Kair, 1912
Chociaż Fatma el-Szarawi jest najmłodszą kobietą pracującą w Ministerstwie Alchemii, Uroków i Istot Nadprzyrodzonych, to z pewnością nie jest nowicjuszką. Dlatego kiedy członkowie tajemnego bractwa zostają zamordowani, to właśnie ona zostaje przydzielona do tej sprawy.
Morderca podaje się za al-Dżahiza, który pięćdziesiąt lat wcześniej przekształcił świat, otwierając przejście między wymiarami ludzkim i magicznymi, zanim zniknął bez śladu. Posługując się niebezpiecznymi nadprzyrodzonymi zdolnościami, wzbudza niepokoje na ulicach Kairu, które grożą rozlaniem się na arenę światową. Agentka Fatma musi rozwikłać tajemnicę otaczająca impostora i przywrócić spokój w mieście… albo pogodzić się z faktem, że jej przeciwnik może być dokładnie tym, kim się wydaje…
Ileż to przypadkowych (a przynajmniej tak by się zdawało) pomysłów, stanowiących raczej rezultat potrzeby chwili, zaczęło następnie żyć własnym życiem, doczekiwać się wcieleń i iteracji wymykających się pierwotnym zamiarom autora. Nie, nie próbuję sugerować, że
„Władca dżinnów” jest jakimś wynaturzeniem pomysłów towarzyszących powstaniu tekstów składających się na zbiór
„Martwego dżinna w Kairze i innych opowiadań”, lecz sięgając po te ostatnie nietrudno zauważyć, że szereg idei pojawił się dopiero później.
Autorowi powiodła się jednak nie tak częsta, by nie rzec, iż rzadka sztuka zachowania spójności, przekonania czytelnika, że przez cały czas obcował z tym samym uniwersum, wewnętrznie koherentnym. Dość rzecz, że lekturę obu pozycji rozpocząłem na przekór ich chronologii powstawania, a nie odczuwałem w związku z tym niemal żadnego dyskomfortu.
Clark spina we
„Władcy dżinnów” wcześniejsze teksty, łącząc ze sobą ścieżki wytyczane przez wcześniej wykreowanych bohaterów. Nie jest jednak żadną tajemnicą fakt, że główną bohaterką czyni on Fatmę, bohaterkę niewątpliwie bardzo współczesną dla XXI-wiecznego czytelnika, choć może niekoniecznie w pełni realistyczną, nawet uwzględniając realia alternatywnego uniwersum.
Podoba mi się sposób, w jaki trynidadzkoamerykański pisarz sięga po kulturę, w tym mitologię Żyznego Półksiężyca, co czyni całość tym atrakcyjniejszą dla czytelnika nieco już zmęczonego euroatlantyckim anturażem. Można się jednak zastanawiać, na ile spotkałoby się to ze zrozumieniem tamtejszych społeczeństw, na ile zaś z uczuciem obrazoburstwa.
„Władca dżinnów” to pozycja kompletna i zamknięta, choć pozostawia ona czytelnika z pewnym niedosytem, a właściwie poczuciem, że wciąż są przed nim skrywane kolejne tajemnice, które chętnie by on poznał. Z pewnością jakość omawianej prozy nie odstręczy go od sięgnięcia po ewentualną kontynuację.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|