony zbieractwo na pewnym etapie wydaje się nie mieć żadnego sensu, bo znalezione graty i tak później nie są nigdzie wykorzystywane. Na każdej planszy jest też kot, który zapewnia nam podpowiedź w drugiej sekcji, ale w praktyce się z tego nie korzysta.
Z pełnym zestawem poszlak przechodzimy do drugiej części każdego rozdziału, jaki składa się na szereg podpowiedzi oraz tabelę opisującą podejrzanych, którą mamy uzupełnić. Podpowiedzi są skonstruowane wedle wspomnianych zasad logiki (np. albo osoba A widziała, że ofiara była Wstrząśnięta, albo osoba B widziała że była Pogięta, ale nigdy oboje) i musimy je tak spożytkować w tabelce, aby żadna z nich się nie wykluczyła, co sygnalizuje odpowiedni kolor. Do poszczególnych rubryczek wybieramy z listy pojedyncze słowa, które mogą określać na przykład co pił podejrzany, jakie narzędzie miał przy sobie, gdzie był podczas w trakcie trwania zbrodni lub o której się tu w ogóle zjawił.
Całość zatem opiera się na czytaniu zdań i właściwym wyciąganiu wniosków. Szkopuł, w tym, że jest to proste, żeby nie rzec prostackie. Odniosłem wrażenie, że żeby zawalić sprawę, tak trzeba się o to postarać. Jedyne utrudnienia w grze wynikają z błędnego tłumaczenia poszczególnych słów, które nijak pasowały do ich angielskich odpowiedników, ale to i tak finalnie można było rozwiązać wyklikując naprzemiennie zawartość określonego wiersza tabeli (lub zmienić język gry na angielski, co zresztą uczyniłem).
Wątek fabularny jest krótki i trwa mniej niż półtorej godziny. Każde z piętnastu rozdziałów jest zrobione pod wspomniany schemat i ani razu się z niego nie wyłamuje. Twórcy byli świadomi, że taka długość gry nie usprawiedliwi proponowanej ceny, więc dodali jeszcze poufne akta, do których dostęp standardowo jest zablokowany. I o ile pomysł z wyszukiwaniem haseł w samej grze, w napisach końcowych czy na Steamie uważam za całkiem nowatorski, tak pewne słowa są zwyczajnie przegięte i raczej graczom nie zajmie wiele czasu, aby dane rozwiązania sobie podejrzeć w necie.
Poufne sprawy to tak naprawdę tylko podpowiedzi i tabela, a rozwiązywanie ich bez podszewki fabularnej szybko staje się czynnością mozolną i powtarzalną, co wychodzi zwłaszcza przy „hurtowym” załatwianiu tabel, bo chociażby poszczególne kwestie dotyczące tego co pili podejrzani lądują prawie w każdej kryminalnej zagwozdce. Sytuację ma tu ratować stopniowanie poziomu trudności, ale w rzeczywistości nie stanowi to żadnego wyzwania.
Case Solved: The London Files jest grą zdecydowanie za łatwą/krótką, na dodatek zbyt prostą i powtarzalną mechanicznie, którą trochę ratuje niezły humor, ale to nadal za mało, abym nie odbierał jej bardziej jak tytuł, który powinien trafić raczej na telefony komórkowe. Szata graficzna może się co prawda podobać, ale odniosłem wrażenie, że twórcy aż za mocno wzorowali się na innej serii gier, pt.
Duck Detective.
Metryczka
| Grafika |
80% |
| Muzyka |
70% |
| Grywalność |
60% |
|
|
Ocena końcowa |
55% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor 1,8 GHz, 2 GB RAM, karta graficzna 1 GB VRAM, 2 GB HDD, Windows 10
|
„Shadowdancer”
|
| Autor: Shadowdancer
|
|
|
|
|