Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno...
Żyjemy w XXI wieku i wbrew niegdysiejszym tezom
Francisa Fukuyamy boleśnie odkrywamy, że konflikty zbrojne zwane wojnami nie stanowią ani przeszłości bądź teraźniejszości rozgrywającej się na absolutnych światowych peryferiach, lecz wszystko wskazuje na to, iż przyszłość, i to wcale ta nieodległa, również będzie w takowe obfitować. Punkt dla
Roberta A. Heinleina, że nie dał się przed dziesięcioleciami uwieść pacyfistycznym utopiom.
Tło książki
„Żołnierze kosmosu” zgodnie ze swoim tytułem traktuje o konflikcie rozgrywającym się gdzieś wśród gwiazd, adwersarzem zaś nie są inni przedstawiciele gatunku homo sapiens, lecz zupełnie obcy biologiczny byt, tyleż niezrozumiały, co i wrogi. Przedmiotowa publikacja nie zestarzała się jednak tak szybko jak współczesne space opery, albowiem jednak jest znacząco bardziej uniwersalna w swej wymowie.
Podobnie bowiem jak
„Full Metal Jacket” sam konflikt stanowi niejako połowę recenzowanej pozycji (a nawet mniej), bardziej skupiając się na kształtowaniu (super)żołnierza i
esprit de corps. Autor bardzo umiejętnie wyważa obie te składowe, nie tracąc zainteresowania czytelnika ani przez moment.
Inna rzecz, iż można się zastanawiać, na ile popuszcza on wodze swej fantazji, na ile zaś daje upust swoim własnym poglądom (które – traktowane stuprocentowo pewnie – współcześnie można by było uznać za dość kontrowersyjne), na ile zaś w końcu stanowią one efekt jego własnych wojskowych doświadczen. Choć w opisach konfrontacji z kosmicznymi przerośniętymi mrówkami trudno dopatrywać się jakiejś reakcyjnej indoktrynacji.
„Żołnierze kosmosu” to paradoksalnie – nieco na przekór tytułowi – książka całkiem inteligentna. Miejscami jest ona nieco „niedzisiejsza”, tu czy ówdzie stanowi ona swoisty wehikuł czasu, lecz zestarzała się całkiem ładnie – bądź ujmując nieco inaczej nie zestarzała się znacznie.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|