W 1877 roku dwudziestopięcioletni Fritz Dörries wsiada na pokład parowca w Hamburgu i wyrusza do miejsca, które jest białą plamą na mapie. Przyświeca mu myśl: znaleźć motyla, którego jako dziecko zobaczył w książce. Mimo zimna oraz trudnych warunków uparcie dąży do celu. Jego wyprawa przeradza się w dwudziestodwuletni pobyt na Syberii Wschodniej podczas którego odkrywa tysiące nowych gatunków roślin i zwierząt.
Fritz spędza noce w arktycznych temperaturach, przeżywa spotkanie z tygrysem i obserwuje wilki w świetle księżyca. W malowniczy sposób przybliża tę tajemniczą krainę, a jednocześnie przypomina, że nie da się zbadać jej do końca, bo Syberia zawsze będzie za duża, a człowiek za mały.
Nieraz już dzieliłem się tą myślą, że bardzo zazdroszczę Rosjanom syberyjskich przestrzeni. Daleki jestem od idealizowania ich dziewiczości czy idylliczności, jednakże ich odludność (w końcu nieprzypadkowa) jawi się jako dość magiczna dla osoby zmęczonej bliźnimi. I z pewnością nie jestem w tych odczuciach jedyny.
Główny „bohater” – jeśli można go tak określić –
„Człowieka, który kochał Syberię” to postać dość obca polskiej kulturze, albowiem na bezkresne azjatyckie rubieże trafia nie jako zesłaniec, katorżnik czy inny zek, lecz absolutnie dobrowolnie, w celu realizacji swoich przyrodniczych zainteresowań, którym poświęca niemal całą swoją uwagę. Choć podobnie jak szereg podobnych mu „self-made manów” szybko ewoluuje, zdobywając nowe i nowe umiejętności, a wraz z nimi i zainteresowania.
Tytułowy człowiek w swym zainteresowaniu przyrodą jest jednak patronem dość kłopotliwym dla współczesnych ekologów i sozologów. Można bowiem zastanawiać się, czy nie uosabia on sobą bardziej ksobnej, rabunkowej fascynacji naturą, postrzegając ją nie tyle jako partnera, lecz bardziej źródło fascynujących obiektów do pozyskania.
Książka ma charakter biograficzny i niekoniecznie stanowi pomnik przedstawianej w nim postaci, mimo że głęboko bazuje na jego własnych wspomnieniach. Niejednokrotnie uderza jego brak etnograficznego wyczulenia czy wrażliwości na historyczne realia. Z drugiej strony i tak lektura omawianej pozycji ujawni czytelnikowi wiele kompletnie mu nieznanych tematów.
„Człowiek, który kochał Syberię” to pozycja właściwie wyzbyta fabuły, lecz nie tracąca na tym niemal w ogóle na atrakcyjności. Nie umniejszając pióra autorów jest to jednak w wielkim stopniu zasługa plenerów rozpościerających się przed oczami czytelnika, w dużej mierze przecież już o charakterze minionym.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|