Siedemnastoletnia Suzume mieszka z ciocią w spokojnym portowym miasteczku na Kiusiu. Pewnego dnia w drodze do szkoły spotyka niezwykle przystojnego chłopaka, który oznajmia jej, że szuka... drzwi! Zaintrygowana Suzume podąża śladem nieznajomego do opuszczonego kurortu z gorącymi źródłami. Tam, pośród ruin zapomnianego uzdrowiska, znajduje stojące samodzielnie białe drzwi. Przyciągana nieznaną siłą dziewczyna sięga w ich stronę...
Jakie macie skojarzenia z Japonią? Zaawansowanie technologiczne, trzęsienia ziemi, wielkookie dziewczęta i chłopcy (przynajmniej na swoich graficznych podobiznach)... Listę tę można by było ciągnąć długo. Przynajmniej część tych motywów można odnaleźć w
„Suzume”.
Książka jest na wskroś „ghiblowska”, czemu trudno się dziwić, zważywszy na jej bezpośrednie powiązanie ze znaną (i nagradzaną) animacją, co zresztą znajduje odzwierciedlenie już w okładce. Z drugiej stronie jej opowieść nie rozgrywa się w zupełnie fantastycznym uniwersum, jak np. w przypadku
„Księżniczki Mononoke”, ale też nie ma ona charakteru realistycznego na wzór
„Grobowca świetlików”. Duchem przypomina ona nieco
„Mego sąsiada Totoro”… tylko że jest nieco straszniej.
Pragnę jednak uspokoić potencjalnie zaniepokojonych rodziców, pozycja ta nie będzie stanowiła źródła sennych koszmarów, a przynajmniej nie w większym stopniu niż Gargamel (chciałem też podać przykład Buki, ale jednak nie, ona była naprawdę przerażająca). Może wielkie gąsienice mają w sobie potencjał niepokoju, ale – zaryzykuję tezę – również pewną pocieszność.
Książka stanowi również podróż przez Japonię, lecz wymagającą pewnej konkretnej wiedzy o tym kraju (ewentualnie wspomaganej częstym odwoływaniem się do wyszukiwarki
Google’a), w związku z czym raczej trudnej do docenienia przez polskiego czytelnika. Z pewnością łatwiej mu będzie przyswoić koncept śmierci i związanej z tym straty, również stanowiący o istocie danej powieści.
„Suzume” to mimo niektórych poruszanych tematów opowieść dość lekka, łatwa do przyswojenia, czasami cechująca się dość zawrotnym tempem. Nie jest to wyrafinowane danie prozy Kraju Kwitnącej Wiśni, ale jednak coś więcej, niż „produkcyjniak” usiłujący zmonetyzować sukces „większego krewniaka”.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|