Koniec X wieku. Duński król Harald Sinozęby rozciąga swą władzę na bogate słowiańskie grody leżące u ujścia Odry. Na wyspie Wołyń (Wolin), obok miasta o tej samej nazwie, zakłada potężną warownię Jomsborg. Obsadza ją swoimi wikingami, którzy na zwrotnych łodziach zapuszczają się w głąb zatok i w górę rzek, rabując, gwałcąc i mordując.
Jomsborg podporządkowuje sobie w końcu potężny władca Słowian − Mieszko, który ukróca rozboje północnych najeźdźców. Jednak jego syn Bolesław Chrobry, widząc w wikingach potencjalnych sprzymierzeńców przeciwko Cesarstwu Niemieckiemu, pragnie jednocześnie objąć pełną władzę nad tymi terenami.
Prapoczątki polskiej państwowości (a właściwie wówczas jeszcze polańskiej) zawsze wydawały mi się szczególnie atrakcyjną epoką omawianą w trakcie zajęć szkolnych. Tyle możliwości rozpościerało się wówczas, szczególnie na zachodzie i północy, później utraconych i zarzuconych. Zarazem tak niewiele wiemy o tych czasach, co z natury rzeczy otwiera przestrzeń dla wyobraźni. Nic więc dziwnego, że w okresie drugowojennej zawieruchy i rozpaczy to właśnie ku tej epoce i tym ziemiom swoje pióro skierował
Władysław Jan Grabski.
Inaczej niźli uczynił to taki
Karol Bünsch, tytułowy bohater jest postacią fikcyjną, co pozwoliło autorowi na dużą swobodę w kształtowaniu jego losów, czy to w zakresie pochodzenia, czy to w zakresie jego roli w historycznych wypadkach. Pisarz pozwala sobie tutaj popuścić cugli, a w konsekwencji gdzie indziej dochować wierności znanym faktom.
Na kartach książki znajdziemy wiele bowiem postaci, o których nauczane są dzieci od najmłodszych szkolnych lat, tyle że nie w Polsce. Zapewne mało który Polak wie, że Piastówna była matką królów szwedzkich i duńskich (i to ta sama!), a pod przynajmniej nominalną władzą pierwszych historycznych Piastów pozostawali typowi dla ówczesnej pogańskiej Północy morscy rozbójnicy.
Czasami jednak autor pozwala sobie na ahistorycyzmy, które mogą razić co bardziej wyrobionych historycznie czytelników. Bardziej zakamuflowanym znakiem czasów są jednak antyniemieckie i antysemickie resentymenty autora, łączące się z jego może i żarliwym, lecz i nieco zbyt nachalnym katolicyzmem.
„Saga o jarlu Broniszu” to interesujący reprezentant literatury, która w Polsce pomimo znanych przykładów
„Starej baśni” i w ogóle twórczości
Kraszewskiego i wspomnianego wcześniej
Bünscha pozostaje w cieniu sienkiewiczowskiej prozy i licznych dzieł traktujących o Dzikich Polach etc. Nieco się zestarzała ona współcześnie, lecz wciąż potrafi wciągnąć.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|