Nim Wszyscy Zostali Wniebowzięci, studio The Chinese Room stworzyło grę Dear Esther, w której tak naprawdę po raz pierwszy wykorzystało elementy rozgrywki charakterystyczne dla swej późniejszej produkcji. Na ile jednak ta produkcja odbiega od swej następczyni.
Zaczynamy ponownie w Å›wiecie charakteryzujÄ…cym siÄ™ brytyjskim urokiem, ale tym mniej przystÄ™pnym, wÅ‚aÅ›ciwym raczej dla wyspy Man czy Hebrydów niźli pastwisk Å›rodkowej Anglii. Nasz Å›wiat – a wÅ‚aÅ›ciwie Å›wiatek – to wÅ‚aÅ›nie typowa, zdawaÅ‚oby siÄ™, wyspa, ulokowana w klimacie (bardzo) umiarkowanym, o wiecznie zachmurzonym niebie. Szybko też odnosimy wrażenie, że obejÅ›cie jej dookoÅ‚a nie byÅ‚oby specjalnie czasochÅ‚onne, raczej mÄ™czÄ…ce.
|
|
|
I choćbyś zjadł tysiąc kotletów, to do statku nie dojdziesz
|
Ta mało atrakcyjna powłoka skrywa jednak skarb w postaci jaskiń mieniących się bajecznymi kolorami, co jednak może zdumiewać jeśli się uwzględni brak zewnętrznych źródeł światła. Brak pewnej logiki nie stanowi jednak żadnej przeszkody dla kontemplacji piękna przyrody, nawet jeśli tylko wirtualnej i wykreowanej w ludzkim umyśle.
Niestety szybko uświadczamy bardzo dotkliwych ograniczeń w postaci sztucznych barier, uniemożliwiających nam skręcenie z oczywistych ścieżek, ale choćby przekroczenie nie tak wysokiego i solidnego płotu z drutem kolczastym na wysokości uda. Od czasu do czasu pojawi się rozgałęzienie, szybko jednak się okaże, że alternatywna droga jest bądź ślepa, bądź też prowadzi w te same miejsce. Co bynajmniej nie oznacza, iż nie warto się nią udać, choć zupełną iluzję jest możliwość dogonienia osoby, której sylwetkę od czasu do czasu zauważymy z (bardzo) daleka.
W czasie tego naszego poruszania się od czasu do czasu zostaniemy uraczeni uwagami narratora, dzielącego się tyleż swoimi spostrzeżeniami, co nade wszystko wspomnieniami i rekonstrukcją losów innych osób. Niestety, historia nie jest specjalnie poruszająca, choć jakość pracy aktorskiej pozostaje bez zarzutu.
Jednym z większych atutów
Dear Esther, pomimo upływu lat, pozostaje oprawa graficzna, tak naprawdę wręcz dopraszająca się jakowegoś urządzenia VR. Z drugiej strony jednak momentami trąci ona myszką, jak choćby przy okazji obserwacji Księżyca, uzyskującego pochylony owalny kształt, gdy się obrócimy doń bokiem.
NajwiÄ™kszÄ… zaletÄ… jest jednak niewÄ…tpliwie muzyka. Jessica Curry pokazaÅ‚a „pazurki”, z jednej strony raczÄ…c gracza delikatnymi instrumentalnymi utworami, czasami jednak przeplatajÄ…c je chórkami
a capella, których gracz w skrytości wygląda i wygląda.
Dear Esther to pozycja znacznie mniej zajmujÄ…ca od
Everybody’s Gone to the Rapture, wyraźnie bardziej ograniczona, i to na każdym niemal polu. Nie oznacza to jednak, że jest to produkcja przestarzaÅ‚a czy niewarta uwagi, a dla miÅ‚oÅ›ników walking simulatorów jest to w istocie pozycja obowiÄ…zkowa.
Metryczka
| Grafika |
80% |
| Muzyka |
90% |
| Grywalność |
70% |
|
|
Ocena końcowa |
75% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Core 2 Duo 2.4 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 256 MB (GeForce 7600 GT lub lepsza), 2 GB HDD, Windows XP/Vista/7
|
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|