Wyspecjalizowany android opiekuje się schorowanym dziadkiem, czemu z zaciekawieniem przygląda się rezolutna wnuczka. Nowoczesne technologie przenikają wszystkie aspekty tradycyjnych chińskich świąt. Dwoje przeklętych kochanków próbuje zsynchronizować bijące w innym rytmie wewnętrzne zegary. Emerytowany listonosz pragnie wrócić do zalanej morzem ojczyzny. Student manipuluje pogodą, by wywalczyć zaliczenie przedmiotu i serce seminaryjnej koleżanki.
Liu Cixin uświadomił dla całej rzeszy czytelników – a także wydawców – iż interesująca literatura science fiction nie kończy się na twórcach posługujących się na co dzień w swych domach językiem angielskim (alternatywnie polskim), bo i sama nauka (czy też raczej Nauka) ma charakter uniwersalny. A siłą rzeczy choćby na zasadzie prawa wielkich liczb jest oczywiste, że populacja Kraju Środka musiała wygenerować większą liczbę utalentowanych literatów eksplorujących światy przyszłości tudzież alternatywnej teraźniejszości.
Warto jednak pamiętać, iż anglosaskie „science” ogranicza się do nauk określanych u nas przyrodniczymi, a i tu można też doszukiwać się jeszcze dalszych niuansów. Polska „nauka” jest pojęciem szerszym, a przez to „fikcja naukowa” w większym stopniu jest usprawiedliwionym określeniem chińskiej pisarki niźli zbitka sci-fi.
Autorka z „Chaerel” pewnie nie sięga po aż „twardą” naukę, a już z pewnością nie tą ekscytującą miłośników fizyki teoretycznej, kwantowej czy kosmologii. Co więcej, czytając jej opowiadania czytelnik czasami dość łatwo może przeoczyć fakt, że nawiązują one do takiej czy innej dyscypliny ludziej wiedzy, nieraz o bardziej humanistycznym czy wręcz filozoficznym kontekście.
I tak, opowiadania, albowiem
„Tik-tak” jest zbiorem takowych, przy czym niektóre z nich to przejawy prawdziwych form krótkich. Nie jest to problem, nie przeszkadza to w czerpaniu satysfakcji z lektury, choć czasami pojawia się uczucie niedosytu i towarzysząca mu refleksja spod hasła „i to już?”.
„Tik-tak” to pozycja nieco nierówna i mimo pojawiającej się tu czy ówdzie groteski i zalążków makabry – dość delikatna. Czasami zresztą łatwo o wrażenie, że całość jest zbyt mało wyrazista, za mało zapadająca w pamięć.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|