Świat się zmienia. Bóstwa znów chodzą między śmiertelnikami, używając ludzi jako narzędzi w swoich okrutnych walkach, odmieniając losy jednostek i imperiów.
Słynny oddział Górskiej Straży, Czerwone Szóstki, zostaje oskarżony o zdradę i zesłany do zamku Langre. Tam, w kamieniołomach kruszy się nie tylko skały, ale przede wszystkim dusze osadzonych.
Imperium ma większe problemy niż los pojedynczego oddziału. Uroczyska w całym Meekhanie plunęły dymem, popiołem i monstrami nie z tego świata. Powietrze i ziemia zostały skażone, ludziom grozi klęska głodu. Imperator Meekhanu – zależnie od tego, w którą z plotek się wierzy – został ranny lub zginął w walce z potworami.
Świat się zmienia, a dla niektórych – kończy.
Istnieje wiele niedokończonych książek i cykli, a przyczyny tego stanu są różnorakie. Czasami jest to wypadkowa tzw. ślepego trafu, przypadku, przejawiającego się chociażby w mniej czy bardziej niespodziewanej chorobie i śmierci. Czasami jednak jest to efekt „zwykłego” porzucenia dzieła przez twórcę, czy to z braku pomysłu, czy to chęci zajęcia się innymi projektami. Jako swoisty „polski
George R.R. Martin” mógł się tu jawić
Robert M. Wegner ze swoją meekhańską serią. Na szczęście ta jednak po wielu latach doczekała się kontynuacji.
Niestety fanów
cyklu muszę zmartwić, iż rzeczona książka nie stanowi bynajmniej zwieńczenia napoczętych wcześniej opowieści, lecz „jedynie” swego rodzaju punkt przejścia (oby jednak nie przyszło nam tym razem oczekiwać kolejnych lat i lat…). Zmartwić? Niektórzy zakrzykną, że to świetna wiadomość, dobrego nigdy za wiele – tylko czy aby można tu mówić o „dobrym”?
Nie zrozumcie mnie źle, pióro autora daje się łatwo poznać, wartkość opowieści nie uległa przyhamowaniu, a wykreowany świat wciąż zachowuje swoją uniwersalność. Problem jednak dostrzegam w fakcie, że nie sposób odnieść wrażenia, iż pióro autora uległo rozwojowi, a chyba jeszcze nigdy nie zbliżył się on tak niebezpiecznie do granicy patosu.
Mój problem z
„Duszą pokrytą bliznami” polegał między innymi na fakcie, że snuta opowieść traci na unikalności, a także nastroju. Autorowi nieraz wcześniej udawało się mnie zaskoczyć, i to bez sięgania po cliffhangery odwołujące się do boskiej maszyny, tymczasem w przypadku omawianej pozycji trudno o jakąkolwiek nieprzewidywalność.
Lektura
„Duszy pokrytej bliznami” mimo wszystko dostarczyła mi pewnej dozy czytelniczej satysfakcji, to wciąż umiejętnie skomponowany tekst. Po raz pierwszy jednak w przypadku meekhańskich opowieści zacząłem się zastanawiać, na ile mam do czynienia z tworem literackiej pasji, na ile zaś z produktem marketingowej presji.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|