Augustus McCrae i Woodrow Call, dwaj strażnicy Teksasu, mierzą się z ciężarem dojrzałości. Gus wciąż na nowo przeżywa swą miłość do Clary Forsythe, kobiety niezależnej i dumnej, podczas gdy Call, milczący i zamknięty w sobie, nie potrafi odwzajemnić uczucia Maggie Tilton – młodej prostytutki, która kocha go bez względu na wszystko.
Choć różni ich niemal wszystko – temperament, spojrzenie na życie, potrzeba bliskości – łączy ich niegasnące poczucie obowiązku. Raz jeszcze ruszają do walki jako członkowie oddziału Strażników, by w towarzystwie tropiciela Sławne Buty, ścigać Garb Bizona, legendarnego wodza Komanczów, Kopiącego Wilka, charyzmatycznego złodzieja koni, oraz okrutnego meksykańskiego bandytę, którego upodobanie do tortur budzi grozę nawet wśród najtwardszych wojowników.
Większość westernów traktujących o tzw. podboju Dzikiego Zachodu skupia się na jego końcowej fazie, gdy fala osadnictwa była już właściwie nie do odparcia, a ludność indiańska właściwie była już zepchnięta jeśli nie na margines, to do głębokiej defensywy. Pierwsze dwie powieści
Larry’ego McMurtro spod znaku colta i ostróg również traktowały o zmierzchu epoki kowbojów i westmanów, lecz w
„Szlaku Umrzyka” cofnął się on całkiem daleko. Ostatnie karty tej pozycji sygnalizowały jednak, iż autor myśli o tetralogii, i w istocie jej zwieńczeniem – a zarazem łącznikiem z historią
„Na południe od Brazos”, stanowi
„Księżyc Komanczów”.
Call i Gus nie są już nieopierzonymi odrostkami, lecz jeszcze nie dorobili się własnej legendy. Trochę to dziwi zważywszy na fakt, że zaliczają się oni do nielicznych ocalałych z tragicznej wyprawy do Santa Fe, lecz autor dość przekonująco oddaje realia tamtej epoki, by nie wzbudzało to zdziwienia po stronie czytelnika.
„Księżyc Komanczów” w znacznej mierze traktuje jednak o innych postaciach, na zmianę tragicznych czy wręcz komicznych. Poznamy więc spory targające indiańską społecznością, której obraz jest chyba jednym z najbardziej ambiwalentnych z kiedykolwiek wykreowanych. Jedynym, co łączy ich członków jest fakt, że tak naprawdę to osoby spoza grona pierwotnych Amerykanów decydują o ich przeznaczeniu.
Dość niezwykłą postacią jest również dowódca strażników Teksasu, Jankes z krwi i kości, który wzbudza po stronie czytelnika wiele sympatii, sprawiając wrażenie lepiej przystosowanego do realiów od któregokolwiek z jego podkomendnych. Choć i on tak naprawdę jest igraszką w rękach Losu.
Nieodmiennie pisarz wiele uwagi poświęca kobietom Zachodu, tragediom i niesprawiedliwościom, którym musiały się przeciwstawić albo przynajmniej które musiały znieść, co nie zawsze było w zakresie ich sił. Obraz ten jednak nie jest wolny od rys, by wskazać na nimfomańską żonę Inisha Sculla, stanowiącą jedną z najbardziej zdegenerowanych postaci z kart prozy
McMurtro
„Księżyc Komanczów” to opowieść w kilku odsłonach traktująca w istocie o odmiennych zjawiskach, a których niemal jedynym łącznikiem jest historia przemijania. Oraz bólu, choć bowiem pisarz nie wykazuje się takim literackim sadyzmem, jak to miało miejsce w przypadku
„Ulic Loredo”, to nie oszczędza on refleksji nad cierpieniem.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|