Clock Tower to prawdziwa legenda gatunku horrorów, ale mimo tego przez dłuższy czas nie mieliśmy okazji zagrać w nią inaczej, niż dzięki fanowskim staraniom. Aż dziw bierze, że jest to jeden z tych tytułów, które po prostu nie wyszły poza Japonię. Zamiast tego, nam jako Clock Tower przedstawiono dopiero sequel, co czasem może utrudniać dyskusję o serii. W roku 2024 sytuacja się jednak zmieniła – wreszcie możemy delektować się retro-doświadczeniem w postaci oficjalnego, dopakowanego wydania na światowy rynek. Oto Clock Tower: Rewind!
Gdzieś w Norwegii, cztery młode dziewczyny z sierocińca Granite zostają wreszcie adoptowane, przez bogatą rodzinę Barrows. Przybywają do pokaźnej rezydencji Clock Tower, zwanej tak od charakterystycznej wieży zegarowej. Jedna z dziewczyn, Jennifer, wychodzi z salonu aby sprawdzić gdzie podziała się wychowawczyni, z którą cała grupa na początku przybyła. Niespodziewanie rozlega się krzyk i kiedy Jennifer pospiesznie wraca, wita ją pogrążone w ciemności pomieszczenie – jej koleżanki zniknęły. Od tego momentu zaczyna się walka o życie, czyli nieustanna zabawa w kotka i myszkę z grasującym po posiadłości zdegenerowanym mordercą.
|
|
|
Scena z animowanego intra
|
Warto na wstępie wspomnieć –
Clock Tower samo w sobie nie jest specjalnie długie. Jednakże siła tytułu tkwi w pewnej losowości. Morderca Scissorman może pojawić się wszędzie, niwecząc nasze plany. Zmienia się też obecność pewnych straszaków (bo posiadłość oczywiście jest miejscem działania demonicznych sił) i niebezpieczeństw, a nawet rozkład pomieszczeń i przedmiotów. W związku z tym, właściwie żadna rozgrywka nie musi być taka sama.
Clock Tower ma również aż dziewięć zakończeń. Myślę, w połączeniu z niedługim czasem rozgrywki, kolejne podejścia możemy wykonywać już bardzo szybko, ale też bez poczucia zmęczenia.
Wersja
Rewind posiada sporo ciekawych elementów. Mamy możliwość zapisywania rozgrywki (co jest lepsze od używania opcji „continue” w menu, bo ta aktywnie zmniejsza naszą szansę na lepsze zakończenia!), wybór między wersjami (oryginałem a wersją z przywróconą zawartością z edycji
The First Fear i pewnymi usprawnieniami), cofania wszystkiego o kilkanaście sekund (stąd właśnie tytułowe
Rewind), filtr do obrazu i wymienialne ramki (obrazu nie rozciągnięto, co liczę na plus – po prostu nie było szans zrobić to dobrze). Gra dostała też ekstra dodatki w menu. Mamy między innymi wywiad z twórcą
Clock Tower, skany materiałów promocyjnych, dema dla prasy, czy też ruchomy komiks, który jako broszura był dodatkiem do wydania fizycznego.
|
|
|
Zaś tutaj mamy kadry z motion comic
|
Interesujące jest to jak działa sterowanie. Myślałam nad nim trochę i szczerze mówiąc, znajduję je bardziej czymś niespotykanym niż tragicznym w użyciu. Poruszamy się wprawdzie klikając kursorem, z podwójnym klikiem aby zmusić Jennifer do biegu, ale prócz tego mamy również osobne przyciski rozpoczynające bieg w prawo lub lewo (poruszamy się głównie tak, z wyłączeniem użycia przedmiotów). Ponadto, mamy osobny przycisk do zatrzymywania się (oraz odpoczynku – tak odzyskujemy wytrzymałość) i oczywiście panic button, który musimy rytmicznie wciskać aby wydostać się z niektórych groźnych sytuacji (poznajemy je po migającym portrecie Jennifer). De facto jest to więc nagłe QTE, niestety też z tego rodzaju który mnie denerwuje. Na szczęście, mashowanie nie musi być bardzo szybkie. Oczywiście za każdym razem gdy włączamy grę dostajemy planszę z przypomnieniem sterowania, co się przydaje by pokonać pamięć mięśniową.
Przy okazji sterowania warto wspomnieć o pewnych nieco archaicznych elementach – Jennifer potrafi być mało responsywna, wejście na schody kompletnie nas blokuje aż dotrzemy na ich koniec, praktycznie nie możemy anulować żadnej akcji, którą już podejmiemy. Ponadto, kiedy oglądamy rzeczy w pomieszczeniach, Jennifer ma tendencję do wracania do jednego lub dwóch ustalonych punktów na ekranie – co może trochę irytować.
|
|
|
Właśnie tak wygląda sama gra
|
Graficznie, no cóż, z mojego punktu widzenia gra wygląda na nienaruszoną w tej kwestii. Nie jest to bynajmniej duży minus – to przecież nadal świetny pixel art. Możemy użyć filtru CRT, który do mnie osobiście niespecjalnie przemawia. Za to ramki to coś naprawdę ładnego. Mamy wybór między różnymi oficjalnymi ilustracjami, a do mnie osobiście najbardziej przemawia stonowana, widoczna na screenshocie wersja z jedną z okładek gry. Na pewno przyjemnym plusem jest tutaj klimatyczne, animowane intro do gry, które wcale nie zastępuje tego oryginalnego, ale za to miło wita nas kiedy włączamy
Clock Tower: Rewind.
Dźwiękowo jest świetnie – dostaliśmy nowe utwory, jak choćby towarzyszące nam w menu
„Sharp Laughter” śpiewane przez weteranki Mary Elizabeth McGlynn (m.in., piosenki do gier serii
Silent Hill,
Ace Combat, ale też dziesiątki ról jako aktorka głosowa), oraz lecące przy napisach
„Fading Again” od Emi Evans (jej głos można usłyszeć m.in. w serii
NieR,
Drakengard 3, serii
Dark Souls). W samej rozgrywce nie dodano nowych piosenek, bo przez większość czasu towarzyszą nam głównie cisza i kroki Jennifer, co buduje atmosferę. Muzyka odzywa się w konkretnych momentach, na przykład w czasie ucieczki przed Scissormanem (słynny utwór który fani lubią nazywać
„Don’t Cry, Jennifer”, a który naprawdę nazywa się
„Murderer”). Dubbingu w samej grze nie ma, ale ruchomy komiks dostał zarówno dubbing jak i ogólne efekty dźwiękowe – robi to bardzo fajne wrażenie. Wracając jeszcze do muzyki, warto zaś nadmienić, że wszystkie utwory są również dostępne do odsłuchania z poziomu menu.
Clock Tower: Rewind to świetny sposób na zapoznanie się z jedną z gier ważnych dla całego gatunku horrorów. Choć ma ona trochę przestarzałych lub może nawet dziwnych jak na obecne standardy rozwiązań, nie da się ukryć, że jest to nadal bardzo grywalna pozycja – również na krótsze sesje. Dzięki elementom losowym i zakończeniom, jest to też tytuł do wielokrotnych podejść – za każdym razem możemy próbować zrobić coś lepiej, a nawet ot tak po prostu zabawić się w chowanego ze Scissormanem. Dodatkowe materiały ucieszą zarówno fanów, jak i nowych przybyszów. Myślę, że grę można szczerze polecić.
Metryczka
| Grafika |
65% |
| Muzyka |
85% |
| Grywalność |
90% |
|
|
Ocena końcowa |
90% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i3-6300, 4 GB RAM, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 750 Ti, 2 GB HDD, Windows 10 64-bit
|
„FaultyGear”
|
| Autor: FaultyGear
|
|
|
|
|