Wyszukiwarka
Google

RPG.sztab.com
Logowanie
   Pamiętaj mnie

Rejestracja

Przypomnienie hasła
Hostujemy strony o grach
Gry Strategiczne


Polecane strony
Gry logiczne


.

Matthew Woodring Stover - Prawo Caine'a

Matthew Woodring Stover - Prawo Caine'a

Informacje o książce

dots Tytuł :Prawo Caine'a (Caine's Law)
dots Autor: Matthew Woodring Stover
dots Ilość stron: 480
dots Wydawnictwo: MAG
dots Rok wydania: 2012
dots Cena: 39 PLN
dots Autor recenzji: Piotr „WSP” Soska
dots Data recenzji:
dots Ocena: 50/100


Estetyczna oprawa, kolorowa okładka, epickie strugi krwi i powszechne motywy każą sądzić, że „Prawo Caine'a” Matthewa Woodring Stovera to przyjemne, niezobowiązujące fantasy na dwa, trzy wieczory. Jak bardzo można się pomylić względem owej lektury brutalnie dowiadujemy się już od pierwszych zdań dzieła i zapamiętujemy raz na zawsze, że nie należy oceniać książki po okładce.

To już czwarty tom z cyklu o legendarnym Cainie i nie jest to bez znaczenia dla czytelnika, który wcześniej nie miał styczności z sagą. Stover wymaga od odbiorcy dogłębnej znajomości wcześniejszych wydarzeń, ponieważ akcja toczy się przed, równolegle, a także między wydarzeniami opisanymi w poprzednich tomach. Nawet jeśli ktoś ma za sobą lekturę tychże i tak może poczuć się zagubiony, wśród chaotycznych rozdziałów. Książka jest bowiem niespójna w pełnym tego słowa znaczeniu. Wciąż następują niezrozumiałe przeskoki w czasie, miejscu i akcji, które bardzo trudno jest jakoś uzasadnić.

Implikuje to niezrozumiałą fabułę, w której odnajdzie się tylko najwierniejszy fan Caine'a. Bohater na początku przebywa w więzieniu, gdzie organizacja zwana Studiem chce go po raz ostatni wykorzystać do wielkiego przekrętu. Ten ma jednak inne plany i po raz kolejny udowadnia, że nie należy do ludzi, którymi można manipulować. Caine realizuje więc najbardziej zmyślny plan, jaki mógłby urodzić się w czyjejkolwiek wyobraźni, angażując w niego przyjaciół, wrogów i bogów.

Matthew Woodring Stover   Prawo Caine 172144,1


To tyle w teorii, idę o zakład, że każdy czytelnik tego dzieła opowiedziałby tę historię zupełnie inaczej. Stover przesadza w książce ze środkami artystycznymi, produkując bełkot, chwilami balansujący na granicy grafomanii. Autor używa na przykład bardzo niewybrednych przekleństw, nie tylko w dialogach, ale także w narracji (!!!) (swoją drogą, względem której też nie może się zdecydować, czy jest pierwszo- czy trzecioosobowa). Dodatkowo boli duże nagromadzenie dialogów, które zajmują większą część powieści. Co prawda, dzięki nim w ogóle da się to czytać, ale nie sądzę, żeby w tym szaleństwie była jakaś metoda.

To prawda, książka miewa swoje lepsze momenty, które pochłania się z zapartym tchem. Bez wątpienia należą do nich rozdziały o Końskiej Wiedźmie, istocie, w której zakochuje się bohater. Wśród niektórych rozdziałów autor pisze parę mądrych zdań, które zapadają w pamięć i sprawiają wrażenie mądrych. Żeby jednak do nich dotrzeć, czytelnik musi uzbroić się w anielską cierpliwość, szczególnie na początku powieści, przez który przebić się jest po prostu trudno.

„Prawo Caine'a” jest dla mnie kwintesencją czytelniczej irytacji. Nie chodzi już o nagromadzenie dialogów czy żenujące wulgaryzmy. Stover popełnił w niej największy błąd jaki może popełnić pisarz, czyli stworzył bohatera, który nie wzbudza w czytelniku nawet odrobiny sympatii. Cain (mający swoją drogą w powieści jeszcze około pięciu innych imion) jest tak butny, wyniosły i nieomylny, że nawet Konrad z III części „Dziadów” poczułby się zawstydzony. Caine się nie myli, zawsze ma w zanadrzu intrygę, supermoce albo fanatyczkę, która zrobi dla niego wszystko, dzięki czemu wywinie się z każdej opresji, nawet jeżeli stoi sam naprzeciw milionowej armii. Oczywiście wcześniej nie omieszka ukarać wszystkich, którzy ośmielili mu się sprzeciwić.

Nie chcę być niemiły względem Stovera, bo te ponad pięćset stronnic powieści mają swoje bardzo mocne punkty. Widać, że autor potrafi pisać, jeśli akurat nie chce wszystkiego skomplikować. Jednak patrząc na całość nie mogę tej powieści podsumować innymi słowami, niż metafizyczno-filozoficzne pitolenie o Szopenie bez specjalnej fabuły, wstępu, rozwinięcia i zakończenia, balansujące na granicy grafomanii. Książka jest taką hipsterską wariacją na temat futurystycznego Konrada Walenroda. Dzieło pozuję na awangardowe, nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale bez wątpienia jest to tylko pozerstwo. Dla fanów Caine'a, którzy chcą się zagłębić w ten świat od zupełnie innej strony, bez wątpienia się nada.


Piotr „WSP” Soska
E-mail autora: kozowsp(at)gmail.com
Autor: WSP


Przedyskutuj artykuł na forum

Ustaw Sztab jako strone startowa O serwisie Napisz do nas Praca Reklama Polityka prywatnosci
Copyright (c) 2001-2013 Sztab VVeteranow