Zanna to 12-letnia dziewczynka mieszkajÄ…ca w Londynie. Nie wyróżnia siÄ™ niczym szczególnym na tle swych rówieÅ›niczek. Pewnego dnia dowiaduje siÄ™ jednak, że jest tajemniczÄ… „Szuassi” – przynajmniej zdaniem dziwnych ludzi, którzy na jej widok reagujÄ… z nieukrywanÄ… radoÅ›ciÄ… i wykrzykujÄ… dziwne hasÅ‚a. Wraz ze swojÄ… przyjaciółkÄ… DeebÄ… znajdujÄ… ukryte przejÅ›cie do LonNiedynu – najdziwniejszego miasta, jakie można sobie wyobrazić. Okazuje siÄ™, że metropolii tej zagraża straszliwy Smog, a zdaniem magicznej ksiÄ™gi to wÅ‚aÅ›nie Zanna ma uratować LonNiedyÅ„czyków.
LonNiedyn to naprawdę dziwne miejsce. Grasują tu krwiożercze żyrafy, istnieją tu duchy, ba!, mają nawet własną dzielnicę, w której mieszkają! Natomiast po ulicach biegają sobie śmiecie, przypominając swoim zachowaniem bezpańskie zwierzaki.
China Miéville przedstawiÅ‚ w swojej powieÅ›ci LonNiedyn jako odbicie Londynu w krzywym zwierciadle, gdzie wszystko jest przeinaczone i gdzie zarazem oba te miasta funkcjonujÄ…, bÄ™dÄ…c od siebie zależnymi. Na przykÅ‚ad wczeÅ›niej wspomniane Å›mieci zanim trafiÅ‚y do LonNiedynu, byÅ‚y „wyprodukowane” w Londynie. Poza tym zagÅ‚ada grożąca jednemu miasto oznaczaÅ‚aby także koniec tego drugiego.
Åšwiat wykreowany przez
Miéville jest przede wszystkim bajkowy. Nie powinno nas jednak to dziwić, gdyż książka skierowana jest głównie do dzieci. Czy oznacza to jednak, że ja, stary pryk, czuÅ‚em siÄ™ przy jej czytaniu tak, jakbym zamiast do filharmonii trafiÅ‚ na wiejskÄ… potupajÄ™? Nic podobnego! Moim zdaniem z powodzeniem po tÄ… książkÄ™ może siÄ™gnąć matka, jak i córka. Babcia też, jeżeli ma ochotÄ™. Zobaczymy tu zupeÅ‚nie odmieniony „lustrzany” Londyn: peÅ‚en domów o fantastycznych ksztaÅ‚tach, dziwnych ludzi poruszajÄ…cych siÄ™ tylko po dachach budynków, jeszcze dziwniejszych osobników ubranych w osobliwe kostiumy (kosze na Å›mieci, skafandry pÅ‚etwonurka etc.), stworzeÅ„ mogÄ…cych siÄ™ pochwalić mnogoÅ›ciÄ… koÅ„czyn, nieustraszonych podróżników majÄ…cych zamiast gÅ‚owy klatkÄ™ z ptakiem, latajÄ…cych – oczywiÅ›cie czerwonych! – autobusów i wielu innych. LonNiedyn nie jest jednak miastem caÅ‚kowicie przyjaznym, z powodu przedÅ‚użajÄ…cej siÄ™ wojny ze Smogiem, którÄ… mieszkaÅ„cy niestety przegrywajÄ… coraz wiÄ™cej dzielnic jest peÅ‚nych duszÄ…cego i toksycznego dymu, oraz smombie (czy li zombie wypeÅ‚nionych czadem) i smrodoćpunów – ludzi uzależnionych od chemikaliów. To oni bÄ™dÄ… głównie próbowali zapobiec wypeÅ‚nieniu siÄ™ przepowiedni, wedÅ‚ug której tajemniczy wybraniec pokona Smoga.
Fabuła w
„LonNiedynie” jest tylko z pozoru liniowa. WydawaÅ‚oby siÄ™ z poczÄ…tku, że jest do bólu sztampowa i banalna, jednak już po paru rozdziaÅ‚ach dochodzi do zaskakujÄ…cych zwrotów akcji (których oczywiÅ›cie nie wyjawiÄ™) i do samego koÅ„ca nie jesteÅ›my pewni, co za chwilÄ™ nastÄ…pi. ZostaÅ‚o tu zastosowanych parÄ™ oryginalnych zabiegów zaprzeczajÄ…cych pewnym tradycyjnym aspektom zawartym w powieÅ›ciach, niestety znowu nie mogÄ™ nic wiÄ™cej na ich temat powiedzieć, bo bym zepsuÅ‚ niespodziankÄ™ czytajÄ…cym tÄ… książkÄ™ lub planujÄ…cym po niÄ… siÄ™gnąć. MogÄ™ jednak powiedzieć, że ich rozwiÄ…zanie jest bardzo ciekawe i myÅ›lÄ™, że wielu siÄ™ ono spodoba.
Jako, że książka jest skierowana do tych młodszych, nie uświadczymy tu przemocy, odcinanych rąk, machania mieczem, strzelania z łuku czy innych tego typu przyjemności. Występuje tu mało przemocy, a sceny walk ograniczają się najczęściej do przepychanek. Nie obejdzie się tu jednak bez śmierci, paru bohaterom pobocznym będzie dane przejść na tamten świat. Oczywiście przedtem będą heroicznie bronić swoich bliskich i walczyć w słusznej sprawie, jak na herosów przystało.
„LonNiedyn” jest także peÅ‚ny dobrych wartoÅ›ci, które powinna mieć książka skierowana do mÅ‚odszych. Nie zostaÅ‚y one jednak podane w najpÅ‚ytszy z możliwych sposobów, wÅ‚aÅ›ciwie wynikajÄ… one naturalnie, nie jest nigdzie na siłę wpychany patos.
Miéville, by opisać wykreowane przez siebie zjawiska, zastosował wiele stworzonych przez siebie zwrotów i nazw. Wykazał się w tej kwestii ogromną pomysłowością, jednak zarazem przysporzył duży problem tłumaczom. Jak przetłumaczyć te słowa i zachować ich pierwotne znaczenie?
Grzegorzowi Komerskiemu udało się to w pełni i dzięki niemu możemy poznać Złammasola, wojowników śminja, bełkotki i wielu innych zdumiewających mieszkańców LonNiedynu, których imiona i nazwy mogą już nam zasugerować ich charakter lub wygląd.
„LonNiedyn” to książka, która raczej nie przypadnie do gustu ludziom preferujÄ…cym krwawÄ…, ponurÄ… i poważnÄ… prozÄ™. Zdaniem niektórych może to być także utwór zbyt dziecinny. MyÅ›lÄ™ jednak, że każdy z nas czasem chciaÅ‚by powrócić do krainy, którÄ… kiedyÅ› wykreowaliÅ›my w naszej dziecinnej wyobraźni, a
„LonNiedyn” może nam w tym pomóc. Sztywna oprawa i Å‚adnie ilustrowane wydanie tylko dopeÅ‚niajÄ… przyjemnoÅ›ci z lektury. Gdyby cena jeszcze byÅ‚a ciut niższa…
|
| Autor: Dziadó
|
|
|
|
|