Rozdział I. Wyprawy w nieznane.
Nieludzkie odgłosy wydobywały się z wnętrza ziemi. Wyrwa, która niedawno pojawiła się na środku miejsca, będącego zalążkiem targu, wywołała u mieszkańców wioski przerażenie, ale i niezmierną ciekawość. Jak powstała, nikt nie widział, a że jest, wiedział każdy. Pobożniejsi osadnicy składali ofiary rozgniewanemu Świętowitowi. Inni klęli, złorzecząc wszystkim, a nawet sobie.
Do dziury zajrzaÅ‚ kiedyÅ› klecha, co Kyryi Krystii wyznaje, a modÅ‚y leżąc na wznak odmawia. PrzyjechaÅ‚ ponoć z kraju, leżącego za górami, przedzierajÄ…c siÄ™ przez puszczÄ™. DÅ‚ugo miejsca w Oprawach nie zagrzaÅ‚. PodreptaÅ‚ trochÄ™ wokół dziury, która wielka byÅ‚a jak pieÅ„ starego dÄ™bu, co roÅ›nie przy rzece, a głęboka niemiara, że tego nawet Dziad nie wie, pomruczaÅ‚ coÅ› pod nosem i odjechaÅ‚ w poÅ›piechu. Nieliczni powiadajÄ…, że szaleÅ„stwo miaÅ‚ w oczach, gdy uciekaÅ‚ z puszczy. Dziwny czÅ‚ek. Dobrze, że pojechaÅ‚ – prawiÅ‚ Dziad – Nie potrzeba nam tu gryzipiórków, a cudaków.
Starszyzna w wiosce dumaÅ‚a, co należy zrobić. WnÄ™ka niby nikomu nie zawadzaÅ‚a, do odgÅ‚osów osadnicy przywykli, że bez wycia spać nie mogli, tak jak wstawać bez piania koguta, ale drażniÅ‚a niczym sól w oku. Jeden Å›miaÅ‚ek zgÅ‚osiÅ‚ siÄ™, by zejść do wnÄ™trza, zobaczyć, kto tak wyje, inni mniej Å›miali radzili dół zasypać ziemiÄ…. Dziad nie przystaÅ‚ na żadne. „Lepiej nie drażnić licha, jeszcze nieurodzaj lub inne zÅ‚o zeÅ›le” – skwitowaÅ‚. OstaÅ‚ wiÄ™c otwór ogrodzony palisadÄ…, by żaden smark czy wyrostek nie wpadÅ‚ do Å›rodka, ni biaÅ‚owÅ‚osa ciekawskim swym obyczajem nie zajrzaÅ‚a. Któż by przypuszczaÅ‚, że z tego taka farsa wyniknie.
Noc byÅ‚a wyjÄ…tkowo zimna. Kilka postaci siedziaÅ‚o wokół otoczonego kamieniami paleniska wewnÄ…trz chaty. Rozgrzewali dÅ‚onie. DuszÄ…cy dym unosiÅ‚ siÄ™ ku górze i uchodziÅ‚ przez kwadratowe ujÅ›cie zwężajÄ…ce siÄ™ w komin. Ludzie mieli czerwone od żaru lica i bÅ‚yszczÄ…ce oczy. Prym wiódÅ‚ Biezdar, znany z wygÅ‚aszanych mistycznych opowieÅ›ci. Wiadomo – obieżyÅ›wiat.
– I wtedy… przemieniÅ‚ siÄ™. ZdążyÅ‚em umknąć, nim zwÄ™szyÅ‚ mojÄ… obecność. ByÅ‚ wilkoÅ‚akiem.
Siedząca u boku Biezdara, czarnowłosa Bianka kiwała głową z aprobatą. Mrugała znacząco na wąsacza, lecz obieżyświat zdawał się nie zwracać uwagi na jej uroki. Był zajęty opowieścią.
– Nie może być! – podniósÅ‚ gÅ‚os Gniewomir.
Znany w wiosce jako myśliwy i tropiciel, darzony był ogólnym szacunkiem. Nawet nieduża osada musi być zaopatrywana w zwierzynę. Gniewomir spojrzał z nieukrywaną pogardą na obieżyświata.
– Od wielu wiosen polujÄ™ w puszczy i nigdy nie spotkaÅ‚em siÄ™ z sytuacjÄ…, aby wilk zaatakowaÅ‚ czÅ‚owieka. Tym bardziej nie dam wiary w istnienie wilkoÅ‚aka. Demony leÅ›ne – zgoda, sam widziaÅ‚em, topielce – owszem, ale wilkoÅ‚aki?!
Dziecko śpiące na kozetce rozpłakało się. Drobna kobieta o anielskiej twarzy odeszła od ogniska i przytuliła je, śpiewając kołysankę:
Szukom, szukom dziecku spania,
Żeby spało, nie płakało
Do jutra rana.
Usypiała pacholę, zeskrobując wapno z krokwi mątewką.
Nielub odwrócił się z niepokojem. Jego najstarszy syn zginął od pazurów rysia, a młodszą córkę zabrała zmora. Nie był dumny z pacholęcia. Było słabowite i ciągle płakało. Napotkał wzrok żony i zrozumiał. Obawiała się o życie dziecka, które stało się jeszcze bardziej pobudzone z chwilą pojawienia się wyrwy w ziemi.
– Z tÄ… dziurÄ… na targu trzeba coÅ› zrobić. To nie wróży nic dobrego… – rzekÅ‚ Nielub.
Gniewomir zmarszczył czoło.
– Dziad zakazaÅ‚!
– MógÅ‚byÅ› go przekonać – poprosiÅ‚ strapiony. – JesteÅ› jego synem.
– Mam lepszy pomysÅ‚ – odezwaÅ‚ siÄ™ Biezdar obieżyÅ›wiat. – Lepiej poprosić o pomoc BabÄ™, mieszkajÄ…cÄ… za rzekÄ…. Zna siÄ™ na czarach i zioÅ‚ach, na pewno coÅ› doradzi.
– PójdÄ™, kiedy wzejdzie sÅ‚oÅ„ce – zaproponowaÅ‚ Nielub. – MuszÄ™ tylko zÅ‚ożyć cześć ÅšwiÄ™towitowi, aby mnie chroniÅ‚.
– Weź to – obieżyÅ›wiat podaÅ‚ mężczyźnie drobny przedmiot.
Był to amulet w kształcie toporka.
NadeszÅ‚o Nowe – opowiadanie
|
|
|
|
|
| | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | następna >>
|