Z pojazdu wysiadło kilkanaście osób i przez chwilę zrobiło się luźno, rzecz można, przyjemnie. Ten błogi dla pasażerów stan trwał tylko przez moment, gdyż na przystanku przysiadła się kolejna grupa. Przy staruszkach stanęła nowa pasażerka, kasując bilet. Z okrągłej twarzy można było wywnioskować, że jest już grubo po dwudziestce, a nie osiągnęła jeszcze magicznego wieku trzydziestu lat. Trzymała rękę na brzuchu i dopiero wtedy Jolanta zdała sobie sprawę, że jest ona w stanie błogosławionym. Dziewczyna bezskutecznie oglądała się po trolejbusie, poszukując miejsca siedzącego. Młodzi szczęściarze, którym udało zdobyć miejsca siedzące albo odwracali wzrok, albo zajęci byli czytaniem gazety lub notatek. Gdzieniegdzie młodzież rozmawiała beztrosko i taśmowo leciały ch… i kurwy. Starzy patrzyli na dziewczynę, nie zamierzając ustąpić jej miejsca.
Jolanta popatrzyła z politowaniem na dziewczynę. Oczywiście nie zamierzała wstać. „Zrobiła bękarta, to niech ma!” – pomyślała. Nawet obrączka na palcu dziewczyny nie mogła poruszyć pobożnej staruszki.
Dziewczyna miała już dobrze uwypuklony brzuch i zapewne niedługo powinna rodzić. Niepokoiła się bardzo o dziecko, widać to było po jej spoconym czole i spojrzeniu ofiary będącej w potrzasku.
Druga staruszka, której po rozmowie z Jolantą znikł uśmiech z twarzy, dopiero dostrzegła dziewczynę i wstała, wskazując ręką na siedzenie.
– Proszę – dotknęła ramienia dziewczyny drugą ręką.
Ciężarna wahała się chwilę, ale dobro dziecka zwyciężyło z czasem bezlitosnego dobrego wychowania i… usiadła. Uśmiechnęła się.
– Dziękuję pani – powiedziała szczerze. – Naprawdę źle się poczułam…
– Nic się nie stało – odpowiedziała staruszka. – A który to miesiąc?
– Siódmy – uśmiechnęła się dziewczyna. Spojrzała z radością, jakby znały się od zawsze. – Już niedługo urodzi mi się córeczka.
– Wspaniała wiadomość… – ucieszyła się młoda babcia. – A ja mam wnuczka!
Jolanta prychnęła, słysząc tę rozmowę. Za chwilę i tak musi wysiąść, zanim dotrze do wyjścia, minie chwila. Pożegnała swą wspólpasażerkę, ostatecznie podsumowując ją jako „głupią kwokę” i nie zwracając uwagi na dziewczynę w ciąży, dopchała się do wyjścia.
Jolanta miała szczęście tego dnia. Kolejka w aptece poruszała się nadzwyczaj sprawnie i już po kwadransie kobieta wracała do domu z torbą leków. Postanowiła jeszcze zajść do sklepu i kupić karmę dla pieska. „Z kurczakiem – spojrzała na opakowanie. – Jego ulubione”.
Jolanta nie chciała aż tak wcześnie wracać do kamienicy. Nie miała tam żadnego zajęcia. Sąsiadki były jakieś dziwne i nie dało się z nimi posiedzieć przy herbacie. A rodzina? Synuś by przyjeżdżał, ale ta latawica – jego żona, nie pozwalała mu na odwiedziny. Przyszła bez posagu i się panoszy jak wielka dama. Złapała go na brzuch!
Jolanta spacerowała powoli z wypakowanymi torbami, rozmyślając. Zapomniała o bolących nogach, chorym sercu i trzustce. Ostatecznie stwierdziła, że zajrzy jeszcze do kościoła, skoro znajdowała się niedaleko niego. Ksiądz nie odprawiał mszy, ale Jolanta poprosiła go o spowiedź.
– Po raz kolejny w tym tygodniu? – zdziwił się wikary, ale cierpliwie wyspowiadał.
Kobiecie ulżyło na sercu, gdy opowiedziała o swoich problemach, ograniczonym kontakcie z rodziną – oczywiście z ich winy, samotności, wspominała o mężu, który umarł przed kilkoma laty. Wyspowiadała się ze swoich grzechów, ponarzekała na społeczeństwo i złożyła postanowienie poprawy. Kamień spadł z serca Jolancie. Czuła się rześka i silna.
Nie zdenerwowała się nawet, gdy wracając spotkała w trolejbusie synową. Porozmawiała z nią zdawkowo przez chwilę, pogłaskała wnuczka po głowie. Nie zgodziła się jednak wziąć małego na popołudnie do siebie.
– Absolutnie! – odpowiedziała. – Od tego jest matka, aby dbała o swoje dziecko.
Nie pomogły zapewnienia synowej, że opiekuje się dziećmi najlepiej jak może i jest jej ciężko samej, bo mąż haruje za granicą. Jolancie było trochę żal synowej, ale wiedziała, że popuścić nie może, bo jeszcze bardziej rozwydrzy rozpieszczoną damę. Wnuczek patrzył tylko ze łzami w oczach. Nie wiedział, co złego zrobił, że babcia go nie kocha…
Jolanta wróciła do domu zadowolona, że tyle rzeczy udało jej się załatwić. Wyglądała przez okno, patrząc jak babcie spacerują po barku z wózkami i maleństwami pod ręką. Przez chwilę nawet pozazdrościła kobietom takiego życia, ale szybko ta myśl ją opuściła. Ona nie ma czasu na to, ma ważne zadanie. Ojciec dyrektor liczy na nią.
Włączyła głośno radio na popularnej stacji religijnej i uklękła, składając dłonie.
Zdrowaś Mario, łaskiś pełna…
|
| Autor: Spiderlo
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2
|