Inspektor Misato Inoue podąża Å›ladami handlarza ludźmi i bestialskich mordów. Krok za krokiem pogrąża siÄ™ w Å›wiecie pradawnych wierzeÅ„ i okrutnych kultów Mikronezji. Ale dawno temu zabójcy jakuzy zostawili w pÅ‚onÄ…cym domu małą dziewczynkÄ™, wiÄ™c w gruncie rzeczy Misato Inoue szuka tylko zemsty. Nie wie jeszcze, że w jej cieniu skrywa siÄ™ tajemniczy cudzoziemiec — Gaijin. A on prowadzi zupeÅ‚nie innÄ… grÄ™.
Eve Namura jest zwykłą studentkÄ…, która podejmuje jednÄ… złą decyzjÄ™ — jako wolontariuszka wyjeżdża do Somalii. Tam odkrywa o jeden sekret za wiele i odtÄ…d musi uciekać. I nigdzie, ani w rozdartej wojnÄ… domowÄ… Afryce, ani na ulicach Berlina, nie jest już bezpieczna. JedynÄ… osobÄ…, której może zaufać, jest nieznajomy — Adam Worthington. Choć może on jest dla niej najgroźniejszy z nich wszystkich.
Ale takie rzeczy nie zdarzają się przecież zwykłym ludziom.
Może dlatego Eve Namura miewa dziwne sny. Sny o zatopionym mieście.
Powyższy opis fabuły książki sugeruje, iż jest to kolejny kryminał czy książka akcji z gatunku noir, jakich ostatnimi czasy namnożyło się całkiem sporo. Tymczasem lektura już pierwszych stron czytelnika wyglądającego polskiego odpowiednika
Mastertona czy
Forsytha może zakÅ‚opotać – gestapowski agent przemyka po przedmieÅ›ciach Seulu atakowanego przez wojska Kim Ir Sena, caÅ‚ość zaÅ› jest zwieÅ„czona promieniami nuklearnego Å›witu, gdyż generaÅ‚ Douglas McArthur zdoÅ‚aÅ‚ przeforsować swojÄ… koncepcjÄ™ szybkiego rozwiÄ…zania konfliktu na Półwyspie KoreaÅ„skim. „Zaraz, zaraz!” – zawoÅ‚a ten, kto zachowywaÅ‚ elementarnÄ… czujność na lekcjach historii najnowszej – „CoÅ› tu siÄ™ nie zgadza!” I bardzo dobrze.
„Testament Damoklesa” w żadnym bowiem razie nie jest sztampowÄ… opowiastkÄ… rodzaju „zabili go i uciekÅ‚” (choć przyznać uczciwie należy, iż trup Å›cieli siÄ™ gÄ™sto, może aż zanadto, przez co miast przerażać, wywoÅ‚uje obojÄ™tność, a po zdobyciu siÄ™ na odrobinÄ™ refleksji wrÄ™cz rozbawienie) – autor bardzo chÄ™tnie zabawia siÄ™ konwencjÄ…, raczÄ…c czytelnika tak odrobinÄ™ political fiction (III Rzesza przetrwaÅ‚a wojnÄ™ i zunifikowaÅ‚a kontynent europejski, acz odcięła siÄ™ od najskrajniejszych nazistowskich dogmatów oraz twórców doktryny z Adolfem Hitlerem na czele), jak i oferujÄ…c wÄ™drówki w czasie i przestrzeni (choć zasadniczo skupia siÄ™ na dwóch parach z dwóch różnych kontinuów czasowych, oddzielonych dwudziestoletnim interwaÅ‚em), wszystko zaÅ› przyprawiajÄ…c nie takÄ… znowu małą dozÄ… horroru w stylu
Lovecrafta.
OsobiÅ›cie bardzo przypadÅ‚o mi do gustu caÅ‚e mnóstwo najprzeróżniejszych aluzji czy to do czasów współczesnych, czy też szerzej ujmujÄ…c pop-kultury, w której chcÄ…c nie chcÄ…c jesteÅ›my zanurzeni. Co jednak istotne i czym dana pozycja wiele zyskaÅ‚a w mych oczach, nie sÄ… to aluzje ordynarne, bezpoÅ›rednie mrugniÄ™cia okiem do czytelnika niczym w reklamie piwa bezalkoholowego, przeciwnie, niezbÄ™dna jest czasami erudycja, zawsze zaÅ› rewolucyjna czujność. Jako przykÅ‚ad warto wskazać niebywaÅ‚y rozwój idei ekologicznej w Rzeszy Europejskich (i adekwatnÄ… pogardÄ™ po drugiej stronie Å»elaznej Kurtyny), paÅ„stwowe bÅ‚ogosÅ‚awieÅ„stwo dla niej ze strony czynników rzÄ…dowych, i zestawić go ze współczesnymi zarzutami pod adresem „ekofaszystów”, mocno wszakże wspieranych w instytucjach unijnych.
Zapewne żaden przytomny rodzic po lekturze wytÅ‚uszczonego powyżej „blurba” w życiu by nie przystaÅ‚ na zakup przedmiotowej książki przez przedlicealnÄ… pociechÄ™ (choć niektórzy zapewne rozszerzyliby swe zastrzeżenia również i na czterdziestoletnie latoroÅ›le) i poniekÄ…d miaÅ‚by niemaÅ‚o racji. Autor bynajmniej nie preferuje hitchcockowskiej metody budowania napiÄ™cia, lecz bezpoÅ›rednio uderza czytelnika miÄ™dzy oczy całą gamÄ… jak najbardziej zmysÅ‚owych opisów szkaradzieÅ„stw nie tylko koszmarnej proweniencji, lecz również i ksenobiologicznej.
Warsztatowo książka prezentuje się całkiem przyzwoicie, dbałości o szczegóły, widać, że
Pan Marcin WeÅ‚nicki spÄ™dziÅ‚ trochÄ™ czasu na gromadzeniu materiałów etc. WÅ‚aÅ›ciwie odnotowaÅ‚em tylko jednÄ… wpadkÄ™, niestety dość powszechnÄ… wÅ›ród nie tylko literatów, a mianowicie walizkÄ™ zawierajÄ…cÄ… dwadzieÅ›cia milionów dolarów, i to w jednodolarówkach. Co jak co, ale takÄ… sumÄ™ w jakimkolwiek neseserze można pomieÅ›cić tylko i wyłącznie pod tym warunkiem, iż bÄ™dzie miaÅ‚a ona postać weksli…
Po lekturze pierwszych kilkunastu stron oraz streszczenia książki dodaÅ‚em dwa do dwóch i nastawiÅ‚em siÄ™ na naprawdÄ™ ciężkostrawne danie. Tymczasem ku memu zupeÅ‚nemu zaskoczeniu nawet siÄ™ nie obejrzaÅ‚em gdy ujrzaÅ‚em stronÄ™ koÅ„cowÄ… epilogu – kuchmistrz z
Pana Wełnickiego nie lada!
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|