Michael Brock, prawnik w wielkiej waszyngtońskiej kancelarii, dotarł prawie na szczyt. Cel, dla którego przez ostatnie siedem lat harował po dziewięćdziesiąt godzin tygodniowo – zostanie partnerem w firmie – jest już na wyciągnięcie ręki.
I właśnie wtedy uzbrojony bezdomny, który wdziera się do kancelarii, zostaje zabity przez brygadę antyterrorystyczną. Z powodu, którego Michael nie rozumie – może za sprawą krwi mężczyzny, która obryzguje mu twarz – budzi się w nim coś, o czym już dawno zapomniał: sumienie. Kiedy decyduje się odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło, liczy się z tym, że nie będzie się mógł cofnąć, zwłaszcza gdy trafia na poufne akta. Wie również, że może się stać zaciekłym wrogiem tych, których dotąd uważał za przyjaciół, i że jego kariera legnie w gruzach. Nie ma jednak pojęcia, że będzie musiał walczyć o życie.
I że jeśli gdziekolwiek znajdzie pomoc, to tylko na ulicy. Bo tam wszystko się zaczęło.
Prawnicy nie kojarzą się z sumieniem, przeciwnie, nieraz powołując się na frazesy o etyce tak naprawdę uosabiają sobą cynizm i bezwzględność, jak też bardzo „swobodne” podejście do kwestii prawdy. Niektórych z nich może to jednak mimo wszystko krępować i rodzić uczucie dyskomfortu. Tak jak u głównego bohatera
„Obrońcy ulicy”.
Pomysł
Grishama na fabułę omawianej książki nie jest specjalnie oryginalny, wręcz można doszukiwać się jego pierwowzorów już o starożytnej proweniencji. Jak by tak chwilę się zastanowić, to można by zacząć snuć refleksję, czy Mateusz Apostoł nie mógłby być swego rodzaju patronem Michaela Brocka.
Czytelnik nawykły do prozy Amerykanina cały czas oczekuje zwrotu akcji godnego pióra autora
„Firmy”, zwłaszcza zanęcony hitchcockowskim trzęsieniem ziemi na pierwszych stronach powieści. Jego rozczarowanie jednak szybko narasta, zwłaszcza iż dostrzega on kolejne zmarnowane przez twórcę okazje. Trąci banałem.
Niechcący odczytywany dzisiaj
„Obrońca ulicy” bardziej interesujący jest pod względem… historycznym, jako zapis pewnej epoki. Ileż to wątków rozwijałoby się inaczej, gdyby tylko główny bohater dysponował smart fonem… Choć oczywiście wątki poświęcone ludzkiej – prawniczo-biznesowej – naturze są bardziej uniwersalne.
Prawnicy nie kojarzą się z bajkami, przeciwnie, dla wielu osób akt współdziałania z nimi staje się jednym z głównych wątków koszmarów.
John Grisham jednak odczuwał potrzebę stworzenia tego rodzaju historii „ku pokrzepieniu serc”, nawet jeśli jest to bajka w wybitnie amerykańskim stylu.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|