W erze totalnej cyfryzacji i handlu mocą obliczeniową transhumanizm przestał być ideą, a stał się usługą. Najbogatsi tworzą swoje Kopie: cyfrowe emulacje mózgu, zdolne do odczuwania i w pełni świadome swego istnienia. Ale te wirtualne byty nie mają praw. Nie mają ciał. I powoli zaczynają rozumieć, że zostały zamknięte w klatce.
Jednym z najstarszych toposów ludzkiej sztuki wszelkiej maści jest śmierć – lęk przed nią, jak i refleksja nad tym, czy da się ją jakoś oszukać. Stosowne panacea – niezależnie od oceny ich skuteczności – zwykły dostarczać wyłącznie religie. Wszelkie bardziej „naukowe” rozwiązania szybko ulegały zdemaskowaniu jako, w najlepszym razie, pomyłki. Rozwój technologii cyfrowych stworzył jednak nowe nadzieje, między innymi o których traktuje
„Miasto permutacji”.
Nie da się ukryć, że opowieść autora po raptem trzech dekadach od jej stworzenia nie musi się już jawić czytelnikowi jako zupełnie nowatorska czy szokująca. Może od bardziej „popowych” adaptacji jej zasadniczego pomysłu odróżnia ją nie aż tak banalne wytłumaczenie, choć czytelnik czasami może się zastanawiać, czy za wyrafinowanym słownictwem nie kryje się tak naprawdę brak jakiegokolwiek pomysłu na bardziej „naukowe” wyjaśnienie głównego „gadżetu”.
Nieco na uboczu głównego wątku funkcjonuje jednocześnie motyw ponoszenia konsekwencji nieprzemyślanego czynu z przeszłości. Książka nagle uzyskuje walor opowieści o żalu, odpowiedzialności i przebaczeniu samemu sobie. Nie jest on łatwy do zrozumienia na tle całości, lecz dodaje jej niewątpliwego kolorytu.
„Miasto permutacji” nie jest jednak jedynie – jeśli w ogóle – opowieścią o marzeniu o (cyfrowej) nieśmiertelności czy raju oferowanego przez krzemowe układy, lecz również historią kontaktu z Obcym. Wątek to tym bardziej frapujący w epoce gwałtownego postępu w rozwoju nad technologiami SI, zwłaszcza iż niespecjalnie rozważany przez główny nurt dyskursu.
Książka
Grega Egana całkiem wdzięcznie się zestarzała, nawet jeśli częściowo wskutek przemyślności autora w unikaniu raf szczegółowości. Niewiele traci na tym jej „hardkorowość”, a uzyskuje ona polor pewnej metaforyczności.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|