W Świecie Rzeki minęły lata, upadły i narodziły się imperia, jednak mino wszelkich starań sir Richardowi Burtonowi nie udało się rozwikłać tajemnicy stworów tego świata. Teraz ta sytuacja może ulec zmianie... Richard Burton wraz z Samuelem Clemensem, królem Johnem i Cyranem de Bergerakiem wyruszają w podniebną podróż na daleką północ, w poszukiwaniu mistycznej wieży, gdzie, jak ufają, uda się im uzyskać odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania.
Reklama to zaiste potężny instrument – powyżej bowiem możecie przeczytać krótkie streszczenie fabuÅ‚y recenzowanej książki, zwyczajowo umieszczane przez wydawcÄ™ na tylnej okÅ‚adce. A bÄ™dÄ…c po lekturze tejże pozycji muszÄ™ stwierdzić, iż nijak siÄ™ ów „blurb” ma do prawdziwej fabuÅ‚y powieÅ›ci i jest sporym nadużyciem, a stwierdzam to jako przywykÅ‚y do eufemizmów prawnik z wyksztaÅ‚cenia.
Sama książka miała być zwieńczeniem serii, acz jak możemy wyczytać w przedmowie, autor miał tym razem na tyle lekkie pióro, iż ostatecznie konieczne stało się podzielenie owego zakończenia na dwie oddzielne pozycje. Tym razem zaś nie należy się w tym dopatrywać kolejnego marketingowego triku, bowiem sam
„Mroczny wzór” ma objÄ™tość równÄ… dwóm poprzednim częściom razem wziÄ™tym. Lojalnie jednak ostrzegam czytelników siÄ™gajÄ…cych po niniejszÄ… pozycjÄ™ z nadziejÄ… zrodzonÄ… koÅ„cem
„Najwspanialszego parostatku”, jakoby to miaÅ‚a być ostatnia część – jeszcze nie teraz. Ale gdy seria jest dobra, to maÅ‚o kto pragnie jej finaÅ‚u, czyż nie?
„Mroczny wzór” jest pozycjÄ… nieco odmiennÄ… od poprzednich nie tylko ze wzglÄ™du na jego rozmiary, ale także i budowÄ™. Tym razem autor nie koncentruje siÄ™ bowiem wyłącznie na losach jednego jedynego bohatera, lecz ukazuje czytelnikowi szerokie spektrum postaci, zrÄ™cznie przeplatajÄ…c ze sobÄ… poszczególne wÄ…tki i tkajÄ…c z nich płótno doprawdy zajmujÄ…cej opowieÅ›ci. Ani przez moment nie chciaÅ‚em odkÅ‚adać przedmiotowej pozycji na półkÄ™, choć też przyznać należy, iż akcja nie pÄ™dzi tak szybko naprzód, jak miaÅ‚o to miejsce w poprzednich częściach. W pierwszej części książki efekt ten osiÄ…gany jest przez budowanie klimatu wszechogarniajÄ…cej tajemnicy, spisku wrÄ™cz, w drugiej zaÅ› przez nasycenie wÄ…tków intro- i retrospektywnymi refleksjami poszczególnych postaci. Nie każdemu musi siÄ™ to podobać, acz osobiÅ›cie uważam to za dużą zaletÄ™, autor czyni to bowiem w sposób wdziÄ™czny i Å›wiadczÄ…cy o dobrym warsztacie.
Paradoksalnie najciekawszÄ… postaciÄ…
„Mrocznego wzoru” jest osoba niewymieniona we wspominanym streszczeniu – niajaka Jill Gulbirra, bÄ™dÄ…ca w odróżnieniu do Richarda Burtona i Sama Clemensa postaciÄ… ze wszech miar fikcyjnÄ…. Co wcale nie znaczy, iż nieprzekonujÄ…cÄ…. Także i w obecnych czasach kobiety stykajÄ… siÄ™ choćby ze zjawiskiem tzw. szklanego sufitu, trudno siÄ™ wiÄ™c dziwić, iż niektóre z nich w swej emancypacji popadajÄ… wrÄ™cz w skrajność i zgorzknienie, tak jak wÅ‚aÅ›nie (nie panna) Jill.
Osobiście z kolei mocno mnie rozdrażniło tłumaczenie książki, tym razem dokonane przez jeszcze inną osobę, niźli to miało miejsce w przypadku dzieł poprzedzających. Otóż z bólem muszę zarzucić
Robertowi Walisiowi niedbaÅ‚ość w przekÅ‚adzie nazw osobowych poszczególnych osób, wynikajÄ…cy być może po prostu z braku znajomoÅ›ci danych postaci oraz lenistwa w postaci niesiÄ™gniÄ™cia po encyklopediÄ™. I tak mamy ShakÄ™ zamiast Czaki (co zabawne – trafnie przeÅ‚ożonego w
„Parostatku”) czy Akhenatena zamiast Echnatona. ZresztÄ… w samym cytowanym streszczeniu odnajdziemy króla Johna, choć w samej powieÅ›ci pojawia siÄ™ (na szczęście) już tylko Jan. Co wiÄ™cej, jako że nie widziaÅ‚em oryginaÅ‚u, trudno mi orzec, czy „Indianin Swazi” (chodzi o przedstawicieli poÅ‚udniowoafrykaÅ„skiego plemienia) jest „wytworem”
Farmera czy
Walisia i chyba wolÄ™ nie wiedzieć…
„Mroczny wzór”, jakkolwiek w odróżnieniu do
„Najwspanialszego parostatku” można go czytać bez znajomoÅ›ci poprzednich części, nie zachwyci czytelnika, dla którego bÄ™dzie to zarazem pierwszy kontakt ze
Åšwiatem Rzeki. KsiążkÄ… ta, aczkolwiek „samoopisywalna”, obfituje w szereg aluzji do przedstawionych wczeÅ›niej zdarzeÅ„, które naprawdÄ™ pozwalajÄ… docenić wartość recenzowanej pozycji. A jest co doceniać.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|