Jedna ze statystyk dotyczących świata gamingu wskazuje, że o ile wśród męskiej populacji graczy poważny, bo kilkudziesięcioprocentowy odsetek mężczyzn eksplorujących światy MMO wciela się w żeńską postać, tymczasem w przypadku płci pięknej tendencja do kreowania męskiego awatara zdarza się o wiele rzadziej. Nie podejmując próby wyjaśnienia owego zjawiska z uwagi na przekonanie o niedostatku kompetencji nie powinien nas specjalnie dziwić skutek w postaci szeregu gier odwołujących się do erotyki z „samczej” perspektywy. Jedną z nich jest Concubine.
„Sex sells” – maksymę tę zna każdy marketingowiec i niewątpliwie przyświecała ona autorom omawianej produkcji. Gros ich trudu zostało bowiem ukierunkowane na upewnienie się, iż podczas rozgrywki duża część krwi odpłynęła z mózgu gracza do „zastępczego organu decyzyjnego” – i nie można im odmówić skuteczności w tym zakresie, mniejsza z tym, że bez specjalnego fabularnego czy historycznego uzasadnienia.
|
|
|
Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki...
|
W konsekwencji sporo wysiłku będziemy mogli poświęcić na ustawianie wielkości biustu naszej bohaterki (czy jej towarzyszek), ale też szerokości odstępu między piersiami czy wydatności brodawek sutkowych – a to tylko część dostępnych opcji. Korzystać możemy z widoku ubranego (o ile za takowy można uznać przyodziewek w haremową wariację bikini) oraz bardziej erotycznych wariantów (choć już nie pornograficznych). Z kolei nasza bohaterka poruszając się będzie mniej czy bardziej ponętnie kołysać biodrami…
Brzmi to jak crap, ale aż takowym omawiana produkcja nie jest. Oferuje ona może nieco umiarkowanie, jednak złożony system walki, wymagający nieco odmiennego podejścia wobec różnych przeciwników, jak też pozwalających nieco dostosować styl walki do preferowanego modelu, bardziej czy mnie dystansowego. Nie jest to żaden „sols”, nie jest to
Ghost of Tsushima, niemniej ślepe parcie naprzód i „nawalanie” w klawiaturę szybko przyniesie skutek zdecydowanie odmienny od oczekiwanego.
|
|
|
Taniec brzucha w muzułmańskim haremie - punkt obowiązkowy
|
Pod względem oprawy mamy do czynienia z tytułem umiarkowanie atrakcyjnym, i to bez żadnych podtekstów. Żaden element nie razi, tu czy ówdzie przyjdzie nam zawiesić oko – i to nawet, gdy jesteśmy heteroseksualną niewiastą – ale przez cały czas poruszamy się w granicach pewnego standardu.
Concubine to gra o wielkich przestrzeniach ku poprawie bądź rozwojowi, której jednak nie można uznać za nieco tylko podrasowaną wersję demo. Jej atutów nie można sprowadzić wyłącznie do kwestii erotycznych, choć nie da się ukryć, że aktualnie to one wysuwają się na pierwszy plan.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|