Malarz i wdowiec Asle mieszka samotnie w domu w Dylgja. Jedynymi osobami, z którymi wciąż się widuje, są jego sąsiad, rybak Åsleik i Beyer, właściciel galerii w Bjørgvin, kilka godzin jazdy na południe. W Bjørgvin mieszka także drugi Asle, jego sobowtór, a może cień albo druga wersja tego samego życia? Pierwszy z nich stał się religijny, rzucił picie i odniósł sukces, drugiemu przypadł trudniejszy los.
„Marność nad marnościami i wszystko marność”, woła do nas z przeszłości Kohelet, i pomimo mijających nawet nie stuleci, co wręcz tysiącleci, ludzkość nie znajduje riposty, argumentu na rzecz nieprawdziwości danej tezy. Nawet pomniki trwalsze niż ze spiżu okazują się niczym, wystarczy zapytać dowolnego przechodnia o zacytowanie choć jednego wiersza autora sugerowanej na początku zdania frazy, ba, nazwania go. Owa rezygnacja zdaje się również ogarniać głównego bohatera
„Septologii” w jej ostatniej części.
Trochę inaczej jednak niż w przypadku bohaterów
„Wiśniowego sadu” jego deklaracje nie rozmijają się z czynami, przeciwnie, zdobywa się on na gesty, które przez wcześniejsze dekady życia były dlań obce. Postanawia chociażby przezwyciężyć szarzyznę świąt Bożego Narodzenia (niektórym wówczas towarzyszą właśnie takie uczucia, szczególnie w sytuacji wszechogarniającej samotności), trochę być może w reakcji na smutny kres swego imiennika.
Czasami jednak podczas lektury czytelnika opadają skojarzenia z innym dziełem przeszłości, a mianowicie
„Czekając na Godota”. Katastrofa może ostatecznie nie nadchodzi, wręcz przeciwnie, lecz można zacząć się zastanawiać, czy w istocie warto było czekać.
Ważnym elementem omawianego cyklu był wątek modlitewny, stanowiący swego rodzaju refren tej nieprostej w odbiorze prozy. Ale tutaj i on zaczyna sprawiać wrażenie rozsynchronizowanego, zatracającego swoją rytmikę i kadencję.
„Nowe imię” to książka, której ukończenie pozostawia czytelnika z pewnym zmęczeniem, nie ma co ukrywać. Nie jest to jednak jedyne, czym go ona obdarza, jej nastrój może mu bowiem towarzyszyć dłużej niż jej lektura, i niekoniecznie musi mieć przygnębiający charakter. Przeciwnie, może zgodnie z zamysłem świętowania przesilenia zimowego zrodzi wrażenie odrodzenia.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|