"Młot na Czarownice" jest udaną kontynuacją "Sługi Bożego" Jacka Piekary. W nowym tomie znów spotykamy się ze skromnym Inkwizytorem Mordimerem Madderdinem.
Jacek Piekara początkowo stworzył zaledwie kilka luźno powiązanych ze sobą opowiadań, w których głównym bohaterem jest ów Sługa Boży. Następnie zebrał te opowiadania i wydał "Sługę Bożego". Natomiast "Młot na Czarownice", mimo że nadal pozostaje zbiorem opowiadań, jest już dużo spójniejszy. Widać tu pewną chronologię, są też nawiązania do wydarzeń z poprzedniego tomu.
W "Młocie na Czarownice" więcej jest samego Mordimera. Bliźniacy i Kostuch występują epizodycznie, więc ich fani będą na pewno zawiedzeni. Na szczęście uniżony Sługa Boży, a teraz również Młot na Czarownice nie zmienił się i nadal jest równie wyrachowany i cyniczny, co przedtem.
Tym, którzy jeszcze nie znają uniżonego Sługi Bożego Mordimera Madderdina śpieszę wyjaśnić, że jest on licencjonowanym Inkwizytorem Jego Świątobliwości Biskupa Hez-Hezronu. Walczy z wszelką herezją, demonami i złymi ludźmi, a czyni to mając serce przepojone miłością do bliźniego swego. Chce, by grzesznicy znaleźli ukojenie w oczyszczającym ogniu stosu i szczerze żałowali swoich występków, jednocześnie będąc głęboko wdzięcznym Świętemu Oficjum za wskazanie właściwej ścieżki.
Mordimera jest Inkwizytorem z powołania, a żar jego wiary porównać można jedynie do żaru stosów rozpalanych przez niego z miłosierdzia dla wszelkiej maści grzeszników. On naprawdę wierzy w to, co robi, hipokryzji nie można mu zarzucić. Jednak na pewno bywa wyrachowany i egoistyczny. Nieraz stawia dobro własne ponad wszystko.
Nie sposób jednak go nie polubić, zwłaszcza za częstą autoironię i celne komentarze do otaczającej go rzeczywistości. Wiele jego zdań zapada w pamięć nie tylko z powodu humoru, jakim są przesycone, lecz również z pewnej głębi filozoficznej.
Nowe opowiadania są pisane w starym stylu, tzn. w narracji pierwszoosobowej, z dużą liczbą dosadnych i celnych uwag w wykonaniu Mordimera i jego kompanów oraz szczyptą erotyki.
Fabuła poszczególnych opowiadań prowadzona jest podobnie jak w poprzednim tomie, w sumie nie ma do czego się przyczepić, jednak widać pewną wtórność. Sam schemat nie jest zły, jednak po pewnym czasie może nużyć.
Na szczęście autor wprowadza nowe wątki. Okazuje się, że nawet Anioły nie są nieomylne.
Do tego dochodzi herezja, jakoby Chrystus umarł na krzyżu. Ale któż uwierzy w takie brednie? Tylko szaleńcy. Przecież wiadomo, że Jezus zszedł z krzyża i wyrżnął Jerozolimę.
W książce jest pięć opowiadań, ostatnie natomiast potwierdza istnienie kontynuacji i stanowi punkt zaczepienia dla nowego wątku kontynuowanego już w następnym tomie.
Książka - Młot na Czarownice Jacka Piekary