Powieści wojenne – podobnie jak i same zmagania – zwykły nam się kojarzyć z podniosłą epiką, nieraz przesyconą akcją więcej niż wartką, a nawet w braku takowej z wielką historią w tle. Prawdziwe zmagania wojenne rzadko jednak tak wyglądają, czego dowodzi choćby lektura „Idąc na rzeź”.
Jedno z żołnierskich porzekadeł głosi, że prawdziwa wojna to tygodnie czy wręcz miesiące nudy, przerywane przez minuty wyrzutów hektolitrów adrenaliny, o ile nie zostaną one definitywnie ukrócone. Oczywiście historia jest pełna przypadków odrębnych, z wyartykułowaną wyżej tezą nie zgodziłyby się wszak legiony bezradnie pokrywane nawałą artyleryjską, jednakże
Mahmud Doulatabadi opowiada się zdecydowanie za prawdziwością tej zupackiej mądrości.
Nuda to jednak nie wszystko, bo wojna może się wiązać również z całym mnóstwem udręk innego rodzaju, o mniej czy bardziej podobnym charakterze, niejednokrotnie wiążącymi się ze śmiertelnym zagrożeniem. W
„Idąc na rzeź” jest to tylko i aż pragnienie, które bynajmniej nie stanowi specyfiki właściwej wyłącznie dla konfliktów rozgrywających się w krajach kojarzących się ze zdecydowanie cieplejszym klimatem.
Jest to jednak nade wszystko opowieść o człowieczeństwie – tyleż wobec rannych czy wziętych w niewolę wrogów, co i wobec własnych podkomendnych. Jest to książka o próbie zachowania człowieczeństwa w skrajnie niehumanitarnych warunkach – bo czy wojna sama w sobie nie jest sprzeczna z samymi ideami humanizmu i humanitaryzmu?
„Idąc na rzeź” to lektura wysublimowana, zupełnie inna od arcydzieł
Lwa Tołstoja czy
Normana Mailera. W swej „egzotyce” jest ona jednak jak najbardziej uniwersalna. Koncentrując się na kwestiach małych stanowi o tematach ostatecznych.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|