Angus Thermopyle miał najgorszą reputację spośród tych kosmicznych piratów, którzy zachowali jeszcze prawo do dokowania na stacji. Plotka głosiła, że każdy, kto został jego partnerem, załogantem czy wrogiem, kończył martwy albo w pudle. Nick Succorso był jego przeciwieństwem. Cieszył się reputacją pirata raczej zuchwałego niż krwiożerczego. Osobisty wdzięk sprawiał, że mężczyźni robili o co poprosił, a kobiety dawały mu to, czego chciał. Do czasu pojawienia się Morny Hyland nie wchodzili sobie w drogę. Później stało się jasne, że w Sektorze Delta jest miejsce tylko dla jednego z nich. I to jest dopiero początek tej historii...
Tytuł recenzowanej pozycji, a właściwie jego dwuczłonowość, wiele już mówi o niej samej. W istocie bowiem na przedmiotową książkę składają się dwie opowieści, które śmiało mogłyby zostać wydane odrębnie, a nie stało się tak niemal na pewno z tego prostego względu, że byłoby to nieopłacalne. Niemniej jednak stało się dobrze, gdyż niejako dwie części cyklu czytelnik otrzymuje razem.
„Skok w konflikt” nie jest równy objÄ™toÅ›ciowo
„Skokowi w wizjÄ™”, ten drugi bowiem jest znaczÄ…co obszerniejszy i przedstawia znacznie bardziej zÅ‚ożonÄ… historiÄ™. MaÅ‚o tego, obie pozycje różniÄ… siÄ™ warsztatowo – o ile w przypadku pierwszej z nich zakoÅ„czenie jest od razu ujawnione, narracja zaÅ› przyjmuje postać retrospekcji, o tyle akcja drugiej części toczy siÄ™ niejako w czasie rzeczywistym.
Nie jest to bynajmniej jedyna różnica między oboma utworami. O ile pierwszy koncentruje się niejako wokół jednej osoby, wydarzenia niejako splatając naokoło niej, o tyle
„Skok w wizjÄ™” posiada dwóch głównych bohaterów, którzy zresztÄ… w ogóle nie wchodzÄ… w interakcjÄ™ miÄ™dzy sobÄ….
No wÅ‚aÅ›nie –
„Skok w konflikt” Å›miaÅ‚o mógÅ‚by być traktowany jako część zupeÅ‚nie samodzielna, zapewne z takim też pierwotnym zamierzeniem zostaÅ‚ stworzony przez
Donaldsona. Tymczasem części drugiej brakuje wyraźnego zwieńczenia, ba, szereg wątków pozostaje nawet nie otwartymi, lecz dopiero się rozpoczyna, co w mej ocenie wyraźnie dowodzi, że pisarz już wtedy nosił się nawet nie z myślą, co ze stanowczym postanowieniem takich dalszych odsłon stworzenia. Co zresztą znalazło później swoje potwierdzenie.
Całość jest w miarę typową space-operą, z umiarkowanym poszanowaniem dla (znanych obecnie) praw fizyki, a nawet próbą uwzględnienia ich przy dotychczas niezweryfikowanych sferach, takich jak wpływ prędkości podświetlnej na ludzki organizm. Z kolei historia momentami jest drastyczna, nieco bezduszna, ale i tak najbardziej przerażający w niej element stanowi drugi człowiek.
Od strony technicznej irytujÄ…cy jest brak wyjustowania, co nieco obniża komfort czytania. NiezrozumiaÅ‚e dla mnie byÅ‚y też wariacje z literÄ… „t”, zastÄ™powanej czcionkÄ… zupeÅ‚nie niepasujÄ…cÄ… do pozostaÅ‚ych, a przywodzÄ…cej na myÅ›l benedyktyÅ„skie zawijasy. Miejscami podejrzana jest również interpunkcja.
„Skok w konflikt. Skok w wizjÄ™” jest ciekawÄ… pozycjÄ… dla miÅ‚oÅ›ników „gwiezdnych” klimatów, zwÅ‚aszcza jeÅ›li „ortodoksyjna” twórczość takiego
Stanisława Lema była dla nich niestrawna. Klimatowi książki, jak też światu w niej przedstawionemu bliżej raczej do
„Star Treka” niźli
„Gwiezdnym wojnom”, wielkiego nowatorstwa dla gatunku jednak raczej po niej nie należy siÄ™ spodziewać.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|