Wyszukiwarka
Logowanie
   Pamiętaj mnie
Hostujemy strony o grach
Gry Strategiczne


Polecane strony
Gry logiczne


.

Borderlands - recenzja filmu

Borderlands - recenzja filmu

Czasami się zastanawiam, co takiego trzeba mieć w głowie (ewentualnie we krwi), by wymyślić niektóre fabuły czy uniwersa. Tego rodzaju refleksja towarzyszyła mi chociażby w trakcie rozgrywki w niektóre odsłony serii gier traktujących o świecie Pandory, i nie, nie mam na myśli planety zaludnionych przez te przyduże elfy od Camerona (wiadomo, „Pocahontas”). Fani pokochali jednak ową groteskę, w związku z czym franczyza urosła dostatecznie, by doczekać się pełnometrażowej ekranizacji.

Od razu zaznaczę, iż nie śledziłem uważnie wierności fabuły obrazu jego gierczanemu odpowiednikowi, choć nawet taki profan jak ja zauważył obecność Tiny czy Claptrapa, a zarazem brak Przystojniaka Jacka. Postanowiłem podejść do filmu „na świeżo”, owszem, jako osoba dysponująca prywatnie maską Psychola, lecz bez fanatyzmu właściwego dla ortodoksa.

Borderlands   recenzja filmu 145254,1


Rzuca się w oczy – trudno żeby nie – gwiazdorska obsada, już na samym początku widz zostaje wyzuty z jakichkolwiek wątpliwości, że opowieść będzie kręciła się wokół postaci kreowanej przez Cate Blanchett, która co i rusz wykonuje wygibasy, których bardziej można by było się spodziewać po Galadrieli sprzed ćwierćwiecza niźli niedawnej Lydii Tár. Z pewnością jest to rola wybitnie nie w jej stylu – z jednej strony docenić należy jej kunszt w podjęciu takiego wyzwania, jak i odnalezieniu się w nim, z drugiej jednak w pewnym momencie łatwo o wrażenie, iż zaczyna się ona zastanawiać, co ona właściwie tutaj robi. Czyli zupełnie inaczej niż Jack Black w „roli” Claptrapa.

„Hollywoodzkość” filmu objawia się również w jakości zdjęć, jako żywo sprawiających wrażenie wyjętych z gry… z wyłączonymi opcjami gore. To już nie te filmy co dawniej, gdy ingerencje CGI wprawione oko dostrzegało od razu, tu ma się wrażenie, iż aktorzy faktycznie zostali przewiezieni na plan mieszczący się na jakiejś obcej planecie.

Borderlands   recenzja filmu 145254,2


Osoby zaznajomione z gierczanym oryginałem mogą się jednak poczuć rozczarowane „prawilnością” ekranizacji. Atutem oryginału był tyleż czarny humor (tu czy ówdzie dostrzegany), co i jednak niezwykłe połączenie groteski ocierającej się o absurd z dość namacalną brutalnością, nieprzyjaznością uniwersum przejawiającą się tak w środowisku, jak i wyzutym z jakiegokolwiek humanizmu megakorporacyjnym klinczu. Tu tego nie ma, twórcy wyraźnie pragnęli nie tylko tego, by ich obraz uniknął kategorii „R”, lecz by z pewnym „naciąganiem” mógł zostać uznany za przejaw kina familijnego.

Pamiętajmy również o tym, że do tego obrazu nie można podchodzić z działającym mózgiem, nastawionym na prawdopodobieństwa i logikę. To nie jest zarzut, lecz stwierdzenie faktu, które równie dobrze mogłoby się odnosić chociażby do dzieł grupy Monty Python.

Borderlands   recenzja filmu 145254,3


„Borderlands” to film, który doskonale może służyć jako materiał poglądowy towarzyszący słownikowym definicjom pojęcia ambiwalencji. Kiedyś dla takich obrazów stworzono szufladkę tzw. Kina B czy Kina Z, czyli dziełek, z których oficjalnie bezlitośnie pokpiwano i od których się odżegnywano, lecz o których po latach pisano całe artykuły. Osobiście oczekiwałem bardzo mało, tymczasem otrzymałem trochę więcej, a całość dostarczyła mi więcej frajdy, niż szereg „potworków” Marvela z ostatnich lat.


Piotr „Klemens” Kociubiński
E-mail autora: klemens(at)sztab.com
Autor: Klemens


Przedyskutuj artykuł na forum

Ustaw Sztab jako strone startowa O serwisie Napisz do nas Praca Reklama Polityka prywatnosci
Copyright (c) 2001-2013 Sztab VVeteranow