Na dwór mogolskiego cesarza Akbara w Sikri przybywa złotowłosy cudzoziemiec, Mogor dell'Amore. Przywozi list od angielskiej królowej Elżbiety, a także - i przede wszystkim - nieprawdopodobną opowieść, która zaczyna absorbować cesarza i staje się obsesją całego miasta. Czy jest prawdziwa? Czy jej bohaterka, zaginiona księżniczka Qara Köz, istniała naprawdę, i kim jest człowiek nazywający siebie Mogołem Miłości? A jeśli zmyśla, czy zapłaci za swe kłamstwa najwyższą cenę?
Mogłoby się zdawać, iż
Salman Rushdie jest już zmÄ™czony Å›wiatem, który od przeszÅ‚o sześćdziesiÄ™ciu lat ma możność obserwować, Å›wiatem, który żywi wobec niego samego uczucia nie tylko uwielbienia i szacunku dla jego talentu, ale także gorÄ…cej nienawiÅ›ci paÅ‚ajÄ…cej żądzÄ… mordu. Co wiÄ™cej, Å›wiatem staÅ‚ym w swych szaleÅ„stwach, a jeÅ›li jednak można spostrzec jakieÅ› zmiany, to wyłącznie na gorsze. MogÅ‚oby siÄ™ wiÄ™c zdawać, iż indyjski pisarz zapragnÄ…Å‚ uciec do innego Å›wiata, lepszego, wspanialszego, znanego z czasów dzieciÅ„stwa – baÅ›niowego.
„Czarodziejka z Florencji” zaczyna siÄ™ jak baśń – opowieÅ›ciÄ… o wÅ‚adcy odlegÅ‚ego w czasie i przestrzeni królestwa, jak i opowieÅ›ciÄ… o dzielnym i zdolnym do cudów podróżniku. Gdy zaÅ› te dwie postacie siÄ™ spotkajÄ… ze sobÄ…, poznamy i opowieść o orientalnej księżniczce i trzech przyjacioÅ‚ach, których losy wzajemnie siÄ™ ze sobÄ… splatajÄ…. Baśń jak siÄ™ patrzy.
Czy jednak aby na pewno to baśń, którą przeczytać można dziecku przed zaśnięciem, a właściwie ze względu na dość obfite rozmiary kolejną jej część? Ja swej (hipotetycznej, póki co) pociesze w trosce o dobry sen takowej lektury jednak bym oszczędził.
Dlaczego? Jako powód można by wskazać dość obsceniczny jÄ™zyk, wulgarny nawet na tle poprzednich dzieÅ‚ kontrowersyjnego pisarza, których bohaterowie przecież niejednokrotnie użyć potrafili słów bardzo soczystych, rzec by można nieliterackich. Innym potencjalnym powodem mógÅ‚by być caÅ‚y szereg odniesieÅ„ do seksu, choć od razu pragnÄ™ uprzedzić, iż nie znajdziemy tu opisów „gimnastycznych”, w żadnym razie dzieÅ‚a Rushdiego nie należy traktować jako uwspółczeÅ›nionej
„Kamasutry”, to nie ten rodzaj literatury. Niemniej jest to ważna sfera
„Czarodziejki” i nie można jej nijak zignorować czy „obejść”.
Tak naprawdÄ™ jednak o „dojrzaÅ‚oÅ›ci” tego dzieÅ‚a decyduje nie jÄ™zyk, którym posÅ‚ugujÄ… siÄ™ bohaterowie, nie wszechobecna cielesność, ale problematyka podjÄ™ta przez autora. Ta bowiem jest wciąż ta sama – miÅ‚ość, kwestia Boga i religii (jakże prawdziwe jest zdanie, iż nikt nie rozmyÅ›la o Istocie Najwyższej wiÄ™cej od ateistów) czy zetkniÄ™cia kultur. Prezentowana epoka może być inna, podobnie jak opisywane krainy, niemniej pewne tematy zawsze i wszÄ™dzie sÄ… aktualne, warte rozważenia i spojrzenia naÅ„ z jeszcze innej perspektywy. A to prawdziwa specjalność
Rushdiego.
Bardzo przekonujÄ…ca jest też kreska autora, przy pomocy której maluje on przed oczyma czytelnika nawet najbardziej nieprawdopodobne, sprzeczne z logikÄ… i rozsÄ…dkiem wydarzenia i Å›wiaty – a dodajmy, iż wcale nie sÄ… one znów tak bardzo nieprawdopodobne, tÅ‚o bowiem ma solidne podwaliny osadzone w historii, z której erudyta-
Rushdie całkiem obficie czerpie. Kunszt pisarza po raz kolejny dał znać o sobie!
Jakkolwiek najnowsza pozycja w dorobku
Salmana Rushdiego wcale baÅ›niÄ… nie jest, to bez wÄ…tpienia pisarz ten jest czarodziejem, magiem sÅ‚owa, stworzycielem Å›wiatów! I choć już raz tu okreÅ›liÅ‚em go mianem „indyjskiego”, to dzieÅ‚o to stanowi owoc multikulturalnej formacji autora, zetkniÄ™cia siÄ™ ze sobÄ… kilku zupeÅ‚nie różnych wrażliwoÅ›ci i tradycji literackich. A że jego warsztat mógÅ‚by być wskazywany jako wzór,
„CzarodziejkÄ™ z Florencji” traktować można jako jeszcze bardziej dorosłą wersjÄ™
„BaÅ›ni z tysiÄ…ca i jednej nocy”.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|