Czasami dziwić może, jak Å‚atwo jedni twórcy zdobywajÄ… wieczystÄ… – mogÅ‚oby siÄ™ zdawać – sÅ‚awÄ™, podczas gdy inni nie znajdujÄ… w ogóle zakorzenienia w powszechnej Å›wiadomoÅ›ci, pomimo że można ich Å›miaÅ‚o uznać nie tyle nawet za prekursorów, co czoÅ‚owych przedstawicieli nurtu. JednÄ… z takich osób – i pozycji – jest Jewgienij (w naszym kraju dotychczas spolszczany jako Eugeniusz) Zamiatin ze swojÄ… książkÄ… „My”.
Opowieść jest, można by rzec, klasycznÄ… antyutopiÄ… – czy też dystoniÄ… – której akcja jest osadzona w odlegÅ‚ej przyszÅ‚oÅ›ci, prezentujÄ…cÄ… losy niejakiego PaÅ„stwa Jedynego z perspektywy oczu znacznej persony, jakÄ… jest Główny Konstruktor statku przeznaczonego do podróży kosmicznych, który z nieznanych przyczyn próbuje opisać swój Å›wiat, nie wiedzieć z myÅ›lÄ… o jakim odbiorcy. No chyba że linearność dziejów nie traktować w kategoriach aksjomatu…
Jednakże pod wpÅ‚ywem czegoÅ› zdawaÅ‚oby siÄ™ zupeÅ‚nie zapomnianego – jak uczucia oraz instynkty – zaczyna on ku swemu wÅ‚asnemu zaskoczeniu buntować siÄ™ przeciwko otaczajÄ…cej go rzeczywistoÅ›ci, którÄ… mimo to uważa on za obraz doskonaÅ‚oÅ›ci. Sprzeczność? MaÅ‚o powiedziane!
Narrator jest bowiem osobą myślącą o świecie w kategoriach logicznych i matematycznych, której filozofia życiowa przyjmuje postać bogatą w różnorakie kwantyfikatory. Język powieści momentami jest dość męczący, wymaga bowiem ścisłej koncentracji, niczym w niektórych pozycjach
Lema. Podobnie zresztÄ… jak u Polaka pomysÅ‚y technologiczne – choć niejednokrotnie trÄ…cÄ… myszkÄ… – stanowiÄ… tylko maÅ‚o istotne tÅ‚o dla zasadniczego przekazu.
„My” mogÅ‚oby siÄ™ zdawać zjadliwÄ… satyrÄ… na komunistycznÄ… rzeczywistość czasu stalinizmu, gdyby nie fakt, że powstaÅ‚o w okresie, gdy toczyÅ‚a siÄ™ jeszcze wojna polsko-bolszewicka, Dżugaszwili nie byÅ‚ zaÅ› jeszcze nawet postrzegany jako pretendent do wÅ‚adzy absolutnej. Rosyjski autor swym profetyzmem dowodzi w konsekwencji, że stalinizm nie byÅ‚ żadnym wypaczeniem „czystej” myÅ›li leninowskiej czy marksizmu, lecz ich logicznÄ… konsekwencjÄ….
Lektura wymaga jednak od czytelnika daleko posuniÄ™tej uwagi, pozwalajÄ…cej dostrzec chociażby fakt, że o ile wszystkie jednostki sÄ… pozbawionymi imion „numerami”, to wyłącznie przywódca absolutny nosi miano wyÅ‚amujÄ…ce siÄ™ z tego schematu – DobroczyÅ„ca. Czasami jednak oprócz uwagi potrzebna jest sama wiedza, pozwalajÄ…ca dostrzec, że „imiona” trzech głównych kobiet otaczajÄ…cych bohatera, to litery wÅ‚aÅ›ciwe dla rosyjskiej notacji geometrycznej, lecz zarazem można im przypisać dodatkowy podtekst.
Równie niebanalne – choć przeoczalne – jest spostrzeżenie jednego z inżynierów, że filozofia nie ma sensu, gdyż nieskoÅ„czoność nie istnieje, a to z tej prostej przyczyny, że gdyby wszechÅ›wiat byÅ‚ pozbawiony granic, to gÄ™stość materii sprowadzaÅ‚aby siÄ™ do zera. Banalnie proste? Tylko przy zaÅ‚ożeniu, że ilość materii-energii jest skoÅ„czona…
Książka pomimo swych skromnych rozmiarów w istocie kwalifikuje się do wielokrotnego powtarzania lektury.
Zamiatin wraz ze swym dziełem doświadczył typowego dla proroków odrzucenia przez własny naród, lecz Historia to jemu przyznała rację. Tylko czy wszystkie jego przepowiednie już się ziściły, czy też dopiero stoimy u ich zarania?
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|