Czy Wszechświat, który nas otacza jest pusty, a tylko na naszej planecie w wyniku szeregu bardziej lub mniej przypadkowych procesów oraz okoliczności rozwinęła się zaawansowana cywilizacja? A może życie toczy się dookoła nas, tylko po prostu o tym nie wiemy? Wreszcie jak wyglądają inni mieszkańcy Kosmosu, jeśli rzeczywiście istnieją? Czy są humanoidalni, czy mają może fantastyczne, całkowicie abstrakcyjne w naszym rozumieniu kształty? A może zbudowani są z innych niż my pierwiastków, co pociąga za sobą zupełnie inną fizjologię i tryb życia, odmienny sposób odbierania rzeczywistości? W jakich bogów wierzą, jaki jest ich dorobek kulturowy? Pytań jest tak wiele, a tak mało pewnych odpowiedzi. Właściwie można powiedzieć, że nic nie jest pewne, a nasza wiedza opiera się na szeregu założeń, które mogą okazać się po prostu błędne. Naiwny jest ten, który na podstawie tak skąpej wiedzy, jaką w tej chwili dysponujemy, buduje swoje wyobrażenie na temat świata i Wszechświata, uważając je za niepodważalne.
Ludzkość targaną takimi właśnie wątpliwościami przedstawił na kartach swojej powieści,
„Chindi”,
Jack McDevitt. Choć nie powinno oceniać siÄ™ książki po okÅ‚adce, jak siÄ™ dalej okaże bardzo sÅ‚usznie, nie sposób nie zwrócić uwagi na wymowność umieszczonego na niej obrazka, przedstawiajÄ…cego wÄ…tłą sylwetkÄ™ czÅ‚owieka zapatrzonego w ogrom planet i galaktyk widocznych daleko za horyzontem. Wizja ta jest symbolem mizernoÅ›ci i kruchoÅ›ci ludzkiego życia, jego codziennych spraw w zderzeniu z majestatem Kosmosu oraz zachodzÄ…cych tam procesów. W tym też duchu opisane zostaÅ‚y losy wyprawy badawczej zÅ‚ożonej z czÅ‚onków Stowarzyszenia na rzecz Kontaktu, która podróżujÄ…c na pokÅ‚adzie statku „Memfis” dowodzonego przez charyzmatycznÄ… kapitan PriscillÄ™ Hutchins, odkrywa coraz to nowe zagadki kryjÄ…ce siÄ™ w mrokach pustego na pozór WszechÅ›wiata. System tajemniczych satelitów skonstruowanych przez obcÄ… cywilizacjÄ™ i umieszczonych na orbitach odlegÅ‚ych planet wiedzie grupÄ™ zapaleÅ„ców w najciekawsze miejsca Kosmosu, gdzie akurat rodzi siÄ™ nowa gwiazda lub ku ostatecznej zagÅ‚adzie pÄ™dzÄ… w swojÄ… stronÄ™ dwa ukÅ‚ady sÅ‚oneczne. Podczas swej wÄ™drówki napotykajÄ… oni wiele samotnych ruin rozsianych gdzieÅ› na peryferiach galaktyk, Å›lady wymarÅ‚ych cywilizacji, które dokonaÅ‚y swojego żywota pod naporem wojen nuklearnych, a także cywilizacje w peÅ‚nym rozkwicie, których egzotyka jest tak wielka, że uniemożliwia nawiÄ…zanie kontaktu.
Jack McDevitt podjął się naprawdę trudnego zadania, któremu jednak nie sprostał do końca. Tematyka, jaką porusza w swojej książce nie jest nowością. Wielu pisarzy czyniło próby jak najwiarygodniejszego, a zarazem najoryginalniejszego przedstawienia ludzkiego poszukiwania tożsamości oraz miejsca we Wszechświecie, lecz udawało się to tylko nielicznym. Kluczem do sukcesu jest wytworzenie odpowiedniej aury dziwności. Tej jednak u
McDevitta nie ma. Próżno w
„Chindi” szukać stopniowania napiÄ™cia czy pozostawiania niedomówieÅ„. Wszystko podane jest na tacy, a opisywane pozostaÅ‚oÅ›ci cywilizacji, jakie majÄ… okazjÄ™ obserwować bohaterowie, sÄ… nazbyt znajome i swojskie. PrzykÅ‚adowo znalezione w innym ukÅ‚adzie sÅ‚onecznym samotne siedliszcze peÅ‚ne rzeźbionych mebli i regałów uginajÄ…cych siÄ™ pod ciężarem książek niestety rozczarowuje. Czytelnicy oczekujÄ…cy prawdziwych zagadek o naturze kultury i techniki obcych cywilizacji mogÄ… poczuć siÄ™ trochÄ™ zawiedzeni.
Kuleje także kreacja bohaterów. Są oni bardzo jednoznaczni, płytcy, nie mają skłonności do dogłębnych analiz i przemyśleń na temat wydarzeń, w których biorą udział. Krótkotrwałe szamotaniny i żal z powodu utraty przyjaciela to jednak odrobinę za mało. Zwłaszcza jeśli chwilę później wszystko wraca do normy, jakby nic się nie stało. Ciekawą sprawą jest już sam fakt, że ekipy nie stanowią wykwalifikowani, kompetentni w swoich dziedzinach badacze, lecz zbieranina przypadkowych ludzi. Mogłoby się wydawać, że za tym zabiegiem kryje się jakieś drugie dno, że z racji pełnionej w społeczeństwie funkcji właściciel zakładu pogrzebowego, średnio utalentowany malarz, aktorka czy milioner finansujący całą misję odegrają kluczową rolę, z którą wiązać się może jakiś dylemat moralny, głębsze refleksje. Niestety, nic z tych rzeczy. Bohaterowie książki sprawiają wrażenie całkowicie przypadkowych, w dodatku bardzo nierozgarniętych osób, nie wykazujących najmniejszych przejawów kreatywnego myślenia. W sytuacjach krytycznych bowiem patrzą cielęcymi oczami na kapitan Hutch, która zmuszona jest myśleć za wszystkich, pilnując jednocześnie, żeby pozostali członkowie załogi nie zrobili krzywdy sobie lub innym. Przy każdej kolejnej akcji ratowniczej czuje się coraz mniejszą sympatię do bohaterów i coraz mniej kibicuje im się, kiedy wpadają przez własną głupotę w tarapaty.
Powyższe cechy, pomimo bardzo interesującej tematyki i sporego potencjału, spychają
„Chindi” na niższÄ… półkÄ™, czyniÄ…c z niej książkÄ™ przygodowÄ…, co zresztÄ… potÄ™gujÄ… liczne wÄ…tki sensacyjne takie jak katastrofy w przestrzeni, poÅ›cigi (na szczęście nie z Obcymi, a z czasem) oraz szereg dziwnych pomysłów w stylu przejmowania prÄ™dkoÅ›ci od przelatujÄ…cej komety na wzór amerykaÅ„skich filmów science fiction. Takie zabiegi sprawiajÄ… wrażenie, jakby miaÅ‚y zapobiec zaÅ›niÄ™ciu nad lekturÄ…, a przecież jest caÅ‚kiem niemaÅ‚y odsetek czytelników, którzy takich bodźców zupeÅ‚nie nie potrzebujÄ…. OczywiÅ›cie nie można powiedzieć, że jest to książka bardzo sÅ‚aba. Zaczyna siÄ™ nieźle, w pewnym momencie historia pretenduje do tych z wyższej półki, lecz z każdÄ… stronÄ… poziom opada i opada, aż do momentu, w którym nie pozostaje nic poza samÄ… akcjÄ…. Nie jest to wiÄ™c pozycja skierowana do czytelników poszukujÄ…cych ukrytych znaczeÅ„ czy górnolotnego przesÅ‚ania, ale miÅ‚oÅ›nicy książek sensacyjnych nie powinni czuć siÄ™ rozczarowani, bo istotnie dzieje siÄ™ sporo, a przedstawiona w niej fabuÅ‚a może być na swój sposób interesujÄ…ca.
Ocena książki 5/10.
|
| Autor: Elleth
|
|
|
|
|