Nowy Gothic to nowy świat, nowe przygody i nowy bohater. Nowy Gothic to w rzeczywistości stary Gothic.
Mowa oczywiście o
Risenie – grze, która w Å›wiadomoÅ›ci każdego gracza zadomowiÅ‚a siÄ™ wÅ‚aÅ›nie jako „nowy
Gothic”. I nic w tym dziwnego, za tytuÅ‚ odpowiada bowiem studio
Pirania Bythes, twórcy trzech pierwszych odsłon losów bezimiennego. Z tego też tytułu poniższa recenzja będzie w dużej mierze porównaniem z trzecią odsłoną
Gohtica. Faktyczną czwartą częścią zajmują się już zupełnie nowi ludzie, ale ten temat lepiej odłożyć do czasu premiery
Gothica 4. Ta stanowi odległą przyszłość a teraźniejszość to piranie i ich nowa sztandarowa produkcja, czyli
Risen. Jeżeli dopiero kupiłeś swój pierwszy komputer lub właśnie wybudzono cię z klinicznej śpiączki, faktycznie możesz nie wiedzieć czym ten
Gothic wÅ‚aÅ›ciwie jest i skÄ…d to cale zamieszanie. W innym przypadku… nie, nie może być mowy o innych przypadkach. Przez kilka lat swojego istnienia seria zdążyÅ‚a już na dobre zapisać siÄ™ na kartach historii gier komputerowych. „Jedynka” to już bezdyskusyjny klasyk, a najnowsza część to jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów na PC. PiszÄ™ o
Gothicu, bo nie sposób by nazwa ta nie pojawiła się przy okazji jakiejkolwiek wzmianki o
Risenie. Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszym są autorzy gry, jak już mówiłem za oba odpowiadają
„Piranie”. Jednak jak pokazuje samo życie, dzieÅ‚o twórców megahitu i superbestsellera nieraz okazuje siÄ™ upoÅ›ledzonym bÄ™kartem marnie imitujÄ…cym oryginaÅ‚. Na szczęście nie tym razem i to jest wÅ‚aÅ›nie ten drugi powód.
Pierwsze chwile z grÄ… potwierdzajÄ… w peÅ‚nej rozciÄ…gÅ‚oÅ›ci wszystkie powyższe twierdzenia. W gÅ‚owie koÅ‚ata siÄ™ myÅ›l „stare dobre Å›mieci”, a dÅ‚onie bezbłędnie trafiajÄ… w obÅ‚ożenie klawiatury. Bohaterem ponownie jest Bezimienny, tyle tylko, że tym razem to nie „TEN” Bezimienny. Teraz to inny mężczyzna, którego imiÄ™ nigdy nie zostanie zapisane czy wypowiedziane. PeÅ‚ne morze, maleÅ„ki statek i potężny sztorm, ciemność, szum fal, piski mew i usta peÅ‚ne piasku, tropikalna wyspa poroÅ›niÄ™ta gÄ™stÄ… dżunglÄ… i dymiÄ…cy w głębi lÄ…du wulkan - w tym miejscu i w takich okolicznoÅ›ciach rozpoczyna siÄ™ historia, której zwieÅ„czeniem bÄ™dÄ… epickie pojedynki decydujÄ…ce o losach Å›wiata. Teren gry ogranicza siÄ™ do pojedynczej, nie najwiÄ™kszych rozmiarów wyspy. PrzejÅ›cie jej wzdÅ‚uż lub wszerz to zajÄ™cie na ledwie kilkanaÅ›cie minut. Jest to zdecydowany krok wstecz, choćby w stosunku do
Gothica 3, który pod tym względem był kilkukrotnie rozleglejszy. Jedno miasto, obóz na bagnach, klasztor i dokładnie siedem pojedynczych domów - to wszystko na co można się natknąć się podczas zwiedzania suchego lądu. Przynajmniej na kilka dni przed tym jak przybył tu Bezimienny.
Od niedawna ziemia drży od częstych wstrząsów sejsmicznych, a w różnych miejscach z ziemi dosłownie wyrastają tajemnicze świątynie pełne dziwnych agresywnych potworów i magicznych artefaktów. Sytuacja szybko znajduje odzwierciedlenie w lokalnym układzie sił. Z kontynentu przybywa inkwizycja, która przejmuje władzę nad miastem i stara się zbadać dziwne starożytne budowle. Opozycją są zamieszkujący bagna zbiegowie pod przywództwem Don Estebana - głowy miejscowej siatki przestępczej. Ci starają się zagrabić możliwie dużą ilość bogactw jakie skrywają wnętrza świątyń. Są jeszcze magowie, ale stanowią oni część Zakonu Porządku i ściśle współpracują z inkwizycją. Całość brzmi znajomo? Jasne, że tak. Niemal identyczny schemat studio zastosowało w pierwszym i drugim
Gothicu. Można wykonywać zadania dla każdej z frakcji, choć większość z nich w oczywisty sposób wyklucza się ze sobą: za sympatię ze strony bandytów płaci się utratą reputacji w szeregach inkwizycji i odwrotnie. Stary sprawdzony mechanizm nadal działa. Zdarzyło się wprawdzie kilka wpadek, gdy bohaterowie niezależni wspominali o osobach, których jeszcze nie spotkałem, ale nigdy nie były to jakieś niewybaczalne błędy.
Pomimo faktu, że wiÄ™kszość questów to typowe „przynieÅ›, wynieÅ›, pozamiataj” (jako uczeÅ„ maga faktycznie zamiataÅ‚em podÅ‚ogÄ™:)) nie sposób siÄ™ nudzić. Dzieje siÄ™ tak głównie dziÄ™ki mnogoÅ›ci dróg prowadzÄ…cych do wykonania zadania. MiÄ™so dla kucharki można kupić, ukraść, upolować bÄ…dź otrzymać od myÅ›liwego za pomoc w walce ze stadem potworów. Każdej z misji, oczywiÅ›cie pomijajÄ…c te zwiÄ…zane z głównym wÄ…tkiem fabularnym, można siÄ™ podjąć na dowolnym etapie rozgrywki. Nie ma też ograniczenia czasowych co do ich zakoÅ„czenia. W każdym momencie możesz wiÄ™c zająć siÄ™ tym co autorzy zwykli nazywać swobodnÄ… eksploracjÄ…, czyli szwendaniem siÄ™ po okolicy w poszukiwaniu Å‚upów i rozrywki. Szkoda, że wyspa jest tak niewielka, bo jak dla mnie element ten byÅ‚ zawsze gwoździem programu. I nadal jest, tyle tylko że nieco mniejszym niż zwykle. Åšwiat ma w peÅ‚ni otwartÄ… konstrukcjÄ™ i jedynym ograniczeniem mogÄ… być zbyt silni przeciwnicy spotykani w co mniej przyjaznych zakÄ…tkach wyspy. Można ich unikać, można przed nimi uciekać, można wreszcie, i bÄ™dzie to zdecydowanie najlepszy wybór, stanąć do walki zdajÄ…c siÄ™ na umiejÄ™tnoÅ›ci bojowe bohatera i sprawność manualnÄ… wÅ‚asnych dÅ‚oni.
Najbardziej skopany element swojej poprzedniej produkcji udało się twórcom zamienić w największą zaletę
Risena. Możesz puścić w niepamięć system walki zaprezentowany w
Gothicu 3, a równocześnie odkurzyć wspomnienia związane z częścią drugą. Bezmyślne klikanie szybkiego ataku kończy się tu równie szybkim zgonem bohatera. Walka wymaga zręczności, zgrania w czasie i pomyślunku. Głównym daniem są oczywiście pojedynki w zwarciu, co promowane jest choćby przez dużą ilość oręża tego typu. Kilkudziesięciu typom mieczy, toporów i włóczni odpowiada ledwie kilka sztuk kusz i łuków. Podobnie jest z przeciwnikami. Niewielu z nich posiada broń strzelecką, a jeszcze mniej z niej korzysta. Inna sprawa, że to właśnie walka bronią białą sprawia największą frajdę. Początkowo paleta dostępnych ruchów ogranicza się do składającego się z trzech ciosów: kombosu, bloku, prostego uniku. Wraz z rozwojem stosownych umiejętności wzbogaci się ona o dłuższe kombinacje, ataki z boku czy nieocenioną możliwość kontrataku. Niezwykle istotnym faktem jest to, że każdy kolejny atak wyprowadzony z rzędu zwiększa zadawane obrażenia. System ten bardzo dobrze sprawdza się praktyce i przy odpowiedniej wprawie pozwala na pokonanie znacznie silniejszego przeciwnika. Dla zachowania równowagi, chwila nieuwagi w walce z byle wilkiem może zakończyć się koniecznością wczytania gry. Wrogowie zadają silne ciosy i sprawnie stosują możliwość bloków i uników. Ludzie i inni humanoidzi stosują dokładnie ten sam wachlarz ruchów co gracz. Bestie pozbawione są możliwości blokowania, ale często posiadają specyficzne ataki specjalne. Ogólnie grę należałoby uznać za trudną. Szczególnie jeżeli nie miało się uprzednio styczności z tego typu nieprzyjaznym dla gracza światem, w którym wilk to nie tylko wilk. To aż wilk. Kilka wilków to już pewna śmierć. Przypuszczam, że właśnie to powodowało częstą, przedwczesną rezygnację z gry w
Gothica u co mniej wytrwałych graczy. Jako że należę do tych raczej cierpliwych bawiłem się równie dobrze czy to opędzając się kijem przed przerośniętą mewą, czy zatapiając obsydianowe ostrze w piersi potężnego ogra.
Risen - recenzja gry
|
|
|
|
|
| | 1 | 2 | następna >>
|