2017 rok, Nowa Zelandia. Wskutek katastrofalnego osunięcia ziemi na przełęczy Korowai miasteczko Thorndike oraz leżąca nieopodal spora farma zostają odcięte od świata. Okazję chce wykorzystać Las Birnamski – nieformalny, na poły przestępczy, na poły filantropijny, tajny kolektyw ogrodniczy, który sadzi rośliny tam, gdzie nikt tego nie zauważy. Przez całe lata grupa walczyła, żeby wyjść na prostą. Zajęcie gospodarstwa dałoby im szansę na wypłacalność. Ale miejscem interesuje się też tajemniczy amerykański miliarder Robert Lemoine: przejął je, żeby zbudować luksusowy bunkier na czas końca świata, przynajmniej tak mówi założycielce grupy, Mirze, gdy przyłapuje ją na terenie posiadłości. Jest zaintrygowany Mirą i Lasem Birnamskim. I chociaż politycznie są po przeciwnych stronach, wydaje się, że mają wspólnych wrogów. Ale czy ogrodnicy mogą mu zaufać? I czy będą mogli zaufać sobie nawzajem, gdy ich ideały i ideologia zostaną wystawione na próbę?
Nowa Zelandia to kraina wzbudzająca u Polaka niewiele skojarzeń, lecz nie da się ukryć, że blisko im wyobrażeniom o swego rodzaju współczesnym raju, krainie tyleż dostatniej, co sielsko bezpiecznej i cechującej się zachwycającymi krajobrazami. Pomimo swego geograficznego odizolowania wciąż jednak jest to element globalnej sieci, zamieszkiwany przez ten sam gatunek homo sapiens co gdzie indziej. A przynajmniej tak dowodzi wywodząca się z owego archipelagu
Eleanor Catton.
Lektura pierwszych stron powieści może skłaniać czytelnika ku poglądowi, że ma do czynienia z refleksjami nad problemami tzw. Pierwszego Świata, w postaci tytułowej grupy (omawiana książka w istocie nie ma bowiem niczego wspólnego z twórczością Szekspira) wdrażającej w życie swoje mocno ekologiczne poglądy, toczącej dyskusje nad lewicowym radykalizmem, a przy okazji bardziej „uniwersalnie” rozmyślającej o łóżkowych „przekładańcach”.
Po pewnym czasie czytelnik jednak zaczyna się zastanawiać, czy nie kryje się tu głębsza tajemnica, lecz wbrew konwencji właściwej dla thrillerów czy kryminałów fakt zaistnienia zbrodni, jak też jej charakteru, nie jest oczywisty, a już tym bardziej osoba zbrodniarza. Niby nietrudno o określone podejrzenia, lecz podobnie jak u
Agathy Christie dawniej, obecnie zaś u
George’a R.R. Martina nie należy być zaskoczonym faktem skrywania własnych ukrytych motywów przez większą liczbę postaci aniżeli tylko ostatecznego szwarccharakteru.
Cichym bohaterem książki mimo niebanalności pióra pisarki jest jednak rzeczona Nowa Zelandia. Nie jest to bynajmniej wizerunek sentymentalnie pocztówkowy, lecz mimo wszystko czytelnik odczuwa pragnienie, by do niej trafić, zobaczyć ją na własne oczy. Dzieje się tak pomimo faktu – a może właśnie ze względu nań – iż mamy do czynienia z lokacjami wyobrażonymi. Aż szkoda, chciałoby się rzec.
„Las Birnamski” to książka mimo wszystko stanowiąca raczej kronikę chwili i raczej skazana na zapomnienie w ciągu kolejnych dziesięcioleci (chyba iż okaże się proroczą, oby nie). Nie jest ona jednak pozbawiona pewnego uniwersalizmu.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|