CaÅ‚y Å›wiat jest niestabilny i pogrążony w zamÄ™cie – zwÅ‚aszcza Londyn, centrum finansów, wynalazczoÅ›ci i spisków – kiedy w 1714 roku Daniel Waterhouse wraca (bez fanfar i wiwatów) do Anglii. PodstarzaÅ‚y purytanin i naturalista, zausznik osób możnych i wpÅ‚ywowych, przyjaciel najwiÄ™kszych geniuszów epoki, przebyÅ‚ najeżone niebezpieczeÅ„stwami morze i przeżyÅ‚ napaść zÅ‚owrogiego pirata, Czarnobrodego – wszystko po to, by na proÅ›bÄ™ pewnej księżniczki doprowadzić do pojednania dwóch zajadÅ‚ych, nietuzinkowych przeciwników. Ale choć na pozór w kraju wiele siÄ™ zmieniÅ‚o, hipokryzja, która już raz wygnaÅ‚a go za ocean, nadal rzÄ…dzi BrytaniÄ…. I nadal mu zagraża.
Barok kojarzyć się może nam z wszechobecnym luksusem, ornamentyką i monumetalizmem. Może nam to słowo łączyć się z ideami Oświecenia czy też narodzinami nowożytnej nauki i zaczątkiem wielkiego postępu technicznego. Może też nam się kojarzyć z epoką wojen religijnych i wstrząsów politycznych. O tym, iż żadne z tych skojarzeń nie jest błędne, przekonać nas może lektura ostatniego tomu (a właściwie podtomu)
„Cyklu barokowego”, autorstwa
Neala Stephensona.
Cóż nowego można napisać o pozycji, która wieÅ„czy – od razu uspokojÄ™ koÅ‚aczÄ…ce serca czytelników, iż w sposób godny – tak okazałą seriÄ™? Wszak kto czytaÅ‚ wczeÅ›niejsze części, dobrze wie, czegóż można siÄ™ spodziewać przy lekturze tejże, a od razu pragnÄ™ zauważyć, że zaczynanie znajomoÅ›ci z twórczoÅ›ciÄ…
Neala Stephensona „od koÅ„ca” mija siÄ™ z jakimkolwiek sensem i celem, a to ze wzglÄ™du na prostÄ… okoliczność, iż taka lektura pozbawiona bÄ™dzie przyjemnoÅ›ci docenienia wielu konceptów fabularnych, stanowiÄ…cych ukoronowanie wczeÅ›niej napoczÄ™tych wÄ…tków.
W trzecim tomie
„Ustroju Å›wiata”, no wÅ‚aÅ›nie, wszystko zmierza ku koÅ„cowi, mniej czy bardziej szczęśliwemu, tudzież takiemu, który za szczęśliwy uznać można. Trzeba zaÅ› przyznać autorowi, iż zasadniczo nie jest on skÅ‚onny uciekać siÄ™ do sztuczki w postaci deus ex machiny, co przecież mogÅ‚oby siÄ™ wydawać wcale kuszÄ…cym rozwiÄ…zaniem patrzÄ…c na stopieÅ„ zapÄ™tlenia i zawikÅ‚ania losów poszczególnych postaci. Zasadniczo. Niektóre rozwiÄ…zania sÄ… bowiem „zaskakujÄ…co” dla czytelnika przewidywalne, mimo że zupeÅ‚nie nieoczekiwane dla samych postaci. Trzeba jednak też przyznać, iż jednak nie można im odmówić logicznoÅ›ci na tle innych, wczeÅ›niejszych fabularnych rozwiÄ…zaÅ„.
Z kolei w tomie trzecim uÅ›wiadczymy dostrzegalnie mniej pasjonujÄ…cych dialogów, w które nierzadko wprost obfitowaÅ‚y wczeÅ›niejsze części cyklu. WÅ‚aÅ›ciwie to tylko jednÄ… jedynÄ… dysputÄ™ pomiÄ™dzy Newtonem a Leibnizem można uznać za stanowiÄ…cÄ… godny odpowiednik dla wczeÅ›niejszych. Co tu kryć – to maÅ‚o. Zdaje mi siÄ™ jednak, iż autor byÅ‚ już po trosze nimi sam zmÄ™czony i przede wszystkim skupiÅ‚ swÄ… uwagÄ™ na samej akcji, którÄ… wczeÅ›niej racjonowaÅ‚ dość oszczÄ™dnie. Ale i tu nie byÅ‚ rozrzutny, dość powiedzieć, iż scenÄ™ ujÄ™cia Jacka Mincerza przez organy Å›cigania wÅ‚aÅ›ciwie pominÄ…Å‚ i zdawkowo o niej wspomniaÅ‚ jednym zdaniem!
Mniej też mamy do czynienia z geniuszami epoki, a wÅ‚aÅ›ciwie to owocami ich geniuszu, czyli wynalazkami, czym wczeÅ›niej raczeni byliÅ›my stosunkowo obficie. Ale pewnego rodzaju wynagrodzeniem może być uchylenie czytelnikowi rÄ…bka tajemnicy idei, na której opierajÄ…c siÄ™ Jack Shaftoe posiadÅ‚ tajemnicÄ™ kamienia filozoficznego. Najzabawniejsze, iż jest ona zupeÅ‚nie anaukowa i oparta na naiwnych przesÅ‚ankach – ot, takie „oczko” puszczone przez komika-pisarza, bawiÄ…cego siÄ™ przednio swymi postaciami.
Trzeci tom
„Ustroju Å›wiata” to może nie tak spektakularne, jak caÅ‚y cykl, jednak satysfakcjonujÄ…ce jego zwieÅ„czenie. Kto dotrwaÅ‚ aż do samego koÅ„ca, z pewnoÅ›ciÄ… nie bÄ™dzie nim rozczarowany, może zaÅ› uznać siÄ™ za bogatszego o wiele refleksji wartych dalszych, już samodzielnych rozmyÅ›laÅ„.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|