Powiadają, że Kaptur, Pan Śmierci, zgromadził zastęp bogów w miejscu znajdującym się poza zasięgiem śmiertelników. Powiadają, że czeka on na końcu każdego planu i spisku, wszystkich zakrojonych na wielką skalę ambicji. Tym razem jednak sprawy mają się inaczej. Tym razem Kaptur jest na początku? Darudżystan poci się w letnim upale. Miasto jest pełne złowrogich omenów, niepokojących pogłosek i podstępnych szeptów. Przybyli obcy, morderca wziął się do roboty, możliwe też, że budzi się pradawna tyrania. Na byłych Podpalaczy Mostów z Baru K'rula zwrócili swe śmiercionośne spojrzenia miejscy skrytobójcy. Niski, korpulentny człowieczek w czerwonej kamizelce jest przerażony swą wciąż rosnącą tuszą, wie jednak, że to najmniejsze z jego zmartwień. Gdzieś w dali słychać bowiem ujadanie ogarów.
W dalekim Czarnym Koralu z pozoru obojętne rządy sprawują Tiste Andii. Pod potężnym kurhanem usypanym pod miastem gromadzą się tysiące wyznawców kultu Odkupiciela. Ongiś był on śmiertelnikiem, a jego honor i szlachetność czynią go bezbronnym wobec wypaczonych ambicji wyznawców.
Tak więc, Kaptur stoi na początku spisku, który wstrząśnie całym kosmosem, na jego końcu zaś czeka ktoś inny. Nadszedł czas, by Anomander Rake, Syn Ciemności, naprawił straszliwy, starożytny błąd.
Kolejna pozycja z
„MalazaÅ„skiej KsiÄ™gi PolegÅ‚ych” przybliżajÄ…ca nas olbrzymimi susami do koÅ„ca epickiej sagi. Kanadyjczyk
Steve Rune Lundin - piszÄ…cy swÄ… sagÄ™ pod pseudonimem
Steven Erikson - prowadzi w
„Mycie ogarów” akcjÄ™ w stylu, do którego już przyzwyczaiÅ‚. Tak wiÄ™c mamy liczne przeplatajÄ…ce siÄ™ ze sobÄ… wÄ…tki i wiele zaskakujÄ…cych zwrotów akcji i niespodziewane wydarzenia, czÄ™stokroć bÄ™dÄ…ce mniej lub bardziej bezpoÅ›rednimi nastÄ™pstwami zajść z wczeÅ›niejszych tomów
„MalazaÅ„skiej KsiÄ™gi”.
Erikson przyzwyczaił też do swej doskonałej kontroli nad bardzo szeroko przecież zakrojoną fabułą. Kilka, zdawać by się mogło, porzuconych wątków wraca w tej części do życia, potwierdzając ową tezę. Niewątpliwym sukcesem
Eriksona jest też fakt, iż udaje mu się jakimś sposobem - mimo licznych nawiązań i współzależności - czynić kolejne tomy niezależnymi w jakimś sensie opowieściami. Choć nie zmienia to poczynionego przeze mnie postanowienia przeczytania wszystkich tomów po kolei wraz z opublikowaniem ostatniego z nich.
W
„Mycie Ogarów” miejscami akcji sÄ… głównie Czarny Koral i Darudżystan. Darudżystan, czyli najwspanialsze miasto Å›wiata, miejsce, w którym osadzona byÅ‚a akcja caÅ‚ego pierwszego tomu oraz części kolejnych. Wiele postaci sagi
Eriksona kieruje się do owego miasta. Wśród nich jest powracający na stare śmieci Nożownik znany ongiś jako Crokus Younghand. Ciekawy to powrót tego beztroskiego, zapalczywego i przebojowego na początku sagi młodzieńca, którego potem
Erikson bez skrupułów obarcza coraz cięższym bagażem - w większości traumatycznych - doświadczeń. Jego wątek można uznać za klasyczny przykład tragicznej miłości romantycznej, którego pozazdrościć mogliby tacy specjaliści w tej dziedzinie jak
Byron,
Goethe, czy nasi
Mickiewicz i
Słowacki. Chyba tylko scenarzyści
„M jak MiÅ‚ość" górujÄ… tu nad
Eriksonem.
CentralnÄ… postaciÄ…
„Myta Ogarów” jest Kruppe. Pozornie nieszkodliwy grubasek jest jednym z genialniejszych tworów kanadyjskiego autora - postaci tej nie da siÄ™ nie lubić ze wzglÄ™du na jej kwiecisty jÄ™zyk i ogólny komizm. Zważywszy na fakt, iż autor w okrutny sposób traktuje nie tylko Crokusa, ale wiÄ™kszość swoich bohaterów, to ten eriksonowski Papkin, jakim jest Kruppe, stanowi pewne odciążenie dla tonu powieÅ›ci. PozwolÄ™ sobie przy okazji jej omawiania przywoÅ‚ać kilka cytatów:
„Kruppe bÅ‚yskawicznie opuÅ›ciÅ‚ lewÄ… rÄ™kÄ™, zÅ‚apaÅ‚ ptysia, który faktycznie wyglÄ…daÅ‚ tak, jakby chciaÅ‚ uciec, wsadziÅ‚ go sobie w caÅ‚oÅ›ci do ust i zaczÄ…Å‚ przeżuwać z rozpromienionÄ… minÄ….” A oto jedna z jego piÄ™knych wypowiedzi (i zarazem jedna z najkrótszych, dziÄ™ki czemu chciaÅ‚o mi siÄ™ jÄ… przepisywać) dotyczÄ…cych faktu, iż „windykatorzy” Plama i Leff pozwolili odejść jednemu ze znajdujÄ…cych siÄ™ na liÅ›cie dÅ‚użników u lichwiarza Gareba:
„Moi drodzy gÅ‚upi przyjaciele, gdyby Gareb usÅ‚yszaÅ‚ o tym w najbliższym czasie, gdyby dowiedziaÅ‚ siÄ™, że wypuÅ›ciliÅ›cie z rÄ…k osÅ‚awionego Torvalda Noma, wasze imiona znalazÅ‚yby siÄ™ na tej samej liÅ›cie, którÄ… otrzymaliÅ›cie, i bylibyÅ›cie zmuszeni oddać mu siÄ™ w rÄ™ce w zamian za sowitÄ… nagrodÄ™, która jednak na nic by wam siÄ™ nie zdaÅ‚a, gdyż Gareb ukryÅ‚by i poćwiartowaÅ‚ biednych PlamÄ™ i Leffa. Och, cóż za straszliwe nieszczęście”. Warto też zauważyć, że czÄ™stokroć
Erikson oddaje narrację w ręce Kruppego, co daje się rozpoznać po jej stylu (choć czasem nie od razu) i w tym miejscu ostatni tak długi (wart jednak przywołania) cytat:
„Darudżystan, miasto niezliczonych cudów! Któż mógÅ‚by nazwać jakikolwiek uczynek nieistotnym? ChÅ‚opiec umykajÄ…cy z ramionami peÅ‚nymi jarzyn, krzyki dobiegajÄ…ce ze straganu, uważne spojrzenie odlegÅ‚ego o trzydzieÅ›ci kroków strażnika, dochodzÄ…cego do wniosku, że szanse na zÅ‚apanie ulicznika sÄ… niewielkie. Nieistotne? Nonsens! GÅ‚odne usta bÄ™dÄ… nakarmione, rozkwitnie duma, handlarka być może zarobi trochÄ™ mniej, ale w koÅ„cu jej zyski napeÅ‚niaÅ‚y tylko kufel zapijaczonemu mężowi. Niech skurwysyn zdycha sobie z pragnienia! DotkniÄ™te wadÄ… wrodzonÄ… serce strażnika bÄ™dzie biÅ‚o dalej, nie pÄ™knie jeszcze z wysiÅ‚ku po dÅ‚ugim poÅ›cigu przez zatÅ‚oczony targ. Mężczyzna pożyje kilka tygodni dÅ‚użej, a to wystarczy, by ukoÅ„czyÅ‚ dwadzieÅ›cia lat sÅ‚użby, dziÄ™ki czemu żona i dzieci dostanÄ… rentÄ™. Rzecz jasna, miaÅ‚ też nastÄ…pić ostatni pocaÅ‚unek mówiÄ…cy o oddaniu i caÅ‚ej reszcie.” Robi wrażenie, prawda?
Zachęcać do czytania kolejnej części zapewne nikogo nie muszę. Jak powiedział sam
Erikson „Ludzie albo kochajÄ… seriÄ™ albo jej nienawidzÄ…”, wiÄ™c cóż po moim rozpisywaniu siÄ™ skoro każdy ma już zdanie wyrobione. Cieszy jednak, że poziom kolejnych pozycji jest coraz lepszy wbrew naturalnym obawom o to, że autor może spocząć na laurach i „jechać” na już uzyskanej popularnoÅ›ci. To nam wyraźnie nie grozi.
|
| Autor: Ajmdemen
|
|
|
|
|