J.J. Adams stanÄ…Å‚ przed potencjalnie niewdziÄ™cznym zadaniem – a mianowicie koniecznoÅ›ciÄ… zmierzenia siÄ™ z legendÄ…, wrÄ™cz mitem nie majÄ…cym niemal nic wspólnego z rzeczywistoÅ›ciÄ…. Z drugiej strony jednak ten mit zostaÅ‚ dość zszargany przy okazji „nowej” (tj. niepierwotnej) trylogii, wiÄ™c wielu fanów poczuÅ‚oby siÄ™ usatysfakcjonowanych chociażby powrotem do ducha oryginalnej serii. Czy twórcy sprostali tym oczekiwaniom?
W istocie
„Przebudzenie Mocy” ma znacznie wiÄ™cej wspólnego z Lukem Skywalkerem, LeiÄ… OrganÄ… czy Darthem Vaderem niźli Jar Jar Binksem czy hrabiÄ… Dooku. Stroje postaci sÄ… zgrzebne, tak jak ciężkie czasy po upadku Imperium, ale dalekie od radosnych melodii celebry na planecie Endor. Koniec Imperium nie okazaÅ‚ siÄ™ bynajmniej koÅ„cem dziedzictwa Palpatine’a, na gruzach poprzedniego reżimu powstaÅ‚ bowiem nowy, nieodmiennie posÅ‚ugujÄ…cy siÄ™ szturmowcami czy też TIE-fighterami.
Trzydzieści lat, które minęło od premiery
„Powrotu Jedi” byÅ‚o jednak bardziej rewolucyjne, niż mogÅ‚oby siÄ™ zdawać. Nie może wiÄ™c dziwić fakt, iż głównymi bohaterami sÄ… murzyn („Afroamerykanin” w kontekÅ›cie jedi i sithów brzmiaÅ‚oby dość dziwnie) oraz dziewczyna (kobieta?), daleka od sÅ‚aboÅ›ci i tak wyzwolonej jak na swoje czasy książniczki Lei. Owszem, w „nowej” trylogii uÅ›wiadczyliÅ›my czy to Mace’a Windu, czy to księżniczkÄ™ AmidalÄ™, wczeÅ›niej zaÅ› byÅ‚ i Lando Calrissian, byÅ‚y to jednak mimo wszystko postacie drugoplanowe. Polityka afirmacji zawitaÅ‚a wiÄ™c także w uniwersum
Gwiezdnych Wojen.
Trzeba to raz jeszcze stwierdzić wprost –
„Przebudzeniu Mocy” jest o wiele, wiele bliżej do ducha oryginalnego cyklu, co tylko w pewnym stopniu można by byÅ‚o uzasadniać wzglÄ™dami fabularno-chronologicznymi. Jest to zasÅ‚uga nie tylko siÄ™gniÄ™cia po starych znajomych (Han Solo postarzaÅ‚ siÄ™ piÄ™knie, Leia także nieodmiennie pozostaÅ‚a sobÄ…), ale także zdolnoÅ›ci samoograniczenia siÄ™.
J.J. Adams mógÅ‚ bowiem skorzystać z absolutnie wszystkich fajerwerków dostÄ™pnych dla współczesnych realizatorów, nic nie zostaÅ‚oby mu odmówione – ale tego na szczęście nie uczyniÅ‚. Jakkolwiek bowiem pod wzglÄ™dem technicznym jego dzieÅ‚o pozostaje bez jakiegokolwiek zarzutu, to nie epatuje on efektami specjalnymi, majÄ… one fabularny sens, a nie wysuwajÄ… siÄ™ na pierwszy plan, niejako zmuszajÄ…c scenarzystów do dostosowania siÄ™ do koniecznoÅ›ci zaprezentowania „wodotrysków”.
„Przebudzenie Mocy” wróciÅ‚o też do subtelnego poczucia humoru wÅ‚aÅ›ciwego dla wczesnego Lucasa. Droidy jak byÅ‚y, tak pozostajÄ… sÅ‚odkie, rozbawienie jednak wywoÅ‚ajÄ… niedomówienia czy po prostu dobra gra aktorska. Czasami rozeÅ›mieje siÄ™ każdy, czasami zaÅ› konieczna jest znajomość poprzednich odsÅ‚on by docenić chociażby jakość komplementu Hana Solo pod adresem fryzury Lei.
CzymÅ› wiÄ™cej niż sympatycznym jest też fakt obecnoÅ›ci aktorów znanych z pierwowzoru, którzy w sposób naturalny siÄ™ postarzeli, ale też znakomicie potrafiÄ… zagrać swym wiekiem. Czasami jednak ich mÅ‚odzieÅ„czy wigor – i niereformowalność – może nieco zadziwiać, niekoniecznie z szacunkiem dla psychologicznego prawdopodobieÅ„stwa.
Najsłabszą stroną
„Przebudzenia Mocy” jest niestety warstwa muzyczna. Nie chodzi o to, że razi czy krzywdzi ona melomaÅ„skie uszy, jest jednak wtórna, nie posiada motywu, który by siÄ™ kojarzyÅ‚ tylko z tÄ… odsÅ‚onÄ…, a jednoczeÅ›nie głęboko zapadaÅ‚by w pamięć.
Wiele grzeszków można by zarzucić
„Przebudzeniu Mocy” – z najbardziej irytujÄ…cymi przewidywalnoÅ›ciÄ… i patosem na czele – żaden z nich jednak nie ma charakteru Å›miertelnego ani niewybaczalnego. Jest to film adresowany do starszych widzów, wychowanych na pierwotnej serii, jak też prequelowej z przeÅ‚omu tysiÄ…cleci, którzy zakochali siÄ™ w mÅ‚odym Anakinie i Amidali, później jednak doroÅ›li. Jest to hoÅ‚d wobec kultu, z poważnymi zadatkami na to, by stać siÄ™ jego peÅ‚noprawnym skÅ‚adnikiem.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|