Pierwsze Lords of the Fallen, z roku 2014, szczerze powiedziawszy spotkało się z dość chłodnym przyjęciem. Jednak apetyt na własnego, dobrego soulslike’a nie zanikł w CI Games. W 2023 ukazał się efekt podejścia numer dwa – reboot cyklu, korzystający z wielu konceptów z pierwotnej wersji ale starający się być autentycznym ulepszeniem. Od grudnia 2025 zaś możemy cieszyć się, jak to ujęli twórcy „ostatnią dużą aktualizacją” - czyli wersją 2.5, poprawiająca naprawdę wiele i dodającą nowy poziom trudności.
Bóg Adyr został przegnany przez ludzkość, ale powoli gotuje się na powrót, zaś jego armia potwornych Rhogarów nęka krainę. Aby zniszczyć Adyra na zawsze, ludzie decydują się na desperacki krok, wykorzystując artefakty Umbralu – mrocznej krainy będącej mrocznym odbiciem świata. Tak powstają latarnie Umbralu, zdolne wysysać dusze, a może nawet pochłonąć samego boga. Jednak to my, jako dzierżący w tej chwili jedną z takich lamp, ostatecznie zadecydujemy jak zakończy się konflikt i jak będzie w przyszłości wyglądał kosmiczny porządek świata.
Gra jest, jak wspomniałam, naszym polskim podejściem do arcypopularnych gier nazwanych dość niezręcznie soulslike. Mamy tu więc większość elementów znanych już z serii
Dark Souls – utrata waluty po śmierci, przystanki jednocześnie ożywiające zabitych wrogów, połączony skrótami świat, turlanie się przy walkach, ograniczony pasek wytrzymałości i wyższy niż w innych grach poziom trudności. Gra od CI Games próbuje jednak dodać do kotła trochę nowych reguł i usprawnień. Najważniejszym z nich jest oczywiście obecność świata Umbralu, nałożonego na świat, w którym się znajdujemy (zwany Axiom). Dzięki podniesieniu latarni mamy możliwość podejrzeć co znajduje się w tym wymiarze i czym różni się od zwykłego. Do Umbralu można oczywiście przejść też w pełni, poprzez zgon, bycie pochwyconym przez jeden z tamtejszych bytów, czy też dzięki jednej z funkcji latarni. Wchodząc tam odkrywamy nowe przejścia, kładki, a nawet skarby i przeciwników. Przebywanie w Umbralu zwiększa też stopniowo zdobywaną za przeciwników walutę (tu „żywotność”), ale staje się też coraz bardziej niebezpieczne przez wskaźnik grozy, przy wymaksowaniu którego zaczynają nas gonić właściwie niezniszczalne upiory. Na szczęście, możemy wrócić do Axiomu poprzez użycie rozproszonych po obszarach specjalnych trucheł lub poprzez odpoczynek.
Co ciekawe, gra pozwala również na rozmieszczanie własnych przystanków. Oprócz szczątków, będących standardowym „ogniskiem”, możemy szukać rosnących gdzieniegdzie kwiatów Umbralu, wśród których możemy posadzić nasiono szczątków, którego trupi kwiat będzie naszym nowym miejscem odpoczynku. Trzeba jednak pamiętać, że posadzenie nowego nasiona eliminuje poprzednie, a same nasiona są również z początku dość rzadkie. Obecność tego systemu pozwala jednak na dodatkowe regulowanie wyzwania przez samego gracza – nikt nie zmusza nas do użycia tej metody, możemy zamiast tego biegać między stałymi szczątkami jak Miyazaki przykazał.
Lords of the Fallen próbuje zresztą dodawać sporo innych ciekawych elementów, udogodnień i modyfikatorów do rozgrywki. Możemy, jeżeli mamy na to ochotę, zmierzyć się ponownie w pojedynkach z pokonanymi już bossami, a nawet przejść mały boss rush w celu uzyskania nagród. Możemy w każdej chwili zresetować całą naszą rozgrywkę, a także wybrać pewne modyfikatory. Wśród nich znajdziemy chociażby losowość łupów i przeciwników, większą liczbę wrogów, czy nawet tryb Ironman, który pozwala zrobić z gry wyzwanie dla masochistów.
Żeby nie było jednak tak różowo. Niestety nawet w nowej wersji gra ma nieco problemów. Jednym z najważniejszych jest kapryśny system namierzania, który połączony z miejscami zawodnym systemem wykrywania ciosów potrafi bardzo szybko nas zabić. Kamera potrafi oszaleć i wirować w momencie gdy zaznaczony przeciwnik się zbliży, a zaznaczanie ogólnie działa wedle jakiegoś tajemniczego skryptu, który sprawia, że priorytetem często staje się nie najbliższy wróg, a najdalszy z szarżującej na nas grupki. Nasze ciosy potrafią też z jakiegoś powodu chybiać mimo bezpośredniego ciosu, a niektórzy wrogowie zamaszystymi cięciami potrafią dosięgnąć nas, mimo wystarczającej odległości od ich broni. Gra ma też sporo problemów technicznych w trybie kooperacji, gdzie zdarzają się takie kwiatki jak niemożność podnoszenia jakichkolwiek przedmiotów, czy nawet znikający teren (co kończy się upadkiem w nicość).
Oprawę gry można jak najbardziej pochwalić. Mamy bardzo dobre projekty postaci, miejsc i broni. Zainspirowano się chociażby ultrareligijną ikonografią, przypominającą trochę to co widzieliśmy też w Blasphemous – także fani takich klimatów na pewno będą zadowoleni. Niesamowite wrażenie sprawia też każdorazowe podejrzenie tego jak obszary wyglądają w Umbralu. Wtedy wszystko zostaje opanowane zasuszoną trupią masą i kośćmi, a także wszechobecnymi wizerunkami ćmy – charakterystycznego elementu krainy. Wszystko wygląda świetnie, choć jak to jednak bywa z wieloma współczesnymi tytułami – nie jest to też gra najprzyjaźniejsza dla osób ze słabszym sprzętem.
Dźwiękowo również jest całkiem nieźle. Mamy oczywiście pełen dubbing, choć tylko anglojęzyczny. Efekty dźwiękowe oraz muzyka stoją na całkiem dobrym poziomie. W szczególności podoba mi się coraz bardziej intensywny efekt pojawiający się w miarę tego, jak napełnia się nasz współczynnik grozy przy zbyt długim siedzeniu w Umbralu. Muzyka uderza w spodziewane, epickie tony. Jest bardzo solidna, jednym z moich ulubionych utworów jest ten pojawiający się przy walkach ze znanym z trailerów wielorękim Żniwiarzem Światła, a także pełny upiornych zawodzeń utwór towarzyszący nietypowej walce z bossem w zaśnieżonym obszarze mapy.
Podsumowując – po aktualizacji i poprawkach od czasu trochę nierównej premiery,
Lords of the Fallen to naprawdę przyjemne doświadczenie. Gra bardzo sprzyja kolejnym podejściom, dając nam do ręki narzędzia, które normalnie w grach takich jak
Dark Souls są efektem działań moderów. Nadal nie jest to gra pozbawiona wad, ale jest w niej na tyle dużo dobrego, że naprawdę nie mogę się doczekać co
CI Games zaprezentuje w już zapowiedzianej części drugiej.
Metryczka
| Grafika |
90% |
| Muzyka |
70% |
| Grywalność |
70% |
|
|
Ocena końcowa |
75% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i7-8700 2.8 GHz/AMD Ryzen 5 3600 3.6 GHz, 16 GB RAM, karta grafiki 8 GB GeForce RTX 2080/10 GB Radeon RX 6700 lub lepsza, 45 GB SSD, Windows 10 64-bit.
|
„FaultyGear”
|
| Autor: FaultyGear
|
|
|
|
|