Roland i jego towarzysze uchodzą z życiem z zastawionej na nich pułapki i pociągiem przekraczającym prędkość dźwięku docierają… do Topeki w stanie Kansas. Na dodatek wyludnionej z powodu fali zabójczej supergrypy. To tam kończy się Świat Pośredni, a zaczyna Świat Końcowy.
Podążając w kierunku odległego pałacu z zielonego szkła, Roland opowiada przyjaciołom o tym, jak stał się rewolwerowcem. A także o nadmorskim miasteczku Hambry, gdzie zakochał się w pewnej dziewczynie i gdzie z dawnymi kolegami z tet, Alainem i Cuthbertem, walczył z siłami czarnoksiężnika, który rozpętał ostateczną wojnę w Świecie Pośrednim.
Czasami zastanawiam się, w jakim stopniu pisarz sięgający po pióro czy inną klawiaturę ma już wyobrażenie fabuły tworzonej powieści, a w szczególności jej zwieńczenia. Pytanie to jest tym intensywniejsze w przypadku tzw. serii. Podczas lektury
„Czarnoksiężnika i kryształu” nietrudno było o odżycie owego dylematu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż
początek cyklu powstał raptem dwie dekady wcześniej.
Paradoksalnie – tj. na przekór tak długiemu okresowi rozdzielającemu te dwa momenty – jestem skłonny uwierzyć, że wiele pomysłów na fabułę czwartego tomu powstało w głowie Amerykanina naprawdę wiele, wiele lat wcześniej. Książka ta bowiem stanowi swego rodzaju powrót do źródeł, czyli westernowych motywów przemieszanych nieco z postapokalipsą i wątkami fantastycznymi.
Siłą rzeczy czytelnik jest jednak wolny od pewnej dozy napięcia, albowiem od samego początku dysponuje on wiedzą, że przynajmniej główny bohater przetrwa, a co w przypadku prozy
Kinga niekoniecznie musi się jawić w kategoriach gwarantowanej oczywistości. Inna rzecz, że jednocześnie można się domyślać, że los niektórych innych postaci jest przesądzony, niejako na zasadzie fatum. Autor zresztą lubi bawić się uczuciami czytelnika, nieraz mu sygnalizując, że dana decyzja będzie prowadziła do nieszczęśliwych skutków, bez bliższego jednak przybliżenia ich charakteru.
Książka sprawia jednak wrażenie nie do końca równej, albowiem jej zakończenie to swoisty „piernik do wiatraka”, pozostający bez przekonująco sensownego związku z przeważającą objętościowo poprzedzającą opowieścią. Pisarz z Nowej Anglii również wyraźnie już bawi się narzędziem cliffhangera.
„Czarnoksiężnik i kryształ” to książka dość interesująca, choć podczas jej lektury nietrudno o wrażenie zbędności znacznej jej części dla fabuły całego cyklu. Czasami lepiej po prostu zapomnieć o
wcześniejszych trzech tomach serii…
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|